Słuchałem dobrą książkę :)

Wszystkie tematy traktujące o literaturze w bardziej ogólnym rozumieniu

Moderatorzy: Vampdey, Tigana, Shadowmage, Achmed

Re: Słuchałem dobrą książkę :)

Postautor: Shadowmage » śr 19.05.2021 17:13

Storytel stosunkowo niedawno wprowadził podział na rozdziały, więc może starsze pozycje nie mają. Inna sprawa, że sporo zależy od samej książki. Teraz akurat słucham "Sedno rzeczy" i tam "książkowe" rozdziały są króciutkie, więc w audiobooku są połączenie kilka w jeden.
Każdy czytelnik ma takiego diabła, na jakiego zasłużył.
Arturo Perez-Reverte, "Klub Dumas"
Awatar użytkownika
Shadowmage
Cesarz
Cesarz
 
Posty: 19410
Rejestracja: ndz 06.10.2002 15:34
Lokalizacja: Wawa/Piaseczno

Re: Słuchałem dobrą książkę :)

Postautor: Fidel-F2 » pt 21.05.2021 7:14

Więzień na Marsie - Gustave Le Rouge

Le Rouge napisał tę opowieść na początku wieku XX, jednak literacko i fabularnie rzecz jest bardzo mocno dziewiętnastowieczna. To trochę taki "Verne dla ubogich", o kilka długości odstający od np. Wellsa, który mocno wybiegał wyobraźnią w przyszłość. Fabuła powieści jest liniowa, banalna, autor niespecjalnie grzeszy wyobraźnią. Mars u Le Rouge'a przypomina po prostu jakieś fragmenty nieodkrytej Azji czy Afryki, gdzie francuski inżynier, przedstawiciel kultury europejskiej, niesie kaganek oraz jedynie słuszne wartości. Przy pomocy ognia i miecza zaprowadza cywilizację i porządek. Prymitywnego lokalnego języka można się nauczyć w kilka tygodni, miejscowe dziewczęta natychmiast zakochują się w przystojnym nieznajomym, a dokoła rosną buki i brzozy. Poza tym mamy tam milionerów, szurniętych naukowców, hinduskich magów-mistyków, itp. tałatajstwo. Już w chwili powstania tytuł był szablonowo nieodkrywczy. Powiedzieć, że Więzień na Marsie trąci myszką, to nic nie powiedzieć, z tej powieści wali naftaliną jak ze starej szafy. Dziś, w ramach SF, powieść nie broni się w żaden sposób. To wyłącznie zabytek.

Dla lubiących tego typu archeologię.

Wysłuchałem w niezłej interpretacji Marcina Popczyńskiego.

5/10
jesteśmy z Alp alpakami
i kopyta mamy
nie dorówna nam nikt
Fidel-F2
Książę
Książę
 
Posty: 2603
Rejestracja: wt 02.03.2010 23:45

Re: Słuchałem dobrą książkę :)

Postautor: Fidel-F2 » pn 24.05.2021 13:08

Inne okręty - Romuald Pawlak

Historia podboju którego nie było. Książka ta zostawia mnie w rozkroku. Bo z jednej strony sporo tu świetnych momentów, ale z drugiej, nie bardzo wiadomo po co to wszystko.

Po kolei. Koncepcja świata alternatywnego bardzo elegancka, przemyślana, bez zarzutu. Na dodatek sporo tu nawiązań do naszej rzeczywistości, ale nie prostackich przełożeń, a właśnie modulowanych nawiązań (np. szarża Kozietulskiego, Asarpay, Wojtyła i zamach). Dwa, rzecz napisana jest dynamicznie, językiem warsztatowo nienagannym, wyjątkowo przyjemnym w obcowaniu. Trzy, postacie również nakreślone umiejętnie, z głębią zależną od planu na którym występują. Cztery, opis rzeczywistości plastyczny, naturalny, historycznie i kulturowo stosowny. Pięć, batalistyka wyważona, w normie. Narracja wojenna nie narzuca się powieści w sposób przesadny. Jedyny zarzut, który mi przychodzi do głowy, to nadmierna lakoniczność, wręcz asceza w prezentowaniu wydarzeń.

Czyli cała konstrukcja, narracja, mięso powieści, jest w najwyższym gatunku. I kompletnie nie mam pojęcia po co to wszystko.

Żeby opowiedzieć odrobinę pogmatwaną, romansową historię w trudnych czasach, z której nic specjalnego nie wynika? Bo to właściwie powtórnie opowiedziana historia Skrzetuskiego i Kurcewiczówny. Choć oczywiście nie dosłownie, a nawet przewrotnie. Druga rzecz to wizje. Coś tam mówią o przyszłości. No i co z tego? Po co to? Co z tego ma wyniknąć? Dla głównego wątku fabularnego wystarczyłyby znacznie krótsze i inaczej podane. Ich obszerność i szczegółowość powinna do czegoś prowadzić. Według mnie, nie prowadzi do niczego. Spowodowało to u mnie frustrujące wrażenie, że cała powieść jest bardzo szerokim, bogato przygotowanym intro, świetnie zawiązującym akcję przed głównymi wydarzeniami. Których niestety nie ma, bo dalej jest słowo "Koniec". I jeśli jesteśmy przy okazji rzeczy których nie rozumiem, to kocówka z Andagoyą jest zupełnie od czapy, nie znajduję dla niej żadnego umocowania.

Podsumowując, Inne okręty oparte są na niezłym pomyśle, jednak nie wyzyskują potencjału jakie ten dawał. Pozostają solidnym, sprawnie napisanym czytadłem.

Wysłuchałem w bardzo dobrej interpretacji Marcina Popczyńskiego.

6,5/10
jesteśmy z Alp alpakami
i kopyta mamy
nie dorówna nam nikt
Fidel-F2
Książę
Książę
 
Posty: 2603
Rejestracja: wt 02.03.2010 23:45

Re: Słuchałem dobrą książkę :)

Postautor: Fidel-F2 » sob 29.05.2021 13:53

Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy - Sergiusz Piasecki

Opowieść o rzeczywistości przemytników na granicy polsko-radzieckiej w latach dwudziestych XX w. W jakiejś mierze biograficzna, jak się zdaje, dobrze oddaje realia. Jednak mamy tu ogromną dozę romantyzmu typowego dla opowieści pirackich czy westernowych. Choć czytelnik jest informowany o trupach, trudach i niebezpieczeństwach, to jednocześnie dostaje potężną dawkę liryzmu. Poetycznie rozgwieżdżone niebo, szorstką męską przyjaźń, miłości i zdrady, kawaleryjską fantazję, lekceważącą wszelkie niebezpieczeństwa brawurę, przy tym heroizm i swoistą rycerskość. Zapomina, że to po prostu przestępcy, bandyci; darzy sympatią, kibicuje im w przedsięwzięciach.

Poza tym mamy tu pewien fatalizm. Kolegów ubywa w szybkim tempie, entropia społeczna środowiska postępuje z bezwzględną konsekwencją, podobnie ma się z moralnością oraz stanem psycho-emocjonalnym bohatera. To nieuniknione, więc żyjmy szybko i intensywnie.

Język powieści jest prosty, jednak zgrabny. Narracja potoczysta, jest w tym rytm, puls. Trafia się niewymuszony, zwykle sytuacyjny, humor. Czyta się (no dobra, ja słuchałem).

Wysłuchałem w bardzo dobrej interpretacji Jacka Rozenka.
7/10
jesteśmy z Alp alpakami
i kopyta mamy
nie dorówna nam nikt
Fidel-F2
Książę
Książę
 
Posty: 2603
Rejestracja: wt 02.03.2010 23:45

Re: Słuchałem dobrą książkę :)

Postautor: Fidel-F2 » czw 03.06.2021 9:24

Rzeka złodziei - Michael Crummey

Nowa Funlandia początku XIX w., a w retrospekcjach cofamy się, mniej więcej, o pół wieku. Powieść jest swoistą zadumą nad losem plemienia Beothuków, zwanych Czerwonymi Indianami. Część z nich wymarła od chorób przywleczonych przez białych osadników. Resztę wymordowano.

Crummey w dużej mierze opiera się autentycznych wydarzeniach i postaciach. Naturalnie przykrawa materię na potrzeby powieściowe i w efekcie otrzymujemy coś na kształt beletryzowanego reportażu. Reportażu o agonii plemienia. Acz paradoksalnie nie jest to główny plan, bo sami Indianie, są gdzieś w tle, w rozmowach, planach. Powieść przedstawiona jest głownie z perspektywy Europejczyków, którzy w różnych charakterach zawitali na Nową Funlandię, i to oni bezwzględnie dominują. Indian widzimy niemal wyłącznie na pozycjach słabych, podległych, czasem prezentują się wyraźnie infantylnie.

Narracja Crummeya jest niemal ślimacza. Autor pochyla się nad wszystkim z wielką dociekliwością i cierpliwością. Nawet sceny starć, napadów, pozbawione są dynamiki, rozwleczone. Bohaterowie opowieści przedstawieni są z wielką drobiazgowością i głębią. Jest tu jednak pewna drażniąca wada. W przypadku każdej postaci, gdy ta szerzej wypływa na kartach powieści, autor odrywa się od głównego wątku i popada w obszerną dygresję. Opowiada długo o dzieciństwie, traumach, przeżyciach kształtujących postawę i moralność, rozmaitych mniej lub bardziej istotnych wydarzeniach. Samo w sobie nie jest to oczywiście naganne, jednak gdy metoda zastosowana jest wielokrotnie przy szeregu postaci, w sposób niemal identyczny, zaczyna razić schematycznością.

Do niewątpliwych zalet powieści zaliczyć można sposób kreowania relacji pomiędzy postaciami. Głębokie, uzasadnione, logiczne, bardzo prawdziwe. Autor bardzo umiejętnie uwypukla niejednoznaczność zdarzeń, postępków. Czasem nieznajomość drobnego faktu może zmieniać bardzo dużo, a pochopne, chybione osądy doprowadzić do tragedii.

Poza wszystkim Crummey doskonale przedstawia obraz epoki. Społeczne zawiłości, idee, postawy, sposób myślenia ówczesnych, przemiany. Kolejnym plusem jest sposób prezentacji przyrody. Sugestywnie oddana surowość, w oczywisty sposób wpływająca na niemal wszystkie aspekty życia, jest dopełnieniem, przesłanką, wyjaśnieniem, czasem usprawiedliwieniem.

Sednem powieści jest zagłada Indian, ale obserwujemy głównie białych. To sugestia, że ten świat już przepadł. Choć jeszcze gdzieś tam istnieje, to nic go już nie uratuje. Jest w tym pewien fatalizm. Indianie byli skazani, bez możliwości ratunku. Brzmi to trochę jak usprawiedliwianie białych. I trochę tak jest, jednak Crummey widzi ich winy - okrucieństwo, bezwzględność, pazerność, egoizm, pozorowanie działań, lekceważenie, brak wrażliwości, empatii - ale nie potępia w czambuł, stara się patrzeć ze wszystkich stron. Dużym winowajcą zaistniałej sytuacji była przepaść pomiędzy mocno różniącymi się kulturami. Odmienne postrzeganie świata, sprzeczne paradygmaty cywilizacyjne, stosunek do natury czy chociażby prawa własności. Dla białych przywłaszczenie sobie cudzej rzeczy to kradzież zasługująca na bezwzględne potępienie, dla Indian "znalezione" przedmioty były darem natury, a ich spożytkowanie, jak najbardziej moralnie właściwe. Prowadziło to do nieuchronnej spirali odwetów, a w efekcie, katastrofy. Pech Beothuków polegał na tym, że byli stroną słabszą.

Z powyższych wynurzeń wyłania się obraz powieści bardzo solidnej, niemal bez wad i nie będę się spierał sam ze sobą :), niemniej czegoś mi tu zabrakło. Mimo tak wielu zalet, nie potrafiłem odnaleźć magii, wczuć się w klimat. Przyswoiłem dość beznamiętnie.

Wysłuchałem w bardzo dobrej interpretacji Marcina Popczyńskiego.
8/10
jesteśmy z Alp alpakami
i kopyta mamy
nie dorówna nam nikt
Fidel-F2
Książę
Książę
 
Posty: 2603
Rejestracja: wt 02.03.2010 23:45

Re: Słuchałem dobrą książkę :)

Postautor: Shadowmage » czw 03.06.2021 9:39

Wolę inne powieści Crummeya. W tej mi też czegoś zabrakło.
Każdy czytelnik ma takiego diabła, na jakiego zasłużył.
Arturo Perez-Reverte, "Klub Dumas"
Awatar użytkownika
Shadowmage
Cesarz
Cesarz
 
Posty: 19410
Rejestracja: ndz 06.10.2002 15:34
Lokalizacja: Wawa/Piaseczno

Re: Słuchałem dobrą książkę :)

Postautor: asymon » śr 09.06.2021 20:53

Dla mnie chyba druga najlepsza, po "Dostatku".
The square root of three equals two for large values of three.
- found in a bathroom in the Cornell Physics department -
Awatar użytkownika
asymon
Paladyn
Paladyn
 
Posty: 937
Rejestracja: ndz 10.05.2015 8:38

Re: Słuchałem dobrą książkę :)

Postautor: Fidel-F2 » pt 11.06.2021 8:13

Święty Wrocław - Łukasz Orbitowski

Zacząłem od późnych książek autora i Inna dusza, a przede wszystkim Kult, zrobiły na mnie duże wrażenie. To były bardzo dobre rzeczy pod każdym względem. Postanowiłem nadrobić zaszłości i spróbowałem Świętego Wrocławia. No i lipa.

Mamy tu pewne podobieństwo do Kultu. Jest wiele scen, wątków, koncepcji, które znajdują się w obu powieściach. Tyle, że w wersji ze Świętego Wrocławia sprawiają wrażenie notatek, zapisu pomysłów, konspektów do Kultu.

Cały warsztat Orbitowskiego w tej powieści, sprawia wrażenie niedorobionego, zwłaszcza w porównaniu do rzeczy późniejszych. Co oczywiście jest pozytywem, wszak najprawdopodobniej są to oznaki rozwoju. Niemniej w trakcie akurat tej lektury, rozmaite niedyspozycje nam doskwierają. Postacie są niby rozbudowane, ale momentami koślawo, momentami sztampowo, przy tym w tonacji przesadnie cool. Sama fabuła, w mojej ocenie, mocno niewiarygodna, chaotyczna, zgrzyta sprzecznościami. Postacie miotają się wte i wewte, bez specjalnego uzasadnienia i przy mocno pozornej logice. I na dodatek, grzech największy, od pewnego momentu jest to wszystko mocno nudne, nawet wydumana i komiksowo przerysowana końcówka nie ratuje sytuacji. Na koniec nie bardzo wiem po co to wszystko. Autor opisał się po same uszy i w zasadzie nic z tego nie wynika, zero przekazu, zero refleksji. Jakby celem samym w sobie było błyszczenie formą, tyle, że ta jest mierna.

Pozycji brakło weryfikacji, redakcji, przemyślenia. Wyszedł półprodukt na szybko.

Wysłuchałem w jakiej takiej interpretacji Macieja Więckowskiego.
4/10
jesteśmy z Alp alpakami
i kopyta mamy
nie dorówna nam nikt
Fidel-F2
Książę
Książę
 
Posty: 2603
Rejestracja: wt 02.03.2010 23:45

Re: Słuchałem dobrą książkę :)

Postautor: Shedao Shai » ndz 13.06.2021 17:04

Potwierdzam, "Święty Wrocław" to bardzo dobra książka, IMO jedna z lepszych Orbitowskiego. Ciekawa, klimatyczna, zapadająca w pamięć.
Awatar użytkownika
Shedao Shai
Książę
Książę
 
Posty: 2065
Rejestracja: sob 06.03.2004 15:20
Lokalizacja: Wrocław

Re: Słuchałem dobrą książkę :)

Postautor: Fidel-F2 » ndz 13.06.2021 18:15

Zgadza się. Dla ciebie w sam raz.
jesteśmy z Alp alpakami
i kopyta mamy
nie dorówna nam nikt
Fidel-F2
Książę
Książę
 
Posty: 2603
Rejestracja: wt 02.03.2010 23:45

Re: Słuchałem dobrą książkę :)

Postautor: Fidel-F2 » pt 25.06.2021 9:00

Nocne życie - Dennis Lehane

Poznajemy Joe Coughlina w 1926 roku, podczas napadu na nielegalne kasyno, w którym akurat zabawiają się kartami członkowie mafii. A potem jest jak zwykle w tym klubie. Napady, zdrady, więzienie, miłość, śmierć, nielegalny alkohol, sprzedajni policjanci i wiarołomni przyjaciele, itd. Nocne życie to biografia Joe, historia gangsterska. W tle Ameryka z prohibicją, wielkim biznesem i polityką.

Rzecz napisana solidnie pod każdym względem, w wielu aspektach mocno pokrywająca się z historią Vito Corleone i jego rodziny. Zarówno fabularnie jak i nastrojem. Żaden to jednak plagiat, po prostu ta sama grządka.

Świetna powieść dla fanów kina/literatury gangsterskiej. Dla pozostałych po prostu niezła historia.

Wysłuchałem w przyzwoitej interpretacji Macieja Więckowskiego.
7/10
jesteśmy z Alp alpakami
i kopyta mamy
nie dorówna nam nikt
Fidel-F2
Książę
Książę
 
Posty: 2603
Rejestracja: wt 02.03.2010 23:45

Re: Słuchałem dobrą książkę :)

Postautor: Fidel-F2 » śr 30.06.2021 8:54

Glatz. Zamieć - Tomasz Duszyński

Kolejna odsłona cyklu kłodzkiego. Dostajemy, w zasadzie, dokładnie to samo co w przypadku obu poprzednich tomów, na podobnym poziomie. Rzetelnie skonstruowany kryminał retro, z ciekawymi postaciami i wyczuwalnym klimatem międzywojnia. Rzecz utrzymana jest w lekkim stylu noir. Świat przedstawiony tupta sobie powolutku w czasie, i oprócz powojennych, społeczno-polityczno-ekonomicznych, problemów Republiki Weimarskiej coraz wyraźniej pojawiają się faszyści. Autor nie uchronił się przed pokusą, by korzystając z okazji, zarzucić mega sztampowego suchara z Hitlerem w roli głównej (Poza tym żarty nie są natrętne i raczej na przyzwoitym poziomie. Trafiają się naprawdę klasowe). Tu i tam trafiają się próby mędrkowania w kategoriach życiowo-filozoficznych, ale szczęśliwie ze stosownym umiarem.

Fabuła kryminalna zupełnie przyzwoita, nic wyjątkowego, ale daje radę. W jednym miejscu coś mi się nie zgadzało (ale może podczas słuchania utraciłem jakiś drobiazg, więc nie będę się upierał), w innym zbieg okoliczności był wyraźnie zbyt mocno naciągany (i tu będę się upierał).

Nie jest to wybitna literatura, ale nie obraża smaku ni inteligencji czytelnika. Jeśli komu podobały się poprzednie tomy, to i ten zasadniczo powinien.

Wysłuchałem w bardzo dobrej interpretacji Filipa Kosiora.
6,5/10
jesteśmy z Alp alpakami
i kopyta mamy
nie dorówna nam nikt
Fidel-F2
Książę
Książę
 
Posty: 2603
Rejestracja: wt 02.03.2010 23:45

Re: Słuchałem dobrą książkę :)

Postautor: Fidel-F2 » pn 12.07.2021 10:05

Wiśniowy blues - James Lee Burke

Wczesny tom z cyklu z Davem Robicheaux. Dostajemy wszystko to co typowe dla Burke'a. Południe Stanów (choć tym razem część akcji przenosi się do Montany, na tereny indiańskiego rezerwatu), doły społeczne, wadliwe amerykańskie prawo, mafia, brutalna rzeczywistość, fatalizm losów, itp. Burke zwykle w swoich powieściach zwraca uwagę na jakiś konkretny problem społeczny. Tym razem mamy kwestie związane z rdzennymi mieszkańcami Ameryki. Fabularnie, w porównaniu z innymi tomami tego cyklu, jest raczej prosto (ale naturalnie nie prostacko), choć finałowe rozwiązania dają pewną satysfakcję. Postacie realistyczne, silnie umocowane w psychologii i rzeczywistości.

Dość wyraźnie da się zauważyć, że to wczesna powieść autora i pewne kierunki, które tu zaznacza, z czasem zostaną rozwinięte. Kolejne pozycje serii wyraźnie zmierzają do kategorii "uwspółcześniony, realistyczny i zbrutalizowany, kryminał noir". Wiśniowy blues, w porównaniu, jest lekturą dość lekką, prostszą w zasadzie w każdym aspekcie, i raczej jedynie wykazuje pewne symptomy czarnokryminalne.

Wysłuchałem w bardzo dobrej interpretacji Wojciecha Masiaka.
6,5/10
jesteśmy z Alp alpakami
i kopyta mamy
nie dorówna nam nikt
Fidel-F2
Książę
Książę
 
Posty: 2603
Rejestracja: wt 02.03.2010 23:45

Re: Słuchałem dobrą książkę :)

Postautor: Fidel-F2 » pt 16.07.2021 7:26

Pożegnalne spojrzenie - Ross MacDonald

Klasyczny, wannabe noir, kryminał. Trudno orzec czy autor wzorował się na Chandlerze czy innych ojcach gatunku bo to zupełnie nie ta klasa. Rzecz niczego nie obraża ale też nie wzbudza, przynajmniej we mnie, żadnych emocji. Taki klepak. Intryga logiczna i nic poza tym. Bohaterowie niewybitnie poprawni, brak klimatu, humoru. Tekst jest treściwy i suchy, bez charakteru. Jeśli kto lubi emocje związane z rozwiązywaniem sudoku, polecam.

Nie zaprzyjaźnimy się z panem MacDonaldem.

Wysłuchałem w bardzo średniej interpretacji Tomasza Ignaczaka.
5/10
jesteśmy z Alp alpakami
i kopyta mamy
nie dorówna nam nikt
Fidel-F2
Książę
Książę
 
Posty: 2603
Rejestracja: wt 02.03.2010 23:45

Re: Słuchałem dobrą książkę :)

Postautor: nosiwoda » pt 16.07.2021 10:31

Ross MacDonald to też jeden z ojców gatunku. Trochę po Chandlerze, ale jednak klasyk (co nie znaczy, że czytałem i polecam tę powieść, klasykom też zdarzały się kiksy).
This space-time continuum is ruled by Pa Gorg, Ma Gorg and Junior Gorg.
nosiwoda
Wielki Książę
Wielki Książę
 
Posty: 3838
Rejestracja: śr 18.10.2006 12:57
Lokalizacja: zewsząd

Re: Słuchałem dobrą książkę :)

Postautor: Fidel-F2 » czw 22.07.2021 14:35

Ostatnia arystokratka - Evžen Boček

Miała być lekka, humorystyczna lektura. Okazało się, że to rzadko spotykany gniot. Raz, że to infantylna książka o niczym, a dwa, że pełna wysilonych, żenujących, płytkich dowcipów. Przez większość lektury (tam zaraz lektury, dałem radę przebrnąć może przez 15% całości), zamiast śmiechu/uśmiechu odczuwałem zażenowanie prymitywizmem autora. Warsztat amatorski, głośno woła o redakcję.

Dowcipy w stylu "idzie sobie tato z kotem i się zesrał (kot nie tato)".

Wysłuchałem w fatalnej interpretacji Mirelli Rogoza-Biel.

Omijać najdalej jak się da. Fatalna kumulacja.
1/10
jesteśmy z Alp alpakami
i kopyta mamy
nie dorówna nam nikt
Fidel-F2
Książę
Książę
 
Posty: 2603
Rejestracja: wt 02.03.2010 23:45

Poprzednia

Wróć do Ogólnie o literaturze

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość