Rafał Dębski - Kraniec nadziei

Wszystko o rodzimych publikacjach

Moderatorzy: Vampdey, Tigana, Shadowmage, Achmed

Rafał Dębski - Kraniec nadziei

Postautor: Fidel-F2 » sob 23.02.2019 19:48

Kraniec nadziei - Rafał Dębski
Cykl: Rubieże Imperium (tom 1)

Cesarstwo (Hiszpania) i Republika (USA), opanowały kosmos. Skolonizowano ogromne obszary przestrzeni kosmicznej, podróże na setki lat świetlnych nie są żadnym wyzwaniem. Mocarstwa oczywiście leją się wzajemnie bez pardonu. Pierdyliard jednostek bojowych lata po kosmosie i stacza nieustanne bitwy. Rzecz dzieje się zasadniczo w środowisku wojskowych, służących na tych jednostkach. Bitwy kosmiczne są sednem powieści. Pomiędzy tym, snuje się karłowata, banalnie prosta fabuła.

Kosmiczne bitwy oparte są 1:1 na walkach okrętów pływających po morzach i oceanach Ziemi. Ścierają się kutry torpedowe, krążowniki, niszczyciele, pancerniki, lotniskowce, myśliwce, itp. Oczywiście posługują się torpedami kosmicznymi, laserami, działami rentgenowskimi, itp. Proste przełożenie skutkuje kompletnym pozbawieniem sensu i logiki. Manewry czy metody walki są całkowicie z d. wzięte. Całości dopełniają komendy w stylu "Omiń go dołem". W pustce kosmicznej!

Niesamowita jest sprawa dyscypliny na tych okrętach. Nie ma chyba ani jednej sytuacji w której po wydaniu rozkazu przez dowódcę, rozkaz ten byłby wykonywany bez szemrania. Podwładni albo upewniają się czy dowódca aby jest pewien treści rozkazu, bo przecież punkt regulaminu to i tamto, albo szyderczo krytykują, albo odmawiają wykonania rozkazu bo coś tam, albo radzą sami co należałoby rozkazać ich zdaniem, bo mają inną wizję, albo straszą konsekwencjami, albo mamroczą coś pod nosem, albo coś innego w podobie. A dowódca cierpliwie uskutecznia panele dyskusyjne powtarzając wszystko po dwa razy, przekonując, namawiając, proponując, strasząc. Szału można dostać. Na jego miejscu, połowę tej załogi wywaliłbym przez komory torpedowe w próżnię. Najdalej drugiego dnia służby.

Z powyższym łączy się sprawą dialogów. Powiedzieć, że czytanie ich boli, to nic nie powiedzieć. Drewniane, sztuczne, w dużej mierze niepotrzebne, gdy bohaterowie tłumaczą sobie obszernie sprawy o których bardzo dobrze wiedzą. Z jednej strony infantylne naiwnością i nagromadzeniem truizmów czy zbędnego pustosłowia, z drugiej przesycone ordynarnymi inwektywami. Poziom nasycenia wulgaryzmami daleko przekracza jakiekolwiek normy dobrego smaku. Najgrubsze z nich są esencją niemal każdej rozmowy.

Postacie schematyczne, od jednej sztancy. Autor szermuje mocno i obficie rozmaitymi opisami jacy to są jego bohaterowie, przy czym nijak nie potwierdza się to w ich zachowaniu.

Brak tu jakiejkolwiek wartości intelektualnej. Wszystko co otrzymujemy, to garść budzących politowanie naiwnością banałów na temat życia czy polityki.

Nieprawdziwy jest podział na tomy. Kraniec nadziei nie jest żadnym pierwszym tomem, jest połową książki. Akcja urywa się w pół drogi, bez żadnego finału, bez jakiejkolwiek konstatacji. Podręcznikowy skok na kasę.

3/10
jesteśmy z Alp alpakami
i kopyta mamy
nie dorówna nam nikt
Fidel-F2
Lord
Lord
 
Posty: 1664
Rejestracja: wt 02.03.2010 23:45

Wróć do Literatura polska

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość