Ćwiek, Jakub - "Kłamca" :: Sprawdź komentowaną ksiażkę.

Tutaj możesz komentować pojawiające się w naszym serwisie literackim wiadomości

Moderatorzy: Vampdey, Tigana, Shadowmage, Achmed

Ćwiek, Jakub - "Kłamca"

Postautor: Shedao Shai » sob 13.06.2020 15:09

Dzięki pandemii więcej czasu spędzam w domu, co zmotywowało mnie do lektury cegieł, których nie jestem w stanie wziąć sobie "do tramwaju". Tu moja uwaga skoncentrowała się na Ursuli Le Guin, która od dawna pozostawała jedną z dwóch moich najbardziej haniebnych zaległości. A że na półce wygrzewały się już świetne tomiszcza od Prószyńskiego, zawierające właściwie wszystko, co trzeba... I tak oto przeczytałem ciurkiem całe Ziemiomorze, po czym zabrałem się za Sześć światów Hain. Lektura wspaniała, rzekłbym wręcz, że wybitna, ale gdzieś w trakcie "Planety wygnania" zacząłem odczuwać znużenie. Potrzebowałem jakiegoś przerywnika, odskoczni od spędzania każdego wieczora nad tym samym, potężnym tomiszczem. Tego uczucia, gdy siadam sobie na kanapie, zaczynam książkę, czytam przez trzy godziny i ją kończę. Czasem tak mam. Zacząłem więc rozmyślać, co by mogło mi posłużyć jako taka odskocznia, i tu moje myśli od razu poszybowały ku tylnim rzędom mojej biblioteczki, skrywającym rzeczy które już dawno wypadły z moich łask, ale jednocześnie siłą sentymentu nie zostały skazane na sprzedanie, oddanie czy wyrzucenie.

Sporą część "tylniej armady" stanowi oferta Fabryki Słów, której byłem zaciekłym fanem gdzieś w latach 2004-2006. Pilipiuk, Ziemiański, Kossakowska, Grzędowicz, Piekara... sami wiecie. W tej gromadce znalazł się też Jakub Ćwiek z jego serią o Kłamcy, która wówczas bardzo mi się podobała (pierwsze dwa tomy, bo tyle tego było). W międzyczasie powydawał kolejne, które kupowałem, ale po które już nie sięgałem z półki. I tak oto nadszedł rok 2020, seria została skończona - 4 tomy plus dwa interquele plus dwa spinoffy (te może jeszcze będą wychodzić, kto to wie). Sięgając pamięcią do swoich wrażeń z lektury Kłamcy, pamiętałem tyle, że były one bardzo lekkie i szybko się czytało. Brzmiało więc jak dokładnie coś, czego potrzebowałem. I - spoiler alert - tak rzeczywiście było.

Kłamca jest napisany niesamowicie wręcz prostym językiem, co w połączeniu z maksymalnie niewymagającą fabułą daje dzieło (no, "dzieło"), które czyta się błyskawicznie. 2-3 godzinki relaksu na kanapie i można sięgać po kolejny tom. Tego potrzebowałem i to dostałem. A jak z zawartością? Pozwólcie, że omówię ją zbiorczo, bo nie mam na temat każdego z tomów tyle do powiedzenia, żeby warto było pisać osobno.

Kłamca
Pierwsza książka z serii. Właściwie nie książka: zbiór opowiadań. Zbiorek. Kilka luźnych, krótkich tekstów, które dzięki szerokim marginesom, dużym literom i nie za wielkiemu formatowi sprawiają wrażenie pełnoprawnej książki. Zawartości w tym tyle, że bierzesz do pociągu, i wysiadając masz już to przeczytane. Ciężko tu mówić o jakości, bo autor był jeszcze wyraźnie niewprawiony i kilka ciekawych pomysłów oprawił językiem prostym jak konstrukcja cepa. Serio, widywałem posty na Katedrze, które były bardziej wymagające językowo, umysłowo, literacko. Widywałem wypowiedzi na Facebooku, przy których angażowałem więcej zasobów mózgowych niż przy tych opowiadaniach. Nie zostawiło to żadnego śladu w moim umyśle.

Kłamca 2. Bóg marnotrawny
Choć wydawniczo pierwszy i drugi tom dzieli tylko rok, widać już wyraźną poprawę w umiejętnościach Ćwieka. Świat, fabuła, postacie - wszystko zostało nieco rozbudowane, przestało być tak jednowymiarowe. Czytałem z zainteresowaniem, krzywiąc się tylko w momentach oczywistych wad pióra autora (ale o tym potem).

Kłamca 2,5: Machinomachia
Tom trzeci, a właściwie dwaipółdrugi, a właściwie piąty (wg. kolejności wydawania). Najchudszy - zawiera w sobie tylko dwa opowiadania plus mini nowelkę. Opowiadania są tak nieistotne, że nawet nie pamiętam już o czym były. Jak pierdnięcie - puff i nie ma. Nowelka jest za to głupia. Opiera się na c z a d o w y m (dla pijanych piętnastolatków) pomyśle pt. "a co by było gdyby wymieszać bogów greckich i walki wielkich robotów". Cringe.

Kłamca 2,8: Papież sztuk
Książka wydana w 2015 roku. Dekada rozwoju jako autor jest tu wyraźnie widoczna. Mamy tu do czynienia z naprawdę ciekawą zabawą formą (a nawet - zabawami). Sama historia też jest ciekawa, wspominam tę część jako najlepszą. Widząc "2,8" w tytule, pewnie wielu z was przychodzą na myśl dwa słowa-klucze "odcinanie kuponów" - otóż nie. To naprawdę wartościowy element serii.

Kłamca 3: Ochłap sztandaru
Tu fabularnie zaczynamy brnąć do końca. Loki ma już swoją drużynę, jest "uformowanym" bohaterem, gotowym na koniec swojej drogi. Książka jest przeciętna, ma jeden główny problem - wątek Lokiego w krainie elfów/wróżek/cokolwiek to było. To było takie nudne, że aż kartkowałem. Gdyby nie to, byłoby lepiej - pozostałe wątki dobrze dają radę.

Kłamca 4: Kill'em all
Niestety, ostatni tom jest zarazem najgorszy. Czego się zresztą spodziewałem, bo sam Ćwiek w posłowiu do któregoś 2,X pisał, że fani byli rozczarowani. Nie dziwię się. W kategorii "nie wiem jak zamknąć swoją sagę, więc zrobię to naprawdę nieudolnie" Ćwiek jest naprawdę wysoko. Lekturze towarzyszyły mi następujące uczucia: rozczarowanie, zażenowanie, niedowierzanie. Zagadek w tej serii nie było wiele, ale to, jak je rozwiązano (np. po co Loki zbierał pióra) - to po prostu dramat. Gość jest ewidentnie z tych, co piszą "organicznie", czyli historia tworzy im się w miarę pisania. Problemem w tym przypadku jest to, że często na koniec wychodzi, jak bardzo autor nie miał planu. "Organicznie" znaczy m.in., że może zgnić. Tu tak właśnie jest. Boże! Jakie to było złe.

Stróże
Powrót po latach do świata Kłamcy, z innej perspektywy i z innym podejściem. Kupiłem to podejście bez wahania. Wad głównej serii tu prawie nie ma, czytało się świetnie. Nowi bohaterowie to powiew świeżości, Ćwiek rozbudował dotychczas zaniedbany - a z potencjałem - zakącik świata. Z zaciekawieniem sięgnąłem po drugi tom...

Stróże 2: Brudnopis Boga
...który okazał się gorszy. Czytałem go jako ostatni, a nawet nie bardzo pamiętam, co o nim powiedzieć. Jedyne, co mi utkwiło w pamięci, to końcówka, w której, o ile dobrze rozumiem, autor próbuje wycofać się z tego, co nawywijał w "Kłamcy 4". Mam co do tego mieszane uczucia, bo z jednej strony - wspaniale!, a z drugiej taki zabieg śmierdzi jakimś Marvelem czy kiepskim serialem który najpierw szokuje widza, a potem daje "a nie nie, to była alternatywna rzeczywistość/sen głównego bohatera" xD

Mam dwie uwagi do całego cyklu, które są ważną częścią składową mojej oceny:
1. Ćwiek ma tragiczny zwyczaj odwoływania się do popkultury. Co chwilę trafiamy na porównania typu: Loki wygląda jak Brad Pitt, ktoś tam wygląda jak Charlie Hunnam, ktoś inny wparował do pomieszczenia niczym Terminator w T2. Wszyscy rzucają cytatami filmowymi, czasem zresztą sam autor je parafrazuje i wrzuca w swojej narracji niczym easter egg walące po oczach każdego kto ma więcej niż 10 lat i widział więcej niż pięć filmów w swoim życiu. Ważną informacją o postaciach jest to, że lubią Firefly'a, a może Bruce'a Willisa. Może kogoś jarają takie smaczki, dla mnie szybko stało się to żenujące. Co ciekawe, Ćwiek wydaje się być dumny z tego zabiegu, bo gdzieś natknąłem się na stwierdzenie że to "wizytówka cyklu". To tak jakbym sobie usmarował twarz kupą i mówił potem, że moją wizytówką jest to, że zawsze mam twarz wysmarowaną kupą. Stwierdzenie prawdziwe, tak - ale czy to dobrze? No nie.
2. Odwołania do życia autora. Gdzieś wspomniał, że udzielał się w jakiejś grupie teatralnej. W książkach pojawia się ważny wątek trupy teatralnej, i to chyba tak samo nawet nazwanej, jak ta w której się Ćwiek udzielał. I tak dalej. Kulminacja ma miejsce w nieszczęsnym "Kłamcy 4", w którym bardzo dużą rolę mają trzy postacie wzorowane na prawdziwych kolegach autora, z którymi pojechał kiedyś do Paryża na spotkanie ze Stephenem Kingiem. Opisał to w blurbie którejś z książek, a potem apokaliptyczną wariację tej wyprawy wrzucił w książkę. I tak oto w ostatnim tomie serii sporą część zajęły nowe postacie, które czytelnik ma w d..., absolutnie nic nie wnoszą, właściwie tylko się chce, żeby jak najprędzej zginęły i nie zawracały gitary. Spoiler alert - są do końca. To z pewnością świetny prezent dla tych osób, na których Ćwiek się wzorował, ale dla mnie jako czytelnika - dramat.
Ogólnie, dodając powyższe dwa punkty do prostego języka książek i momentami nerdowsko-absurdalnej fabuły, odnosiłem wrażenie, że wszystko to napisał jakiś nastolatek. Taki, co to po raz pierwszy zachłysnął się popkulturą i teraz czuje potrzebę opowiadania o niej wszystkim na okoła. Taki, co wykorzystuje każdą okazję żeby wrzucić jakieś "mrugnięcie" dla swoich kumpli. Wiecie: hehe Wiesiek, patrz, na tej stronie jest taki a taki gość, wzorowałem go na tobie. Ale czad, stary! Taki, co ma proste myśli i przekuwa je w prostą konstrukcję świata. Taki, dla którego postacie kobiece właściwie nie istnieją - jedyna którą teraz pamiętam to Jenny, dziewczyna głównego bohatera, której jedyna rola sprowadza się do tego, że jest ładna i napalona na Lokiego (autor lubi o tym często przypominać), a czasami gdy trzeba - zaradna. Taki sztampowy tokenik silnej, niezależnej. Pełnowartościową postacią nie jest, co pod koniec dostrzegł już chyba sam Ćwiek, bo na sam koniec robi się totalnie nieistotna.

Wyszło nieco surowiej, niż moje rzeczywiste odczucia. Przelewając je na papier, nie zamierzałem się tak koncentrować na minusach - jednak jak tak teraz myślę, to plusów nie było za wiele. Największym jest to, że seria doskonale spełniła swoją rolę: jako odskocznia od "poważnych" lektur. Tego właśnie potrzebowałem i to mi Ćwiek dał. Jakościowo nie ma tu szaleństw, nie są to rzeczy, które bym bywalcom Katedry polecił. Ale też nie jest to poziom "mam dreszcze z zażenowania", jak gdy po latach przeczytałem "Siewcę wiatru" Kossakowskiej, czy cośtam Pilipiuka. Śmiałbym zaszaleć ze stwierdzeniem, że druk Kłamcy to nie marnotrawstwo drzew. Lekka, rozrywkowa fantastyka w rodzimym wydaniu Po krótkim soul-searchingu stwierdzam, że nie żałuję, że wróciłem do tej serii i chętnie kupię kolejne części, jeśli coś się jeszcze pojawi. Za inną twórczość Ćwieka podziękuję, ale Kłamcę będę miał na oku.

PS. Wróciłem już do twórczości Ursuli - jak to teraz pięknie wchodzi!
Awatar użytkownika
Shedao Shai
Lord
Lord
 
Posty: 1646
Rejestracja: sob 06.03.2004 15:20
Lokalizacja: Wrocław

Wróć do Komentarze i opinie

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 54 gości

cron