Fantastyka poza gettem?

Wszystkie tematy traktujące o literaturze w bardziej ogólnym rozumieniu

Moderatorzy: Vampdey, Tigana, Shadowmage, Achmed

Fantastyka poza gettem?

Postautor: toto » sob 14.06.2008 16:26

1. Już od dłuższego czasu na wp ukazują się felietony Dukaja. Można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że wp Dukaja promuje. I należy powiedzieć, że robi to na dużo większą skalę niż "media" fantastyczne. Wp promuje nie tylko Dukaja, ale i fantastykę samą w sobie. Obecne są tam zapowiedzi książek fantastycznych (Crowley'a, Delany'ego, MacLeoda), recenzje (różne, ale jednak są), w końcu organizuje czaty z pisarzami (Dukaj, ostatnio Crowley). Zastanawiam się, czy można powiedzieć, że fantastyka w Polsce zaczyna wychodzić z getta? W końcu Dukaj dostał nominację do Nike, jego Lód był recenzowany w większości opiniotwórczej prasy w Polsce. Czy jednak jest to tylko zjawisko jednostkowe, tzn. z getta wychodzi tylko Dukaj; jeśli tak czy wychodzi z getta odchodząc od fantastyki (takie głosy się pojawiły), czy też świat zewnętrzny otwiera się na Dukaja?

2. Czy zauważyliście jakieś inne przejawy otwierania się świata zewnętrznego na fantastykę lub może przeciwnie? Co sądzicie o obecności twórców fantastycznych w mediach (Ziemkiewicz chociażby)? Czy kojarzycie fantastów, którzy regularnie pojawiają się w niefantastycznej prasie, telewizji, radio, niefantastycznych portalach internetowych?

3. Czy fantastyka powinna aspirować by wydostać się z getta, by z literatury niszowej stać się pełnoprawną częścią literatury (może już tak jest?) a nie ciągle być traktowaną po macoszemu, jako uboga kuzynka, która ma trochę posagu (czytelników, na których można zarobić) co trzeba wykorzystać? Czy unikać tego kroku w obawie przed "rozwodnieniem" i śmiercią "prawdziwej" fantastyki? Czy może wydostanie się z getta jest jedyną szansą na rozwój i uratowanie fantastyki jako literatury oryginalnej, przełamującej granice, zadającej ważne pytania?

4. Czy widzicie jakieś sygnały świadczące o tym, że polska fantastyka dostała zadyszki? Czy światowa fantastyka (szczególnie sf) ucieka Polskiej jeśli chodzi o oryginalność wizji, czy jest wręcz odwrotnie, to światowa fantastyka goni w piętkę a tylko Polacy starają się wnieść coś świeżego do gatunku? Czy zauważacie jakiegoś oryginalnego twórcę ambitnej sf, który żyje w Polsce?

5. Czy w związku z rozwojem nauki pisanie sf ma jeszcze jakikolwiek sens?
So it goes
Awatar użytkownika
toto
Wielki Książę
Wielki Książę
 
Posty: 3476
Rejestracja: wt 01.01.2008 17:02

Postautor: romulus » sob 14.06.2008 17:59

Osobiście uważam, że jeśli już mowa o "wychodzeniu z getta" to dotyczy to chyba literatury popularnej jako całości, a nie konkretnego gatunku. Jakoś zwątpiłem w to, że fantastyka tkwi w getcie. Nie zauważam tego (choć kiedyś mi się tak wydawało, ale chyba był to efekt zasugerowania się).

Literatura popularna ma w naszym kraju lepszą "prasę" elektroniczną. Ale nie wynika to chyba z faktu, iż media "papierowe" traktują ją po macoszemu. Dzienniki kierowane są do czytelniczej masy. Ile można w jednym numerze (tygodniu?) upchnąć recenzji książek fantastycznych? Co nie zmienia faktu, że - także - dzięki Dukajowi fantastyka stała się bardziej zauważalna w mediach. Czytuję regularnie Dziennik i z satysfakcją dostrzegam, że redakcja zauważa ważniejsze wydarzenia na rynku. Ważniejsze - a nie wszystkie. Nie ma takiej potrzeby. Po co recenzować każdego polskiego autora fantastyki, czy kryminału? Wystarczy najlepszych, tych którzy nadają ton. A wyrobników po co gloryfikować recenzją - nawet nie pochlebną? Media tradycyjne, papierowe mają ambicje (cele) opiniotwórcze, dlatego też skupiają się na najlepszych przedstawicielach danego gatunku. Bo przecież nie każdy autor z tzw. górnej półki także dostępuje zaszczytu bycia zrecenzowanym (zbrukanym) w GW, Rzepie, czy Dzienniku.

Jeśli przyjmiemy, że fantastyka jest literaturą niszową, to proponowałbym aby tej niszy się trzymała. W dobie globalizacji to niszowość, odkrycie własnego miejsca na rynku, własnego targetu - gwarantuje sukces bardziej niż 100 lat temu. A niepełnoprawną literaturą może być dla tzw. salonów literackich. Ale to już nie XIX w. Już takiej siły kształtowania masowych gustów nie mają. A spośród pisarzy tzw. głównego nurtu masowy czytelnik ilu dałby radę wymienić? Spośród palców jednej ręki znalazłoby się kilka (większość) wolnych :)

Fantastyka ma swój prąd "poważny" i "rozrywkowy". Nic w tym szczególnego wydaje mi się. Na obydwa jest zapotrzebowanie (zróżnicowane zapewne, ale to już szczegół). Choć w Polsce zapotrzebowanie masowe jest głównie na "sieczkę".

Jeśli chodzi o polską fantastykę to w mojej ocenie króluje właśnie czysta rozrywka i to - dodatkowo - bardzo niskiej jakości. Nie zmieniam w tej kwestii opinii. Jeśli wynika to z zasad rynkowych (popyt - podaż) to mogę tylko ubolewać, że nie mogę znaleźć wielu polskich autorów, których mógłbym porównać do Duncana, MacLeoda, Reynoldsa, czy nawet rozrywkowego Hamiltona. Za to pełno jest polskich autorów pokroju Webbera, Flinta, Salvatore itp - wyrobników bez talentu i bez ciekawych pomysłów. Ilu można wymienić "poważnych" autorów fantastyki wśród Polaków, którzy współcześnie są jeszcze "czynnymi" pisarzami? Poważnych - czyli mierzących się z Wielkimi Pytaniami, konwencją, tradycją, których powieści to coś więcej niż czytadła do poduszki (w zamierzeniach przynajmniej). Jacek Dukaj. Kto jeszcze? Marcin Wolski - wątpię.

Jeśli chodzi o fantasy to nie odbiegamy chyba znacząco od poziomu światowego (na plus nawet - Brzezińska dla przykładu). Jeśli chodzi o s-f to pojęcia nie mam, jakiego autora polskiego czytałem w ciągu ostatniego roku, którego mógłbym tu wymienić. Może Rydzewska - ale to jeszcze nie poziom Reynoldsa, najwyżej trochę ponad Webbera. Choć raczej na masowy sukces polskiego Grega Egana liczyć nie ma co (nawet na świecie - hard sf to nisza w niszy), to wydaje mi się, że powinno nas być stać na polskich Reynoldsów i Hamiltonów, którzy potrafią umiejętnie połączyć elementy science i rozrywki. W końcu, spośród tej masy piszących amatorów wyłonią się ze dwa nazwiska godne postawienia ich obok w/w. Rachunek prawdopodobieństwa powinien być tu nieubłagany. Na razie na polskim rynku, wśród polskich pisarzy, króluje bezkształtna drobnica. Z kilkoma wyjątkami. Jeśli to jest norma światowa, to trochę to smutne.
Don't blink. Don't even blink. Blink and you're dead.
romulus
Lord
Lord
 
Posty: 1503
Rejestracja: śr 29.11.2006 20:11
Lokalizacja: TARDIS

Postautor: toto » sob 14.06.2008 20:16

Jeśli chodzi o getto, to chyba nie jest to tak jednoznaczne. Część czytelników (i autorów?) uważa, że nie są w getcie, a część twierdzi, że w getcie są. I jednak tych drugich wciąż jest chyba więcej. Wolą się okopywać na swoich pozycjach, walczyć, żeby fantastyka była oceniana mniej rygorystycznie niż literatura tzw. głównego nurtu, itp. I ciekaw jestem czy rzesza tych czytelników się zmniejsza, czy może rośnie? A może utrzymuje się status quo? Co się z nimi dzieje gdy dorastają? Jak sam zauważyłeś, kiedyś uważałeś, że fantastyka tworzy getto. Sądzę, że to u wielu ludzi przechodzi z wiekiem. Człowiek rozwijając się nie chce tkwić w jednym miejscu i zaczyna próbować nowych rzeczy, coraz częściej wyskakiwać poza fantastyczne poletko.


Oczywiście nie twierdzę, że prasa poważna powinna zajmować się każdą książką fantastyczną jaka się w Polsce ukazuje. Jednak trochę mi brakuje jakiegoś szerszego podejścia do tej części kultury, jakiegoś rzetelnego spojrzenia i próby nie zamykania całej fantastyki w schematach Star Wars, Tolkiena i Harry'ego Pottera. Może to wina fantastów, którzy widząc, że poważne gazety nie zajmują się fantastyką, nie próbują się nawet w tych mediach pokazać, zaprezentować, wytłumaczyć fenomenu fandomu?


Ale niszowość w pewien sposób ogranicza. Oczywiście, wierni czytelnicy (a czytelnicy fantastyki do takich się zaliczają) zapewniają autorom pewne źródło dochodu (jak mówił Crowley, może nie jest ich dużo w liczbach bezwzględnych, ale kupują regularnie i sumiennie). W Polsce jest jeszcze jeden problem. Fantastyka z nad Wisły to swoista nisza w niszy. Niszowy gatunek w niszowym kraju. Przekłady z języka polskiego zdarzają się od święta, a sam polski rynek nie jest w stanie zaoferować bardzo dużo. I moim zdaniem, dopóki Polacy będą czytać mało, sama nisza fantastyczna nie wystarczy dla utrzymania większej liczby ambitnych autorów. Swoistym zagrożeniem dla przetrwania naszych twórców jest dostępność fantastyki angielskojęzycznej. Z racji wielkości rynku jest jej o wiele więcej (również zróżnicowanie tematyczne i jakościowe jest większe), a ceny (szczególnie w dolarach) są bardzo atrakcyjne. A ten kto zakosztuje w książkach w oryginale może już do polskich wracać rzadko, tym bardziej jeśli zaglądając do prasy jest utwierdzany w marności polskiej literatury. Dodatkowo cała literatura stoi przed wyzwaniem "wolnego" pisania; pierwotnego publikowania w internecie i równoległego wydania książki (coś takiego opisywał Dukaj, chyba o Doctorovie), która ma zarabiać kasę. W Polsce jest to chyba niemożliwe aby społeczeństwo płaciło i utrzymywało autora, jeśli jego praca jest dostępna za darmo. Nawet jeśli procentowo nie wypadalibyśmy tak słabo, to już w liczbach bezwzględnych Polak z Anglosasem nie ma szans. Polak ma czterdzieści milionów potencjalnych klientów, Anglosas jakieś cztery miliardy. Szanse szybko się nie wyrównają.


Szkoda, że w naszym kraju prąd poważny to jest coś co ukazuje się góra dwa razy w roku (mowa o książkach). A czasem czekać można i ze dwa lata i nic. Pustka. Mnie to trochę dziwi. Jest sporo głosów, że fantastyka poważna powinna powstawać, że są czytelnicy (czyli popyt), ale podaży brak. Mi w Polsce brakuje nawet takich autorów jak Marin z jego "Kroplami światła". Powieść rozrywkowa, w prostym sztafażu space opery, często naiwna z punktu widzenia science, ale sprawnie napisana powieść i można się tam nawet dopatrzeć trochę głębszych treści. Nie jest ich wiele, ale jednak. Nie nachalne, jest to taka wisienka wieńcząca tort. A u naszych autorów nic. Ciągłe powielanie schematów typu zabili go i uciekł. Jedyna nowość to zamienienie elfiej broni z łuków na karabiny i później zachwyty o łamaniu konwencji, przełamywaniu barier. Co do ambitnego młodego twórcy, widzę jednego (poza Dukajem), który ma potencjał, ale nie wiem czy jeszcze coś napisze.


Mi nie chodzi o masowy sukces na miarę Egana. Wystarczyłby ktoś, kto wyda trzy ciekawe opowiadania w roku, raz na jakiś czas wypuści interesującą powieść. Kilku takich autorów by się znalazło i już nasz rynek wyglądałby zdecydowanie inaczej.


Ale problem braku pisarzy takich jak Egan, McAuley to chyba wynik polskiego systemu szkolnictwa. Osoby o tzw. umysłach ścisłych bardzo rzadko czytają książki. Ja kończąc klasę ścisłą, w podobno elitarnym liceum, byłem jedynym facetem czytającym regularnie (na osiemnastu), poza mną były jeszcze trzy dziewczyny (na siedem), które coś czytały, a jeśli mówimy o fantastyce to zakładam, że poza wyrywkową znajomością Tolkiena, Sapkowskiego, Pratcheta i Rowling nie wiedzą nic. Nie, przepraszam, jedna czytała nawet "Nowy wspaniały świat" i chyba Gaimana coś. Ale to był ewenement. W całej szkole czytelnictwo wyglądało podobnie, nawet w klasach humanistycznych. Poza streszczeniami i podręcznikami mało kto miał książkę w rękach dłużej niż piętnaście sekund. Wracając do pisarzy. Osoby umiejące pisać (teoretycznie) nie wiedza praktycznie nic o naukach ścisłych, a osoby mające jakieś pojęcie o naukach ścisłych nie potrafią się obchodzić z książkami, które nie są podręcznikami akademickimi. Nie wyniosły tego ze szkoły, ze środowiska. Ale potencjał w tych ludziach jest. Bo jeśli pomówimy o filmach fantastycznych to często są nimi zachwyceni. Mowa tu o pomyśle, fabule (nie o efektach specjalnych). Kiedy mówię takiej osobie, że w książkach jest tego więcej, zrobionego lepiej i że takie Equilibrium to co najwyżej średnie pomieszanie kilku genialnych książek, to mi nie wierzą. Nie rozumieją, że książka może być ciekawsza od filmu. I już się raczej nie nauczą.
So it goes
Awatar użytkownika
toto
Wielki Książę
Wielki Książę
 
Posty: 3476
Rejestracja: wt 01.01.2008 17:02

Postautor: nosiwoda » pn 16.06.2008 13:12

romulus pisze:Czytuję regularnie Dziennik i z satysfakcją dostrzegam, że redakcja zauważa ważniejsze wydarzenia na rynku.
Bo "Dziennik" ma w redakcji Cezarego Michalskiego - autora m.in. tomu opowiadań SF "Gorsze światy.
This space-time continuum is ruled by Pa Gorg, Ma Gorg and Junior Gorg.
nosiwoda
Książę
Książę
 
Posty: 2865
Rejestracja: śr 18.10.2006 12:57
Lokalizacja: zewsząd


Wróć do Ogólnie o literaturze

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron