Tomasz Pacyński - Sherwood i Maskarada

Wszystko o rodzimych publikacjach

Moderatorzy: Vampdey, Tigana, Shadowmage, Achmed

Tomasz Pacyński - Sherwood i Maskarada

Postautor: tomkac » czw 18.12.2003 9:09

Chciałbym się dowiedzieć co sądziecie o tych książkach. Moim zdaniem Sherwood jest świetne, chociaż nie wiem czy nie dlatego że Pacyński trafił z tym w mój klimat. Średniowieczna Anglia, łucznicy...

Opis polowania na smoka też jest dość ciekawy, chociaż trochę plagiat. (Plagiatów jest trochę więcej).

Rzeczą, która mnie strasznie wkurzyła w Maskaradzie był opis starożytnych ludów, typowo zerżnięty z Trzynastego Wojownika.

Ogólnie Sherwood u mnie rządzi, Maskarada trochę wkurzyła, ale i tak czekam na następne części.
Sława Bracia!
Obważan Is My Master! Forever and Ever!
Wyznawcy Obważana łączcie się!
www.tomkac-site.prv.pl
Awatar użytkownika
tomkac
Pustelnik
Pustelnik
 
Posty: 27
Rejestracja: śr 17.12.2003 7:51
Lokalizacja: Chełmek

Postautor: Shadowmage » sob 20.12.2003 11:57

Szczerze mówiąc nic nadzwyczajnego. Popłuczyny po najróżniejszych filmach, ksiażkach i legendach. Pacyński wszystko to łączy w całosć i dodaje trochę od siebie. Marna mieszanka.
Denerwują ciagłe retrospekcje, opowiadanie, nie mozna sie skupić na fabule bo co chwila jesteśmy przenoszeni w inny cza. Gdyby to choć miało jakieś solidne podstawy, ale nie, ma to na celu jedynie wykazanie retoryki pisarza. Z resztą przeciętnej.
Pacyńskiego to w zasadzie tylko Wrzesień jest wart uwagi. Klimat niezły, a i nawiazania do innych pozycji tak nie denerwuja, bo w końcu bohaterowie mogą je znać. Ale wybitne to też nie jest.

A Wrota światów, czyli 3 to m zotstanie wydany dwóch tomach. Jak ja tego nie lubię...
Awatar użytkownika
Shadowmage
Cesarz
Cesarz
 
Posty: 19582
Rejestracja: ndz 06.10.2002 15:34
Lokalizacja: Wawa/Piaseczno

Postautor: Aspiryna » wt 17.08.2004 20:54

heh, kupiłam Sherwood jakiś czas temu, właściwie zaraz potem jak zrobiło się o Pacyńskim nagle głóśno. Pomyślałam, że ta książka musi być dobra, ale się przeliczyłam. Jak na razie to zalega na półce (razem z Sendilkelme, który też mnie rozczarował - ale też go nie skończyłam) z zakładką włożoną na 123 stronie...
"Idż więc, są inne światy niż ten." - Jacke "Mroczna Wieża"
Awatar użytkownika
Aspiryna
Pustelnik
Pustelnik
 
Posty: 13
Rejestracja: wt 17.08.2004 19:32

Postautor: Shadowmage » śr 18.08.2004 8:07

Chyba już o Pacyńskim gdzies pisałem. A jeśli nie to nieszkodzi, napisze jeszcze raz.
Jako jeden znielicznych znacznie wyżej oceniam Maskarade niż Sherwood, choć obu pozycjom wiele brakuje. W pierwszym tomie najbardziej denrwowały mnie ciągłe przeskoki czasowe, retrospekcje, retardacje etc. Autor chyba wzorował sie na końcowych tomach sagi o wiedxminie. Kiedy akcja rzez kilkanaście stron toczyła sie o tyym samym to było nawet wciagające, ale takich momentów było niewiele.
Denerwuje mnie zbyt częste nawiazywanie przez autora to innych ksiażek, filmów. To się sprawdza, ale w innej konwencji (też nie zawsze) - comic fantasy albo coś tak jak we Wrześniu tego samego autora - skrzywiona wizja przyszłości. W typowej powieści fantasy sprawia to wrażenie, że autorowi brakuje pomyslów... Widziałem serial o Robin Hoodze, z którego autor bardzo wiele zaczerpnął, scena żywcem wyjeta z 13 wojownika wręcz mnie odrzuciła, przykłady mozna mnożyć.
gdzieś się spotkałem ze zdaniem, że autor postanowił pokazac, że da sie napisac fantasy bez odwoływania sie do kanonu (m.in. legendy o Królu Arturze) ale moim zdaniem bylo to zdecydowanie na wyrost. Wręcz powieść nawiazuje do nich beardziej niż inne powieści.
Jak widać ocena jest krytyczna, ale Pacyńskiego daje sie cyztać, nawet bez większego bólu. 3 tom przeczytam na pewno, ale jak wyjdzie w całości.
Awatar użytkownika
Shadowmage
Cesarz
Cesarz
 
Posty: 19582
Rejestracja: ndz 06.10.2002 15:34
Lokalizacja: Wawa/Piaseczno

Postautor: PPablos » śr 23.01.2008 18:13

Jak dla mnie Pacyński przewyższył Sapkowskiego. Po prostu nie można się oderwać od jego prozy - a trzeba, bo Hern jeden wie, kiedy i czy w ogóle wyjdzie drugi tom "Wrót Światów".
Siedem książek tego gościa równoważy się na mojej wadze z Sapkowskim, Piekarą, Ziemiańskim i Białołęcką :)
Szkoda, że już nigdy nie będzie nic więcej.
PPablos
Pustelnik
Pustelnik
 
Posty: 3
Rejestracja: śr 23.01.2008 17:53
Lokalizacja: Prawie Miasto

Postautor: romulus » śr 23.01.2008 20:00

No troszkę przegiąłeś z tym uwielbieniem. Sapkowski to jednak trochę inna bajka i trochę wyższa liga. ale kto wie, gdyby Pacyński pożył dłużej...
Lubię jego cykl i czekam z niecierpliwością na zakończenie, które obiecują spadkobiercy.
Fajnie "przetworzył" motywy z kultowego serialu, mimo ze momentami odtwórczo to jednak nie raziło mnie to bardzo.
Don't blink. Don't even blink. Blink and you're dead.
romulus
Lord
Lord
 
Posty: 1859
Rejestracja: śr 29.11.2006 20:11

Postautor: PPablos » czw 24.01.2008 8:04

To nie jest przegięcie, tylko po prostu subiektywizm. Wolno być subiektywnym? :) Po prostu trafił w mój gust, a Sapkowskiemu zdarzało się lekko mnie przynudzić :) Wszystko rzecz gustu.
PPablos
Pustelnik
Pustelnik
 
Posty: 3
Rejestracja: śr 23.01.2008 17:53
Lokalizacja: Prawie Miasto

Re: Tomasz Pacyński - Sherwood i Maskarada

Postautor: Fidel-F2 » pn 22.07.2019 10:21

Wrzesień - Tomasz Pacyński

Gatunkowo, powieść jest mieszanką post-apo, jednak takiego bardziej pełzającego, i fantastyki militarystycznej ale zrobionej swoiście czyli bez drużyny/plutonu/kompanii twardzieli przemierzających szlaki wszelkich możliwych frontów. Mamy tu samotników, z których każdy na swój sposób próbuje odnaleźć się w dramatycznych okolicznościach i złapać trochę szczęścia, poczuć potrzebnym i wartościowym, ale nie w obronie jakiejś tam ludzkości lecz w mikroskali, bo całą resztę i tak już trafił szlag, a nawet jeśli nie, to trafi lada dzień. I nawet jeśli wbrew całemu cynizmowi świata, wbrew wszelkim racjonalnym przesłankom. Nie w imię jakiegoś głupiego boga czy jeszcze głupszej ojczyzny, lecz dochowania wiary sobie czy, jeszcze lepiej, na pohybel skurwysynom.

Lektura powtórzona po wielu latach, robi jeszcze większe wrażenie. Celność profetyczna Packa zadziwia i przeraża. Niestety, z każdym dniem, jego wizja staje się coraz bardziej aktualna. Diagnoza cywilizacji, nadzwyczaj dorzeczna, ukazuje społeczeństwo tępym motłochem, hołotą z idiotycznymi hasłami w rodzaju boga, honoru i ojczyzny na sztandarach. Te dewizy/frazesy, wymyślone po to by trzymać w ryzach maluczkich, a gdy trzeba, bez trudu szastać ich krwią, na kartach Września objawiają całą swą obłudną naturę.

Dodatkowo autor zabiera głos na temat zmian klimatycznych, ekologii czy powszechnego konsumpcjonizmu. Na potrzeby artystycznego przekazu te zjawiska są odrobinę wyolbrzymione czy przyspieszone, ale jest to zrobione sensownie i kto wie jak to będzie naprawdę.

Słabszą stroną powieści jest aspekt fabularny, to w zasadzie ciąg scenek budujących świat przedstawiony, służących przedstawianiu poglądów. Owszem łączą się w logiczną całość ale nie w sposób typowy dla klasycznie pojmowanej fabuły.

Cechą charakterystyczną powieści są bardzo rzetelnie potraktowane aspekty militarne.

Pióro Packa jest lekkie, zadziorne, niepozbawione humoru, czasem dosadnego, czasem subtelnego. Czyta się to z wielką przyjemnością.
10/10
jesteśmy z Alp alpakami
i kopyta mamy
nie dorówna nam nikt
Fidel-F2
Książę
Książę
 
Posty: 2726
Rejestracja: wt 02.03.2010 23:45

Re: Tomasz Pacyński - Sherwood i Maskarada

Postautor: Fidel-F2 » sob 02.05.2020 11:17

Sherwood - Tomasz Pacyński

Tytuł sugeruje, że na warsztat wzięta jest legenda o Robin Hoodzie. Prawda to i nie, bo Robin pojawia się jako postać trzeciorzędna, od której coś się tam zaczęło, ale która jest całkiem nieistotna i której tak naprawdę w powieści nie ma.

Sherwood Pacyńskiego to powieść podręcznikowo postmodernistyczna. Wszelkie motywy powywracane są na nice. Mamy mnóstwo rozmaitych nawiązań popkulturowych umieszczonych często w stylu niemal montypythonowskim. Autor chce przekazać jakaś ideę, ocenę świata, to jest jego cel. Materia światotwórcza, narracja, to sprawy drugorzędne, narzędzia, które wykorzystuje ale specjalnie nimi się nie przejmuje.

Pacyński najlepszy jest gdy snuje opowieść, jest wtedy zgrabny i powabny, zajmujący i wciągający. Ciężko się oderwać, a strony jakby wicher przewracał. Jednak, gdy zaczyna filozofować, psychologizować, zazwyczaj w postaci wielostronicowych dialogów (gdzie np. wojownik i szuler, zabójca i cwaniak, miziają się i krygują jak dwie pensjonarki), popada w męczące mielizny. Powieść przypomina strumień, który momentami rwie, by po chwili trafić na równinę i kręcić się męcząco w lewo i prawo. Nie znaczy, że to co ma do przekazania jest złe czy głupie, a jedynie, że sposób w jaki to przekazuje jest nie najzgrabniejszy. Wyraźnie brakło tu rozgarniętego redaktora, który zmusiłby autora do wyrzucenia cirka 10 procent całkowicie zbędnej, a nawet szkodliwej, zawartości - głównie dialogów. Oczywiście nie wszystkie dialogi są złe.

Dyskusyjny jest wspomniany wcześniej postmodernistyczny miszmasz. Bo czego tu nie mamy. Stairway to Heaven Led Zeppelin i Mury Kaczmarskiego, Wałęsę i Leppera, Czterech pancernych i Stawkę większa niż życie, Wiedźmina i Szewczyka dratewkę, ale też pociski naprowadzane laserowo, komentarze społeczne, ekonomiczne, polityczne. Czasem systemowo umiejscowione w powieści a czasem jako pojedyncze zdanie. Czy to źle? Niby nie, ale nagromadzenie tych nawiązań i żartów w tak wielkiej liczbie, powoduje jednak zaburzenia lektury, ciągłe wytrącanie czytelnika z atmosfery. Autor od tego ciągłego puszczania oczka nabawił się chyba nerwowego tiku. Powoduje to też, że nie do końca traktujemy opowieść serio. Odbieramy rzecz jako kabaret. Być może taki był zamiar. Mój prywatny degustibus odbiera jednak taki zabieg jako drobny minus. Nie chodzi o samą metodę, a o zakres procederu.

Do minusów zaliczyłbym też niezbyt udane zakończenie. Samo w sobie nie jest złe, ale autor przez całą powieść zapowiada niespotykany armagedon, ze strony na stronę powiększając jego moc i rozmiar, by na koniec wydać może nie pierdnięcie, ale rzecz zdecydowanie odległą od zapowiedzi. W mniejszej skali też stosuje ten zabieg, przerysowując często reakcje bohaterów w stosunku do wydarzeń czy zjawisk.

Niezaprzeczalną zaletą powieści jest dowcip. Żarty, ironia, aluzje, cyniczne lub ciepłe drwiny, wszystko to podane z wyjątkowym balansem i wyczuciem.

Bohaterowie też niczego sobie. Przestrzennie skonstruowani, wiarygodni (może poza tym pensjonarskim motywem), dają się lubić lub zrozumieć.

No i Pacek nie znał się na jeździectwie i niespecjalnie na fizyce/metalurgii. Ale to drobiazgi.

Podsumowując, dobra powieść, która stała by się bardzo dobrą gdyby miała szczęście do przyzwoitego redaktora.

7,5/10
jesteśmy z Alp alpakami
i kopyta mamy
nie dorówna nam nikt
Fidel-F2
Książę
Książę
 
Posty: 2726
Rejestracja: wt 02.03.2010 23:45

Re: Tomasz Pacyński - Sherwood i Maskarada

Postautor: Fidel-F2 » czw 08.07.2021 8:12

Maskarada - Tomasz Pacyński

Część druga cyklu. Mniej udana niż poprzedniczka. Pozostaje klimat packowego uniwersum, wciąż zgrabny język, dalej mamy inteligentne nawiązania popkulturowe, błyskotliwy a jednocześnie subtelny humor, modernistyczne gry. Niestety nasycenie tymi elementami jest wyraźnie mniejsze. Maskarada jest bardzo uboga fabularnie, momenty gdzie autor opowiada historię są najsmaczniejsze, ale jest tego mniej niż więcej. Reszta to filozofowanie pod postacią rozwlekłych, nudnych, powtarzających się dialogów, czasem wewnętrznych monologów, które z każdą kolejną stroną nużą i irytują coraz bardziej. Dylematy etyczne, walki światopoglądów, niewiarygodne motywacje, nieustające tłumaczenia się, wyjaśnienia copocodlaczego powtarzane, powtarzane, powtarzane..., bez umiaru a czasem bez sensu.

Nie żałuję lektury, jednakże zakończenie przywitałem z ulgą. Ostatnia ćwiartka była dużym wyzwaniem dla mojej siły woli.

6/10



Wrota światów. Zła piosenka - Tomasz Pacyński

Ostatnia część niedokończonej sagi. Pierwsza część trzeciego tomu. Wszystko tu po packowemu, jeśli komu spasowały dwie pierwsze, to wie mniej więcej czego szukać. Gęsto, psychologicznie, drobiazgowo, postmodernistycznie. Niestety czuć, że to początek większej całości bo cały tom, w zasadzie, jest jedna wielką ekspozycją, zbieraniem drużyny, której nie udało się zebrać. Pierwsze sto stron niemal nic się nie dzieje poza filozoficznymi dysputami, wewnętrznymi monologami, dywagacjami nad spierdoliną świata, etyką, powinnościami i sensem bytu. Trzeba mocno zacisnąć zęby żeby się nie załamać. Dalej jest odrobinę lepiej. Tom przegadany jak mało który. Poza tym zgubiłem się w motywacjach, celach i uzasadnieniach bohaterów. Nie bardzo wiem po co im to wszystko. Pacek naciąga tę gumę bardzo mocno.

Trafiają się autorowi błędy. Płot ze sztachet zbity gwoździami w dwunastowiecznej Anglii? Jakaś nędzna chata z drzwiami obitymi żelazem, na żelaznych zawiasach? Karmin, który pojawił się dopiero po odkryciu Ameryki? Drobiazgi niby, ale mi rzucały się w oczy.

Ciekawostką jest wątek Jasona (ale nie tylko, również niektóre ogólne założenia - np. odseparowanych głównych graczy niezebranej drużyny), który Grzędowicz potem sobie wziął i zrobił z niego Pana Lodowego Ogrodu. Jasne, że nie dokładnie, bo u Packa ma to rozmiar sporego opowiadania, a u Jarka kilka tomów. Jednak są fragmenty, dość obszerne, przepisane niemal jeden do jednego. Czy dalsze części PLO są tak marne, bo Pacek przestał pisać i nie było z kogo zrzynać?

Dla fanów autora rzecz zdecydowanie warta lektury, w przypadku przeciętnego czytacza sprawa jest dyskusyjna. Jest to powieść przemyślana, niestety z pewnymi wadami i, jeszcze większe niestety, niedokończona. Prywatnie żałuję, że nie będzie kontynuacji.
6/10
jesteśmy z Alp alpakami
i kopyta mamy
nie dorówna nam nikt
Fidel-F2
Książę
Książę
 
Posty: 2726
Rejestracja: wt 02.03.2010 23:45

Re: Tomasz Pacyński - Sherwood i Maskarada

Postautor: El Lagarto » czw 08.07.2021 19:08

Słowo "karmin" przywędrowało do Europy poprzez Persów, Arabów i Turków. Coś mi nie grało z tą Ameryką, więc skonsultowałem się z wujaszkiem Google. Jak najbardziej "karmin" był znany przed Kolumbem, a wyróżniano np. polski i ormiański, dopiero potem zastąpiono go karminem zza Atlantyku.

Co do sztachet, to na Wyspach Brytyjskich pewnie łatwiej było o kamienny murek, ale sztacheta to "wąska deska będąca częścią ogrodzenia" (SJP), zatem nic nie stało na przeszkodzie, żeby cieśla taki płotek wykonał w średniowieczu.

Powieści Pacyńskiego nie czytałem (tylko jakieś opowiadanie z cyklu "Sherwood"), ale oglądałem serial, który był dla autora punktem wyjścia*. Odseparowanie członków drużyny pojawiło się w kontynuacji z JASONEM Connery...

Zawiązanie akcji u Grzędowicza jest zainspirowane przede wszystkim powieścią Pierre'a Barbet "O czym marzą psyborgi". Założenia są niemal identyczne: mieszkańcy innej planety na poziomie średniowiecza, agent specjalny z turbodoładowaniem, zaginieni członkowie ekspedycji, magia trudno rozróżnialna od nauki... Potem jednak Grzędowicz zmierza w nieco innym kierunku. I bardzo dobrze.

*tylko Grzędowiczowi nie wypada się inspirować innym dziełem

A jeśli nie jesteś do końca usatysfakcjonowany cyklem Pacyńskiego, polecam "Amber" Zelaznego. Znakomity cykl!
El Lagarto
Rycerz
Rycerz
 
Posty: 267
Rejestracja: sob 20.03.2021 21:17

Re: Tomasz Pacyński - Sherwood i Maskarada

Postautor: El Lagarto » czw 08.07.2021 20:14

Tak, wiem, dyskutowanie nie jest Twoją najmocniejszą stroną.

Twoje recenzje są ciekawe i pokazują, że jeśli chcesz, potrafisz ładnie uzasadnić co i dlaczego Ci się podoba / nie podoba albo dlaczego się z czymś nie zgadzasz. Niestety, nie przekłada się to na poziom dyskusji w których bierzesz "udział". Tymczasem główną funkcją forum jest właśnie dyskusja, a nie zamykanie się w wieży z kości słoniowej i wydawanie boskich wyroków. 8)
El Lagarto
Rycerz
Rycerz
 
Posty: 267
Rejestracja: sob 20.03.2021 21:17

Re: Tomasz Pacyński - Sherwood i Maskarada

Postautor: Fidel-F2 » czw 08.07.2021 20:40

Po pierwsze występujesz z pozycji "nie czytałem, nie znam się, ale się wypowiem". Już mi się nie chce. Po drugie korzystasz z informacji których nie rozumiesz, bo coś tam w wikipedii wyczytałeś. Już mi się nie chce podwójnie.
Po trzecie, nie myślisz. I już mi się w ogóle nie chce.

A tą protekcjonalnością to mi tylko zajady poszerzasz. Ogarnij się.
jesteśmy z Alp alpakami
i kopyta mamy
nie dorówna nam nikt
Fidel-F2
Książę
Książę
 
Posty: 2726
Rejestracja: wt 02.03.2010 23:45

Re: Tomasz Pacyński - Sherwood i Maskarada

Postautor: El Lagarto » czw 08.07.2021 21:20

Fidel-F2 pisze:Po pierwsze występujesz z pozycji "nie czytałem, nie znam się, ale się wypowiem"
.

To, że nie czytałem Pacyńskiego, wiesz ode mnie. Poliszynel lubi to!
Nie znasz mnie, więc nie wiesz na czym się znam, a na czym nie. Jako tako znam się na fantastyce i jeszcze na paru innych rzeczach. Nigdzie nie przedstawiłem oceny książek, których nie czytałem (BTW sam robisz to notorycznie pod wpisami innych). Podałem jako ciekawostkę trop z Jasonem, kojarząc to z imieniem aktora serialu. Jeśli trop jest fałszywy, przyjmuję to do wiadomości.
No ale chyba nie odbierasz mi prawa do wypowiadania się o karminie, płocie i Grzędowiczu, bo nie czytałem Pacyńskiego?

Fidel-F2 pisze: Po drugie korzystasz z informacji których nie rozumiesz, bo coś tam w wikipedii wyczytałeś. Już mi się nie chce podwójnie.
.

To prawda, informacja o książce Pierre'a Barbet znajduje się w Wikipedii w haśle "Pan lodowego ogrodu". Poliszynel lubi to! Tak się jednak składa, że czytałem "O czym marzą psyborgi" na długo przed powstaniem powieści Grzędowicza i na długo przed powstaniem Wikipedii.

Fidel-F2 pisze:Po trzecie, nie myślisz. I już mi się w ogóle nie chce.


Ależ szanuję to, że Ci się nie chce. Dzięki temu wygrywam każdą dyskusję walkowerem.
Współczuję, zajady to bolesna sprawa. Niektóre z Twoich recenzji bardzo mi się podobają (w tym powyższa). Ponieważ jak wykazałeś niezbicie jestem protekcjonalny, nieogarnięty i piszę bzdury, powinien Cię ten fakt chociaż trochę zaniepokoić.
El Lagarto
Rycerz
Rycerz
 
Posty: 267
Rejestracja: sob 20.03.2021 21:17

Re: Tomasz Pacyński - Sherwood i Maskarada

Postautor: Fidel-F2 » czw 08.07.2021 21:47

El Lagarto pisze:Słowo "karmin" przywędrowało do Europy poprzez Persów, Arabów i Turków. Coś mi nie grało z tą Ameryką, więc skonsultowałem się z wujaszkiem Google. Jak najbardziej "karmin" był znany przed Kolumbem, a wyróżniano np. polski i ormiański, dopiero potem zastąpiono go karminem zza Atlantyku.
pomieszałeś karmazyn z karminem

El Lagarto pisze:Co do sztachet, to na Wyspach Brytyjskich pewnie łatwiej było o kamienny murek, ale sztacheta to "wąska deska będąca częścią ogrodzenia" (SJP), zatem nic nie stało na przeszkodzie, żeby cieśla taki płotek wykonał w średniowieczu.
Dziś dałoby się postawić płot z syntetycznych diamentów. Ale czemuś nikt tego nie robi. Użycie gwoździ do budowania płotu w dwunastowiecznej Anglii ma podobny sens.

El Lagarto pisze:Powieści Pacyńskiego nie czytałem (tylko jakieś opowiadanie z cyklu "Sherwood"), ale oglądałem serial, który był dla autora punktem wyjścia*. Odseparowanie członków drużyny pojawiło się w kontynuacji z JASONEM Connery...
i że co wynika z tej arytmetyki?

El Lagarto pisze:oglądałem serial, który był dla autora punktem wyjścia
skąd ten pomysł?

El Lagarto pisze:Zawiązanie akcji u Grzędowicza jest zainspirowane przede wszystkim powieścią Pierre'a Barbet "O czym marzą psyborgi". Założenia są niemal identyczne: mieszkańcy innej planety na poziomie średniowiecza, agent specjalny z turbodoładowaniem, zaginieni członkowie ekspedycji, magia trudno rozróżnialna od nauki... Potem jednak Grzędowicz zmierza w nieco innym kierunku. I bardzo dobrze.
i jak się do tego ma ukradziony wątek Jasona?
jesteśmy z Alp alpakami
i kopyta mamy
nie dorówna nam nikt
Fidel-F2
Książę
Książę
 
Posty: 2726
Rejestracja: wt 02.03.2010 23:45

Re: Tomasz Pacyński - Sherwood i Maskarada

Postautor: El Lagarto » czw 08.07.2021 22:42

Fidel-F2 pisze:pomieszałeś karmazyn z karminem

Tak, ale nie ja pierwszy :lol: Z językowego punktu widzenia chodzi o czerwony barwnik. Doczytałem właśnie, że słowo karmin etymologicznie powstało jako skrócenie słowa karmazyn. We współczesnym języku tureckim kırmızı to po prostu kolor czerwony. "Benim Adim Kırmızı" to powieść Pamuka tłumaczona jako "Nazywam się czerwień",.

Z punktu widzenia chemika to też będzie chyba to samo. Ach ta biedna Wikipedia: "Kwas karminowy, koszenila, karmina (E120) – organiczny związek chemiczny, naturalny ciemnoczerwony barwnik pozyskiwany z wysuszonych, zmielonych owadów, zwanych czerwcami kaktusowymi (Dactylopius coccus), żyjących w Meksyku. Od starożytności aż po XVI wiek uzyskiwano go także z czerwców polskich (Porphyrophora polonica)".

Fidel-F2 pisze: Dziś dałoby się postawić płot z syntetycznych diamentów. Ale czemuś nikt tego nie robi. Użycie gwoździ do budowania płotu w dwunastowiecznej Anglii ma podobny sens.


OK, a u Sapkowskiego są batystowe majtki i łuski suma. Jak sam w recenzji zauważyłeś, to taki postmodernizm. Postmodernizm daje pisarzom. taryfę ulgową Ha ha ha! :drinking:

Fidel-F2 pisze: że co wynika z tej arytmetyki?


Pewnie nic. Może to tylko mrugnięcie do czytelnika, który był też widzem.

Skąd pomysł, że Pacyński opierał się na serialu? Trochę z Wikipedii, trochę z tego co czytałem Pacyńskiego (niewiele) i o Pacyńskim. W książce szeryf Nottingham nosi normandzkie nazwisko Robert de Reno, które brzmi niemal identycznie jak w serialu. Tymczasem w legendzie nie jest znane jego imię czy przydomek. Match to serialowy Much, a Jason pewnie nawiązuje do Robina z Huntington, następcy Robina z Locksley. Robina z Huntington w serialu grał Jason Connery, syn Seana Connery'ego, który też zresztą wcielał się kiedyś w Robin Hooda. BTW czytam właśnie opracowanie "Robin Hood. W poszukiwaniu legendarnego banity" Holta, więc z drużyną Robina jestem na bieżąco.

Nie mówiłem o kradzieży wątku, gdzieżby znowu. Miałem na myśli raczej NAWIĄZANIE albo INSPIRACJĘ.
El Lagarto
Rycerz
Rycerz
 
Posty: 267
Rejestracja: sob 20.03.2021 21:17

Re: Tomasz Pacyński - Sherwood i Maskarada

Postautor: Fidel-F2 » czw 08.07.2021 23:11

No i chuj, sam sobie jestem winien. A niby człowiek wiedział. Czasem najdzie mnie taka słabość i mnie poniesie i nieszczęście gotowe. Żeby ci wytłumaczyć co znowu spierdoliłeś musiałbym pisać kolejne wypracowania. Co i tak nic nie da, bo znowu nie zrozumiesz i znowu popierdolisz. Chuja wiesz, nie czytałeś, będziesz drążył po wikipediach nic nie rozumiejąc, ale masz swoje zdanie, no bo jak inaczej, i tak będziesz męczył bułę ad mortem usrandum.

Potem się jeszcze dziwi, że nie chce mi się z nim gadać. Moja wina, przepraszam. Trzeba było kazać ci spierdalać na samym początku. Ustalmy na przyszłość, że wszystkie dyskusje ze mną wygrywasz walkowerem. Nawet tych, których nie zaczniesz. Od razu wygrałeś. Za każdym razem. Od razu. Ok? Będziesz taki miły i wgrasz wszystko nawet nie zaczynając dyskusji? Jak mistrz z szaolin. Możesz być jak mistrz z szaolin?
jesteśmy z Alp alpakami
i kopyta mamy
nie dorówna nam nikt
Fidel-F2
Książę
Książę
 
Posty: 2726
Rejestracja: wt 02.03.2010 23:45

Re: Tomasz Pacyński - Sherwood i Maskarada

Postautor: historyk » pt 09.07.2021 10:02

El Lagarto pisze:OK, a u Sapkowskiego są batystowe majtki i łuski suma. Jak sam w recenzji zauważyłeś, to taki postmodernizm. Postmodernizm daje pisarzom. taryfę ulgową Ha ha ha!

Żeby było precyzyjnie: łuski suma to nie Sapkowski, a jakiś anonimowy dla mnie polski pisarz, którego pomysły Sapkowski wyśmiewa w Pirogu. Wyśmiewa m.in. te łuski i na ich przykładzie tłumaczy czym postmodernizm nie jest:

Do najstraszliwszych lapsusów, które przy tym nie dały się z tekstu ani wyrzucić ani wysubstytucić czujnym poprawiaczom z „Fantastyki”, należały batystowe majtki Renfri z opowiadania „Mniejsze zło”. Tak zwane środowisko zawrzało i zaczęło dyskutować. Majtki! W fantasy! Bzdura i brak poszanowana dla konwencji! Grzech i anatema! Tolkiena nie czytał, czy co? Kanonu nie zna, czy jak? Czy Galadriela nosi majtki? Nie nosi, bo podówczas majtek nie noszono!

Po jakimś czasie środowisko wychłódło nieco i spacyfikowało się, a majtki uznano za „oryginalne”. Być może i innym poza Maćkiem Parowskim zapachniało w tych majtkach postmodernizmem i podróżami w czasie. (...)

Inni Pirogowie zadumali się głęboko. Aha, pomyśleli, Sapkowskiemu wolno lapsusić i to jest postmodernizm. A przecież „Lapsus”, słowo obce, na polski tłumaczy się jako „babol”. Jeżeli więc, pomyśleli Pirogowie, zaczniemy strzelać lub „sadzić” straszliwe babole, to i my doszlusujemy do postmodernistów.

I poszło szybko. pewna młodziutka Pirożka uzbroiła straż miejską w kopie. Wolno było Renfri nosić majtki, to wolno i piechocińcom kopie, prawda? Owe kopie oburzyły jednak innego młodego Piroga, oburzyły do żywego i dogłębnie. Młody Piróg jest wyczulonym na takie rzeczy purystą. Sam wszelakoż w licznych utworach dał taki popis postmodernizmu, że batystowe majtki mogą opaść ze śmiechu. Przykład pierwszy z brzegu – ustroił oto jakiegoś Piroga czy Pirogsona z Birki, nie pamiętam, w kaftan, naszywany łuskami suma-olbrzyma. Wielka sztuka, zważywszy, że sumy w ogóle łusek nie posiadają, ani te malutkie, ani te olbrzymie. Próba naszycia zaś na kaftan czegoś, czego nie ma, wymaga albo silnej magii, albo silnego postmodernizmu. Jeśli mam być szczery, uznałbym za oryginalniejsze i zabójczo postmodernistyczne, gdyby kaftan rzeczonego Piroga nabić srebrnymi półdolarówkami.

Fidel-F2 pisze:No i chuj
znowu spierdoliłeś
znowu popierdolisz. Chuja wiesz
Trzeba było kazać ci spierdalać

Nie będę tego diagnozował.

Fidel-F2 pisze:pomieszałeś karmazyn z karminem

Raczej nie pomieszał. Widocznie w Polsce były używane obie nazwy, skoro mamy w Wielkopolsce miejscowość Karmin, która dostała prawa miejskie jeszcze PRZED odkryciem Ameryki. Mamy zresztą w Polsce szereg innych miejscowości o nazwach Karmin, Karminek, Karminiec i stawiam dolary przeciwko kamykom, że większość z nich swoje nazwy dostała także PRZED odkryciem Ameryki.

Fidel-F2 pisze:
El Lagarto pisze:oglądałem serial, który był dla autora punktem wyjścia

skąd ten pomysł?

Ze słów samego Pacyńskiego? Zaakceptowany przez niego blurb:
Powieść (...) jest zainspirowana serialem "Robin of Sherwood" w reżyserii Iana Sharpa

Wywiad dla Poltera:
rzeczywiście, wiele zawdzięczam serialowi

Wywiad dla Valkirii (odpowiedź na pytanie: Dlaczego Robin Hood, a nie Janosik? Dlaczego właśnie Sherwood?):
A Robin Hood? Przyczyn jest kilka. Też serial, ale dla odmiany znakomity, w reżyserii Iana Sharpa, najlepszy Robin jakiego widziałem
_______________________
http://seczytam.blogspot.com
Ostatnio zmieniony pt 09.07.2021 10:40 przez historyk, łącznie zmieniany 1 raz
historyk
Książę
Książę
 
Posty: 2013
Rejestracja: pn 29.10.2007 23:35

Re: Tomasz Pacyński - Sherwood i Maskarada

Postautor: El Lagarto » pt 09.07.2021 10:24

@historyku Dzięki za uwagę o łuskach suma. Z rozpędu przypisałem je twórczości Sapkowskiego.

A przy okazji dziwnymi drogami chodzą decyzje moderatorów. Moja spokojna odpowiedź na agresywny post została usunięta, za to pozostał Fidel ze swoimi chujami.

Jeszcze raz łopatologicznie: Fidelu - nie recenzuję książki Pacyńskiego. Recenzuję Twoją recenzję. Czytam zarówno recenzje książek, które znam, jak i tych, których nie czytałem. Forum polega na wymianie myśli, nie na wymianie bluzgów.

Poleciały głównie posty pozbawione merytoryki/nieodnoszące się do tematu, a wyłącznie do jakości intelektualnej kontrdyskutanta. Jakby ciąć jeszcze te z bluzgami, to trzeba by całą dyskusję wywalić. Ale jak się rozkręcicie, to tak się stanie.
Ostatnio zmieniony pt 09.07.2021 11:15 przez El Lagarto, łącznie zmieniany 1 raz
El Lagarto
Rycerz
Rycerz
 
Posty: 267
Rejestracja: sob 20.03.2021 21:17

Re: Tomasz Pacyński - Sherwood i Maskarada

Postautor: historyk » pt 09.07.2021 10:44

El Lagarto pisze:Forum polega na wymianie myśli, nie na wymianie bluzgów.

Wiesz gdyby Pacyński żył i teraz, tu napisał, że inspirował się serialem, to Fidel by mu odpisał: chuja się znasz i spierdalaj.

Poleciały głównie posty pozbawione merytoryki/nieodnoszące się do tematu, a wyłącznie do jakości intelektualnej kontrdyskutanta. Jakby ciąć jeszcze te z bluzgami, to trzeba by całą dyskusję wywalić. Ale jak się rozkręcicie, to tak się stanie.

Cóż, w cytowanym przeze mnie poście nie widzę nic merytorycznego - jedynie atak na rozmówcę i wulgaryzmy.

Nota bene, jak już było o łuskach suma - kojarzy ktoś z Was, kto i gdzie to napisał? Może Szrejter?
_______________________
http://seczytam.blogspot.com
historyk
Książę
Książę
 
Posty: 2013
Rejestracja: pn 29.10.2007 23:35

Re: Tomasz Pacyński - Sherwood i Maskarada

Postautor: Luc du Lac » ndz 03.10.2021 14:12

Cykl Sherwoodzki jasno pokazuje ze Pacyński nie czuł się najlepiej w długiej historii.
Bardzo dobrze mu wyszedł pierwszy tom, potem już tylko słabiej - w zasadzie to żałowałem ze napisał kolejne części a ja po nie sięgnąłem.

o sztachetach, karminach nie ma co rozprawiać bo to jakieś drobne szczegóły, inspiracje serialem z '80 jasno widać.
Luc du Lac
Wędrowiec
Wędrowiec
 
Posty: 31
Rejestracja: czw 30.09.2021 23:18

Re: Tomasz Pacyński - Sherwood i Maskarada

Postautor: Janusz S. » pn 04.10.2021 11:44

Niestety to jedna z serii, których nigdy nie przeczytałem i trudno znaleźć czas na powroty gdy się nie nadąża na bieżąco.
Jeśli wolność słowa w ogóle coś oznacza, to oznacza prawo do mówienia ludziom tego, czego nie chcą słyszeć. G. Orwell
Awatar użytkownika
Janusz S.
Wielki Książę
Wielki Książę
 
Posty: 4042
Rejestracja: pn 18.03.2013 19:15
Lokalizacja: Kraków/Gliwice

Re: Tomasz Pacyński - Sherwood i Maskarada

Postautor: Luc du Lac » pn 04.10.2021 17:59

Janusz S. pisze:Niestety to jedna z serii, których nigdy nie przeczytałem i trudno znaleźć czas na powroty gdy się nie nadąża na bieżąco.

warto przeczytać pierwszy tom, a resztę odpuścić
Luc du Lac
Wędrowiec
Wędrowiec
 
Posty: 31
Rejestracja: czw 30.09.2021 23:18


Wróć do Literatura polska

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości