seriale

Tutaj podyskutujesz o filmach, ludziach i wszystkim, co dotyczy X muzy.

Moderator: Wotan

Postautor: romulus » pn 14.04.2008 19:27

Po 2 epizodach 4 sezonu Battlestar Galactica rozwija się nieźle. Zarówno w wątku "ludzkim", jak i "cylońskim". Szykuje się albo krwawa jatka w finale albo nieoczekiwany twist. Ja obstawiam jedno i drugie ze smacznymi wątkami mesjanistycznymi. Oczywiście wygra jeden prawdziwy Bóg Cylonów a nie panteon z Olimpu :)
Don't blink. Don't even blink. Blink and you're dead.
romulus
Lord
Lord
 
Posty: 1482
Rejestracja: śr 29.11.2006 20:11
Lokalizacja: TARDIS

Postautor: Jander » pn 14.04.2008 19:57

Ja jestem przy siódmym trzeciego sezonu - w sumie nie jest nudno, ale oglądam w powolnym tempie :) Scenki z Adamą smakują wyśmienicie.
Awatar użytkownika
Jander
Czujnik ;-)
Czujnik ;-)
 
Posty: 1765
Rejestracja: sob 09.11.2002 23:07
Lokalizacja: Wrocław / Mysłowice

Postautor: romulus » wt 15.04.2008 20:33

Trzecia seria jest, póki co najlepsza. Po prostu zaczęła spadać oglądalność - zemściło się wydłużenie sezonów - i przestali bawić się w dłużyzny (choć odcinek z walką o równouprawnienie...). Ale finał wszystko wynagrodzi. Potem obejrzyj odcinek specjalny RAZOR. Akcja dzieje się w środku 3 sezonu i nie ma dla niego znaczenia, poza pewnymi małymi smaczkami... mistycznymi.

Adama Adamą - klasyk po prostu, ale Gaius Baltar i Kara Thrace...
Don't blink. Don't even blink. Blink and you're dead.
romulus
Lord
Lord
 
Posty: 1482
Rejestracja: śr 29.11.2006 20:11
Lokalizacja: TARDIS

Postautor: Azgheros » śr 16.04.2008 14:25

Dla mnie najlepsze seriale to:

1. Lost - za nietuzinkowe pokazywanie bohaterów, za ciekawy scenariusz, tajemniczość itp, itd.
2. StarGate SG1 - sprawnie zrealizowany serial, ciekawe odcinki, rozwinięcie fajnego pomysłu
3. StarTrek Next Generation - za unowocześnienie StarTreka, za próby odejścia od zamkniętych odcinków, za pomysły, za aktora grającego Picarda.
4. Włatcy Much - za humor
Azgheros
Pustelnik
Pustelnik
 
Posty: 18
Rejestracja: czw 27.09.2007 15:22

Postautor: Jakub Cieślak » wt 22.04.2008 7:54

"Dextera" odstawiłem brutalnie. Początek drugiego sezonu wygląda nieźle, ale to w sumie lepiej sobie dawkować po trochu. Teraz czas na Dr House'a, którego już tu reklamował kolega Romulus, nasz naczelny serialista. :)
Rzeczywiście serial trzyma niezwykle wysoki poziom głównie dzięki sprawnym dialogom i dobrze skreślonym postaciom. Fabularnie- przynajmniej sezon pierwszy- nie jest to jakieś cacuszko, odcinki lubią powtarzać pewien schemat. Niemniej jednak Hugh Laurie jako tytułowy Doktor Gregory House to takie mistrzostwo świata i okolic. Wybornie portretuje wyjątkowego egocentryka, który nie znosi ludzi, ale kocha swoją robotę. Podobno z sezonu na sezon schemat fabularny się zaciera, pożyjemy- zobaczymy. Jak na razie 9/10.
Obrazek
Mistrz Gimli powiada:
Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana.
Awatar użytkownika
Jakub Cieślak
Prefekt
Prefekt
 
Posty: 5238
Rejestracja: czw 12.12.2002 22:24
Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka

Postautor: romulus » śr 23.04.2008 19:23

Ha! Fajnie, że ci House się spodobał.
Ja ten serial uwielbiam tylko i wyłącznie dla głównego bohatera. Bo i na nim on "stoi" całkowicie. w chwili, kiedy go "uczłowieczą" to będzie koniec.

Jestem aktualnie na 2 sezonie, który "zaliczam" dzięki tvp2 i AXN. Jak dotąd, drugi odcinek drugiego sezonu najlepszy - z dziewczynką chorą na raka.

Nie mam ostatnio czasu, aby obejrzeć wreszcie DIRTY SEXY MONEY. Na razie 2 odcinki za mną i jest dosyć przeciętnie, co nie motywuje. A w kolejce jeszcze drugi sezon TUDORÓW. Albo zacznę omykać w pracy, albo przestanę spać :(

Ale "przerywniki" w postaci Battlestara wynagradzają wszystko :)
Don't blink. Don't even blink. Blink and you're dead.
romulus
Lord
Lord
 
Posty: 1482
Rejestracja: śr 29.11.2006 20:11
Lokalizacja: TARDIS

Postautor: Alganothorn » czw 24.04.2008 9:37

House'a oglądam nawet taki abnegat telewizyjny jak ja
:-)
a poza tym z doskoku CSI (bo dobrze zrealizowane, a niektóre postaci mnie rozbrajają, z Caruso z Miami na czele), Rzym, którego drugi sezon zakupiliśmy na początku tygodnia po przejściu pierwszego (teraz jeszcze chwil kilka na zagłębienie się w dodatki sezonu pierwszego i można lecieć dalej) i Włatcy Móch;

pozdrawiam
We've all been raised on television to believe that one day we'd all be millionaires, and movie gods, and rock stars. But we won't. And we're slowly learning that fact. And we're very, very pissed off.
Awatar użytkownika
Alganothorn
Monarcha
Monarcha
 
Posty: 5830
Rejestracja: pn 06.01.2003 23:02
Lokalizacja: point of no return

Postautor: Fraa » ndz 27.04.2008 13:53

No dobra. Dorwałam "Dextera" i jestem po pierwszej serii i pierwszym odcinku drugiej. :)
Podoba mi się. To znaczy Na początku mnie irytowało ciągłe, dość nachalne podkreślanie głównego bohatera, jak to on nie ma uczuć, jest potworem, nosi maskę, blablabla. Potem albo to się uspokoiło, albo ja się przyzwyczaiłam - nie wiem.
Nie lubię siostry Dextera. Równie irytującej baby dawno nie widziałam. Cały czas miałam nadzieję, że zginie. Że morderca ją dorwie. Że mu się uda. No po prostu laska mnie wnerwia straszliwie.
Tak czy tak, serial mnie wciągnął, fajna fabuła. :)
Orodlin
Belele!
Awatar użytkownika
Fraa
Wędrowiec
Wędrowiec
 
Posty: 35
Rejestracja: ndz 25.11.2007 12:40

Postautor: Jakub Cieślak » pn 28.04.2008 7:28

Patrz, nie jesteś pierwszą kobietą, która ma takie uwagi pod adresem siostry Dextera. Coś w tym jest! :) Pytanie, czy winę ponosi za to scenarzysta, który wymyślił taką a nie inną postać, czy może tylko aktorka? Tego jestem ciekawy. W mojej opinii aktorka spisuje się świetnie i po prostu dobrze gra nakreśloną w ten właśnie sposób postać. W ogóle w "Dexterze" nie ma postaci, która nie miałaby jakiegoś skrzywienia, grzechu, bądź czegoś drażniącego widzów. To daję realizatorom dużo swobody w wycinaniu postaci, bo trudno do końca "zakochać się" w którejkolwiek postaci. Wieszczę temu serialowi "krwawy" koniec. W ostatnim odcinku, jeżeli dotrwają do niego "czołowe" postacie, scenarzyści wszystkich zaszlachtują. :)
Obrazek
Mistrz Gimli powiada:
Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana.
Awatar użytkownika
Jakub Cieślak
Prefekt
Prefekt
 
Posty: 5238
Rejestracja: czw 12.12.2002 22:24
Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka

Postautor: Fraa » pn 28.04.2008 21:23

Aktorka mi się nie podoba wprawdzie z czysto estetycznego punktu widzenia, ale ogólnie chodzi o postać. Nie wiem czy ona miała być tak irytująca, czy reżyserowi/scenarzyście wyszło to przez przypadek. Kobitka bluzga w ciągu jednej rozmowy więcej, niż cała reszta postaci w ciągu całej serii. Jakby była zbyt ograniczona intelektualnie, żeby używać innych słów poza "fuck" i wariacji na ten temat.
Poza tym źle zaczęła - jak to było tak pi razy drzwi? "Ojoj, Dexter, pomóż mi, bo koledzy się ze mnie śmieją, że niczego nie potrafię zrobić sama i we wszystkim musisz mi pomagać." - no ja tu widzę drobny paradoks. :P

Co do innych bohaterów - mam odwrotnie. Wszystkich uwielbiam. :mrgreen: Batistę i samego Dextera chyba najbardziej. No i, oczywiście, mordercę z pierwszej serii. ;) :P
Orodlin
Belele!
Awatar użytkownika
Fraa
Wędrowiec
Wędrowiec
 
Posty: 35
Rejestracja: ndz 25.11.2007 12:40

Postautor: Jakub Cieślak » wt 29.04.2008 6:57

Łzawy jednak był koniec tego mordercy. Za łzawy. No i ta cała historia z bratem. Jak dla mnie przesada.
Obrazek
Mistrz Gimli powiada:
Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana.
Awatar użytkownika
Jakub Cieślak
Prefekt
Prefekt
 
Posty: 5238
Rejestracja: czw 12.12.2002 22:24
Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka

Postautor: Fraa » wt 29.04.2008 12:00

Może trochę przekombinowane - ale jakoś mi to nie przeszkadzało. :) A polubiłam go chyba głównie za sponiewieranie Debry. :P :mrgreen:

Za to mam postanowienie - jak odzyskam swoje płyty z "Rzymem", to chyba wreszcie wezmę byka za rogi i spróbuję chociaż zacząć to oglądać. ;]
Orodlin
Belele!
Awatar użytkownika
Fraa
Wędrowiec
Wędrowiec
 
Posty: 35
Rejestracja: ndz 25.11.2007 12:40

Postautor: romulus » czw 01.05.2008 12:53

Błogosławione niech będą długie weekendy. Dzięki nim wyciągam się z zaległości serialowych i książkowych.

DEXTER już mi pachnie kusząco z daleka sądząc po waszych wpisach i mam zamiar go obejrzeć, ale dopiero po powrocie z urlopu niestety.

Dziś skończyłem oglądać DIRTY SEXY MONEY. Generalnie muszę podnieść notowanie tego serialu. Wcale nie jest zły. Tylko inny od tego, co oglądam zazwyczaj.

Jest to historia nieprzyzwoicie bogatej nowojorskiej rodziny Darlingów, wartej 35 miliardów dolarów (oficjalnie). Rodzinka ta jest trochę dysfunkcyjna. W zasadzie tylko senior rodu (w tej roli świetny Donald Sutherland) wydaje się być jakąkolwiek ostoją normalności (mniej jego żona). A pozostała gromadka to: prokurator i kandydat na senatora, który ma kochankę transwestytę; pastor, który dosyć kreatywnie pojmuje wiarę i zasady moralne; dwójka bliźniaków wzorowana na młodych celebrities (m. in Paris Hilton); córeczka tatusia - na progu 4 małżeństwa, które potrwa....niedługo.

W ten świat wkracza normalny bohater - prawnik rodziny (w tej roli Peter Krause - nazwisko nieobce miłośnikom dobrych seriali), który przejmuje to stanowisko po swym ojcu. Niechętnie, bo jego ojciec go zaniedbywał w służbie rodzinie Darlingów, więc chłopak trochę rodziny nie znosił. Ale ojciec umiera w niejasnych okolicznościach i chce on rozwikłać tajemnicę. A do jego obowiązków będzie należało wyciąganie członków rodziny z różnych brudów.

Tak to się zaczyna. Nie podobał mi się ten serial, jak napisałem wyżej, bo oglądałem do tej pory innego rodzaju seriale. A w tym nie ma podwyższających ciśnienie cliffhangerów, nagłych zwrotów akcji. W zasadzie to serial obyczajowy, nie pozbawiony poczucia humoru. W tle jest jakaś intryga kryminalna, ale lekko zarysowana, nie dominująca nad całością. W zasadzie w tle tak naprawdę trwa rywalizacja dwóch wielkich fortun oparta na grzechach przeszłości.

Serial liczy 10 epizodów. W Stanach się spodobał więc stacja ABC szykuje drugi sezon i bardzo się cieszę z tego powodu. Serial ten nie jest jakimś wykwintnym trunkiem, ale smakuje orzeźwiająco, jak dobrze przyrządzony drink. Można go polubić, jeśli odpuści się na chwilę stare przyzwyczajenia (wielkie spiski, zagadki, nagłe zwroty akcji). Mała rzecz a cieszy.
Don't blink. Don't even blink. Blink and you're dead.
romulus
Lord
Lord
 
Posty: 1482
Rejestracja: śr 29.11.2006 20:11
Lokalizacja: TARDIS

Postautor: romulus » pn 16.06.2008 7:19

Wreszcie obejrzałem do końca drugi sezon The Tudors. Dziesięć rewelacyjnych epizodów o wiele lepszych niż pierwszy sezon.

Drugi sezon skupia się na potędze i upadku Anny Boleyn. Od szczytu na szafot, jak się okazało wiodła krótka droga. Po pierwszym sezonie podejrzewałem, że twórcy zrobią z króla Henryka jakąś marionetkę, czy gorzej - faceta całkowicie oddanego ładnym buziom i ciałom pięknych dam. A potem "nawróconego" romantycznego kochanka. Na szczęście zachowali w tym umiar i król Henryk wcale a wcale nie był spolegliwym kochasiem. Z epizodu na epizod okazywało się jak krucha jest potęga rodu Boleynów, która zasadzała się nie tyle na afekcie króla do Anny, ale raczej na jej możliwościach rozrodczych.

Anna Boleyn z kobiety dumnej i świadomej własnej wartości i walorów przeradza się stopniowo w kobietę tragiczną i to nie w tak godny sposób, w jaki ze sceny zeszła Katarzyna Aragońska, ale raczej taki... pozbawiony stylu. Dopiero na koniec odzyskuje trochę godności.

Serial, jak napisałem wyżej, jest na fali wznoszącej. Pogłębione sylwetki bohaterów, konflikt króla z Thomasem More, spiski, intrygi, przemiany ustrojowe i religijne oraz dużo seksu - wszystko to otrzymuje widz w skondensowanych 10 epizodach, każdy trwający prawie godzinę. Dzięki temu serialowi mozna zapomnieć o fatalnie nudnych KOCHANICACH KRÓLA (tandetny melodramacik).

Aktorzy: Jonathan Rhys Meyers w roli króla Henryka to bez wątpienia perełka. Nie można od niego oderwać wzroku, jest fascynujący: od rozpuszczonego młodzieniaszka, po silnego i przewidującego władcę. Wszystko to w jednej osobie objawiające się w zależności od sytuacji a nie w zależności od rozwoju bohatera. Choć widac także pod koniec świadomość upływających lat i ciężar skutków poprzednich decyzji - czyli kryzys wieku średniego. Natalie Dormer - piękna kobieta (ale bez przesady), grająca piękną i dumną kobietę :) Również jej kreacja jest bardzo wiarygodna i przyprawiona nutą tragizmu: bo jak nie współczuć kobiecie, która chciała odmienić swój los i mimo wszystkich sprytnych intryg naprawdę kochała króla, który... cóż: może ją i kochał, ale jej brzuch był ważniejszy, a kiedy okazał się "niewydolny"... pojawiła się piękna i młodziutka Jane Seymour.

Będzie trzeci sezon. Serial dobrze został przyjęty - na tyle dobrze, że twórcy chcą przedstawić historię wszystkich żon króla Henryka. Jeśli dalej będą trzymać taki poziom... Dla mnie miłym zaskoczeniem jest to, że w czerwcu 2008 w Polsce będzie miała miejsce premiera pierwszego sezonu na dvd. Warto darować sobie dla niego zakup kilku książek
Don't blink. Don't even blink. Blink and you're dead.
romulus
Lord
Lord
 
Posty: 1482
Rejestracja: śr 29.11.2006 20:11
Lokalizacja: TARDIS

Postautor: romulus » ndz 06.07.2008 19:23

TELL ME YOU LOVE ME

Udało mi się wreszcie obejrzeć ten serial. Stacja HBO produkując go udowodniła po raz kolejny, że nie boi się wyzwań ani stawiania na odważne produkcje, które - po prostu nie ma siły - nie są komercyjne.

Jest to obyczajowy serial (10 epizodów) skupiający się wokół kilku par znajdujących się na różnych etapach swoich związków, borykających się nie tylko z problemami codziennymi, ale również tymi, które nawarstwiły się w trakcie wspólnego pożycia między partnerami. Serial ten daleki jest od taniej efektowności. Nie ma w nim żadnych ogranych chwytów, które popychają daną produkcję w kierunku hitu telewizyjnego. Nie ma cukierkowych postaci, wydumanych problemów, zwrotów akcji, twistów, obgryzania paznokci i oglądania kolejnego epizodu z wypiekami na twarzy. To serial obyczajowy aż do bólu: tj. do granic jakiegoś dokumentalnego reality show. Miałem bowiem wrażenie, że nie oglądam zainscenizowanych scena, ale po prostu podglądane życie, milczące dramaty i rozterki. Do takiego efektu przyczynił się nie tylko niewątpliwie inteligentny i bardzo realistyczny scenariusz, ale także dobór aktorów, którzy nie opatrzyli się jeszcze widzom, choć przecież staż w zawodzie już mieli (drugo- lub trzecioplanowy w większości).

Głównych bohaterów nie łączy w zasadzie ze sobą nic, nawet się za dobrze nie znają - poza tym, ze chodzą do tego samego terapeuty. I mają, czasami te same problemy. Być może poprzez pokazanie historii różnych par, z różnym stażem: od młodych, 30-letnich, po parę 50 (70?) letnią; miało nadać tej fabule jakiś uniwersalny wydźwięk, pokazać tak naprawdę historię jednego związku na różnych etapach jego rozwoju. Bo chyba w taką całość składa mi się ta cała historia. Serial ten nie udziela żadnych odpowiedzi, ale jest w nim coś naprawdę autentycznego, jeśli chodzi o spointowanie całej fabuły. Pointa ta jest dosyć banalna, ale żeby docenić jej prostotę i prawdę trzeba przebrnąć przez wszystkie 10 epizodów.

Wyróżnikiem tego serialu są także niewątpliwie bezpruderyjne sceny erotyczne, których jest mnóstwo - ale które nie są ani wysublimowanym, wysmakowanym erotyzmem, ani nie zahaczają o pornografię, choć podkreślić trzeba, że - jak na produkcję telewizyjną, nawet spod marki HBO - są one bardzo odważne.

Nie ogląda się tej produkcji łatwo, nie ma prostych rozwiązań poszczególnych wątków. W epizodach są sceny, kiedy bohaterowie nic nie robią, mijają się, toczą zdawkowe rozmowy o niczym lub o codzienności, które tak ich przytłaczają w końcu, że nie potrafią już rozmawiać o uczuciach bez pomocy psychoterapeutki. Reasumując dużo w nim tzw. prozy życia, co czyni tą produkcję wartościową pozycją. Ale jednak polecić ją należy przede wszystkim wymagającym i otwartym widzom, którzy potrafią czasem oderwać się od telewizyjnej konfekcji, nawet wysokiej jakości. Przyznam szczerze, że momentami mnie męczył i gdyby nie moja silna wola, dałbym sobie spokój już po dwóch lub trzech epizodach.

Czy zatem warto go obejrzeć? Nie mam pojęcia. Mimo wszystko nie żałuję, że to zrobiłem. Jeszcze raz: szacunek dla HBO.
Don't blink. Don't even blink. Blink and you're dead.
romulus
Lord
Lord
 
Posty: 1482
Rejestracja: śr 29.11.2006 20:11
Lokalizacja: TARDIS

Postautor: romulus » ndz 20.07.2008 19:48

Jeśli ktoś jeszcze nie wie, to ogłoszono nominacje do tegorocznych Emmy Awards. Poniżej najważniejsze kategorie:

SERIAL DRAMATYCZNY: “Boston Legal" (ABC), “Damages" (FX), “Dexter" (Showtime), “House" (Fox), “Lost" (ABC), “Mad Men" (AMC)

SERIAL KOMEDIOWY: “30 Rock" (NBC), “Curb Your Enthusiasm" (HBO), “Entourage" (HBO), “The Office" (NBC), “Two and a Half Men" (CBS)

MINISERIAL: "The Andromeda Strain" (A&E), "Cranford" (Masterpiece Theatre), "John Adams" (HBO), "Tin Man" (Sci Fi Channel)

FILM TELEWIZYJNY: "Bernard And Doris" - (HBO), "Extras: The Extra Special Series Finale" - (HBO)", "The Memory Keeper's Daughter" - (Lifetime), "A Raisin In The Sun" - (ABC), "Recount" - (HBO)

AKTOR W SERIALU DRAMATYCZNYM: Gabriel Byrne - “In Treatment" (HBO), Bryan Cranston - “Breaking Bad" (AMC), Michael C. Hall - “Dexter" (Showtime), Jon Hamm - “Mad Men" (AMC), Hugh Laurie - “House" (Fox), James Spader - “Boston Legal" (ABC)

AKTOR W SERIALU KOMEDIOWYM: Alec Baldwin - “30 Rock" (NBC), Steve Carell - “The Office" (NBC), Lee Pace - “Pushing Daisies" (ABC), Charlie Sheen - “Two and a Half Men" (CBS), Tony Shalhoub - “Monk" (USA)"

AKTORKA W SERIALU KOMEDIOWYM
: Christina Applegate - “Samantha Who?"(ABC), America Ferrera - “Ugly Betty" (ABC), Tina Fey - “30 Rock" (NBC), Julia Louis-Dreyfus - “New Adventures of Old Christine" (CBS), Mary-Louise Parker - “Weeds" (Showtime)

AKTORKA W SERIALU DRAMATYCZNYM: Glenn Close - “Damages" (FX), Sally Field - “Brothers & Sisters" (ABC), Mariska Hargitay - “Law and Order: SVU" (NBC), Holly Hunter - “Saving Grace" (TNT), Kyra Sedgwick - “The Closer" (TNT),

AKTOR DRUGOPLANOWY W SERIALU KOMEDIOWYM: Jon Cryer - "Two and a Half Men" (CBS), Kevin Dillon - "Entourage" (HBO), Neil Patrick Harris - "How I Met Your Mother" (CBS), Jeremy Piven - "Entourage" (HBO), Rainn Wilson - "The Office" (NBC)

AKTOR DRUGOPLANOWY W SERIALU DRAMATYCZNYM: Ted Danson - "Damages" (FX), Michael Emerson - "Lost" (ABC), Zeljko Ivanek - "Damages" (FX), T.R. Knight - "Grey's Anatomy" (ABC), William Shatner - "Boston Legal" (ABC), John Slattery - "Mad Men" (AMC)

AKTORKA DRUGOPLANOWA W SERIALU KOMEDIOWYM: Kristin Chenoweth - "Pushing Daisies" (ABC), Amy Poehler - "Saturday Night Live" (NBC), Jean Smart - "Samantha Who?" (ABC), Holland Taylor - "Two and a Half Men" (CBS), Vanessa Williams - "Ugly Betty" (ABC)

AKTORKA DRUGOPLANOWA W SERIALU DRAMATYCZNYM: Candice Bergen - "Boston Legal" (ABC), Rachel Griffiths - "Brothers and Sisters" (ABC), Christina Hendricks - "Mad Men" (AMC), Sandra Oh - "Grey's Anatomy" (ABC), Dianne Wiest - "In Treatment" (HBO), Chandra Wilson - "Grey's Anatomy" (ABC)

Ta lista może tego nie odzwierciedlać, ale HBO rządzi. Jej seriale zgarnęły największą liczbę nominacji. Mnie zastanawia z kolei brak wśród nominowanych tytułów The Tudors. Drugi sezon cieszył się większym powodzeniem niż pierwszy, chwalony był także przez krytyków, zrealizowany z przepychem. Czemu go tu zabrakło...

Wśród seriali dramatycznych EMMY wysłałbym do Damages lub House. Także Glenn Close za Damages powinna otrzymać statuetkę. Ewentualnie Mary Loise Parker za WEEDS. Wśród aktorów nie zastanawiałbym się wcale: Hugh Laurie forever!

Sukinsyństwem będzie brak statuetki dla Michaela Emmersona za LOST. Choć ma imponującą konkurencję. Ale nie ma już w tej kategorii nominowanego Terry O'Quinna :) który mu w zeszłym roku zgarnął ją (chyba zasłużenie) sprzed nosa.

Szkoda, że nie ma EMMY za scenariusz: tu bezapelacyjnie wygrałby DAMAGES. Intryga pierwszorzędna.

No nic, zobaczymy. Gala wręczenia 21 września. Ciekawe czy AXN ponownie ją wyemituje.
Don't blink. Don't even blink. Blink and you're dead.
romulus
Lord
Lord
 
Posty: 1482
Rejestracja: śr 29.11.2006 20:11
Lokalizacja: TARDIS

Postautor: romulus » śr 23.07.2008 17:20

Ważny news :)
Ważny - dla wszystkich niewolników Battlestar Galactica

Powstaje serial - coś jak prequel do BSG. Fabuła na razie zapowiada się skromnie. Podaję za Hatak.pl:
"Sci Fi Channel zamieściła w Internecie pierwszy zwiastun do swojego nowego serialu pt. "Caprica", który jest spin-offem innej produkcji tej stacji - "Battlestar Galactica". Akcja będzie toczyć się około 50 lat przed wydarzeniami z "BSG" i ma przedstawiać m.in. ówczesne losy rodu Adama.

Sam zwiastun za dużo nie obiecuje, ale i tak jestem już podkręcony :mrgreen:
http://hatak.pl/zwiastuny/255/Caprica/
Don't blink. Don't even blink. Blink and you're dead.
romulus
Lord
Lord
 
Posty: 1482
Rejestracja: śr 29.11.2006 20:11
Lokalizacja: TARDIS

Postautor: romulus » śr 10.09.2008 9:16

Cierpię na posuchę serialową. Wprawdzie oglądam DEXTERA (i na nim zasypiam, nie z powodu nudy tylko późnej pory), ale brak mi nowych podniet :) serialowych. Czekam na stałe pozycje w repertuarze a czasami z nudy zjeżdżam nawet na CHIRURGÓW (na Fox Life zakończył się właśnie 4 sezon serialu). Z przyjemnością obejrzałbym sobie drugi sezon ciepłego i zabawnego serialu BRACIA I SIOSTRY - mam płonną nadzieję, że Fox Life (mój główny dostawca seriali) wyemituje drugi sezon zamiast powtarzać po raz drugi pierwszy.

Od połowy września na tym kanale MAD MEN, serial - na razie - obsypany tylko nominacjami do EMMY i dwoma Złotymi Globami; poza tym ELI STONE (ale trąci Ally MacBeal tylko w wersji "for men"); ARMY WIVES (ale to już dla mnie masakra i nie skuszę się), DIRTY SEXY MONEY (dostępny także w TVP1).

Oglądanie RZYMU w TVP jest trochę frustrujące bo bez scen seksu (jak tu docenić drapieżność Atii?) i z lektorem (masakra, jeśli chodzi o przekład).

Przyjemna siurpryza - nowa ramówka marginalnej telewizji PULS: Simpsonowie (choć już mnie nie chwyta), ale przede wszystkim WILL i GRACE. Siurpryza, bo to stacja, jakby nie patrzeć, silnie katolicka w przekazie a serial ten to sitkom o gejach (w zasadzie). Oglądam go wprawdzie na Fox Life, ale dwóch pierwszych sezonów nie widziałem. Serial jest średnio zabawny i oglądam bo Debra Messing jest urocza a postać Karen jest rewelacyjnie niepoprawna politycznie.

Ale tak naprawdę czekam tylko na LOST, DAMAGES, trzeci sezon THE TUDORS i - przede wszystkim - na drugą część czwartego i ostatniego sezonu BATTLESTAR GALACTICA. Może jeszcze na LIFE - który, jak się ostatnio okazało, mylnie uważałem za zakończony.

Ciekaw jestem DEXTERA - kupa entuzjastycznych opinii, serial ciekawy, ale pora emisji zabójcza. Złożę chyba na niego zamówienie za oceanem, ale dostarczenie mi go potrwa pewnie z pół roku...
Don't blink. Don't even blink. Blink and you're dead.
romulus
Lord
Lord
 
Posty: 1482
Rejestracja: śr 29.11.2006 20:11
Lokalizacja: TARDIS

Postautor: Alganothorn » czw 11.09.2008 6:50

romulus pisze:Przyjemna siurpryza - nowa ramówka marginalnej telewizji PULS: (...) Siurpryza, bo to stacja, jakby nie patrzeć, silnie katolicka w przekazie a serial ten to sitkom o gejach (w zasadzie).

Poznanie Panów z Media Corporation odpowiedzialnych za tę stację i jej Prezesa (skądinąd o medialnym imieniu Farrell) i ich wizji biznesowej stacji wróży więcej tego typu programów i seriali;
rozmawiałem o tym przy innej okazji jakieś pół roku temu i widać, że podeszli bardzo serio do swoich planów, jest nadzieja, na więcej dobrych pozycji w tej stacji (dobrych z punktu widzenia osoby, która niekoniecznie szuka katolickiego głosu w swoim telewizorze, choć 'Autostrada do Nieba' akurat rządzi i wymiata przypominając młodość bezpowrotnie utraconą...)

pozdrawiam
We've all been raised on television to believe that one day we'd all be millionaires, and movie gods, and rock stars. But we won't. And we're slowly learning that fact. And we're very, very pissed off.
Awatar użytkownika
Alganothorn
Monarcha
Monarcha
 
Posty: 5830
Rejestracja: pn 06.01.2003 23:02
Lokalizacja: point of no return

Postautor: Jakub Cieślak » czw 11.09.2008 7:31

U mnie na tapecie w ostatnim czasie:
TAJEMNICA TWIERDZY SZYFRÓW. Na DVD zakupiłem całą serię. Oczywiście TVP jako wydawca nie przewiduje żadnych dodatków, czy bajerów, więc dostajemy po prostu odcinki, a że jest ich 13 i w sumie kosztują niecałe 50zł to nie jest to zła cena. O serialu można powiedzieć wiele dobrego i trochę złego. Widać wreszcie jakąś staranność. Dotąd każda polska produkcja serialowa mniej lub bardziej bolała w oczy widocznym brakiem staranności na jakimś poziomie produkcji. Tym razem jest o niebo lepiej. Nie idealnie, ale zdecydowanie lepiej. Ze dwa razy migną Wam anteny satelitarne na budynkach, albo zauważycie, że ta sama linia fabularna raz dzieje się w jesień a raz chyba na wiosnę. Tak poza tym to popis Wołoszańskiego w przedstawianiu detali historycznych. Solidnie przygotowane zaplecze scenograficzne, kostiumy, całkiem niezłe efekty wszelkiej maści- od niebolących komputerowych po znośne efekty pirotechniczne (doskonałe seryjne wybuchy pocisków z karabinów IŁów).
Bardzo ciekawy zestaw aktorski. Niekoniecznie boski Paweł "Drewno" Małaszyński czasami potrafi coś fajnie zagrać, ale głównie wygląda. Niekoniecznie utalentowany Paweł "Boski" Deląg też czasem ma coś do zagrania i nie zawsze boli. Jednoznaczny Borys "Jedna mina" Szyc w niejednoznacznej roli i do tego mało pozytywnej- duży plus. Fajna Gruszka, niestękająca Stenka, doskonały Frycz i naprawdę radujący oko Cezary Żak jako arcyczarny charakter. Do tego frapująca muzyka i fajnie nakreślona fabuła. Do tego autorzy nie boją się mrugnąć to tu, to tam okiem, nie grają na jedną nutę i pokazują, że można jeszcze zrobić ciekawy polski film o II wojnie światowej. Pokazują piękne krajobrazy Dolnego Śląska, lansują Książ (do którego zabraniam Wam wchodzić- można oglądać z zewnątrz, wchodzenie do środka to strata MASY pieniędzy). Pozytywny jest zatem odbiór całości, ma się tylko niewiele uwag do fabuły, większość chyba pod adresem ostatniego odcinka. Polecam!
BONES serial przyniesiony przez Żonę. Zabawny w swojej formule. Nakreślony dość grubą kreską i na pewno nie na tym poziomie perfekcjonizmu co Dexter, czy CSI. Ale próbują osiągnąć ten poziom wystawności. Fabuła sprowadza się do pokazywania nam działań pewnej bardzo inteligentnej pani antropolog, która pomaga pewnemu dzielnemu panu z FBI rozwiązywać różne kryminalne zagadki na podstawie odnalezionych kości pojedynczych, bądź trupków bardziej, lub mniej zdekompletowanych. Niby nic ciekawego, ale autorom udało się dobrać naprawdę fajny zestaw charakterów i odtwarzających je aktorów. Pani antropolog ma problemy z "życiem w stadzie" i najlepiej tak naprawdę rozumie się z badanymi przez siebie kośćmi. Niby nic nowego, ale w wykonaniu pani Deschanel postać ta dostaje naprawdę wyrazistych kształtów. Pan z FBI to były snajper, a więc czasami ma tam jakieś rozterki, ale za to znakomicie rozkłada panów złych i sam na czele (oczywiście dużo lepiej wyposażonych) komandosów robi czystkę wśród terrorystów. Gra go znany niektórym fanom (sic!) "Buffy" aktor Boreanaz, który tak się wtedy rozkręcił w "Buffy", że dostał swojego serialowego spin-offa "Angel". Aktor bywa zabawny i ma w sobie jakiś rozbrajający spokój i urok. Pasuje do roli. A naszą parę "detektywów" wspiera spora grupa bardzo zabawnych naukowców z instytutu, w którym pracuje pani antropolog. Zatem jest sporo uśmiechów, czasami śmiechu, ogólnie atmosfera jest dość luźna i serial połyka się jak smaczne ciasteczka, choć dość szybko z głowy ulatują szczegóły czasami mocno naciąganej fabuły (niby opartej na faktach...). Boli jeden niepotrzebny atrybut scenografii. Prawie w każdym odcinku bohaterowie korzystają z "holograficznego stołu do rekonstrukcji zdarzeń, czy postaci", nie dość, że wg mnie jest to niepotrzebny rekwizyt dramatyczny (bo te "rekonstrukcje" można ciekawiej pokazać "retrospekcjami"), to do tego wszystkiego jego "cały background" (jak z niego korzystają, jakie rzeczy na nim potrafią osiągać) przyprawia raczej o nerwowy uśmiech i pukanie w czoło. Niemniej jednak cały czas jest to przednia rozrywka!
Obrazek
Mistrz Gimli powiada:
Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana.
Awatar użytkownika
Jakub Cieślak
Prefekt
Prefekt
 
Posty: 5238
Rejestracja: czw 12.12.2002 22:24
Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka

Postautor: romulus » czw 09.10.2008 17:01

Widziałem ten serial - kojarzył mi się z Teatrem Telewizji, podobnie jako kolejne "drewno" Cena Honoru, czy jakoś tak na TVP2. Opowieść o Cichociemnych. Głupi ten, kto myślał (jak ja), czytając zapowiedzi reklamujące tą produkcję: a może teraz, a może tym razem wyjdzie jakaś polska "Kompania Braci". Chłopaki prężą się w swetrach i prochowcach, nuda, nuda, nuda a czasami nawet nic się nie dzieje :)

Ale nie będę pisał o trzecio- czy czwartoligowych produkcjach made in Poland, bo szkoda na to czasu.

Obejrzałem miniserial HBO GENERATION KILL. Jeśli ktoś widział film Jarhead niech sobie wyobrazi właśnie tego typu produkcję pomnożoną przez 7 epizodów i przeniesioną fabularnie w 2003 r.
Bohaterami są żołnierze z batalionu zwiadowczego marines, którzy ruszają z amerykańską inwazją na Irak. Serial ten to bardzo inteligentna próba zmierzenia się z tematyką wojny w Iraku poprzez przedstawienie jej oczyma amerykańskich marines. Bohaterowie z rzadka biorą udział w walkach, zajmują się właśnie zwiadem, choć czasami wykorzystywani są wbrew swemu wyszkoleniu. Miniserial zainspirowany został książką, do której jeszcze nie dotarłem. Ale pewnie i stąd obecność w oddziale amerykańskiego reportera z magazynu Rolling Stone, który towarzyszy żołnierzom poprzez ich szlak bojowy po Iraku.

Twórcy nie mitologizują amerykańskiej armii - obraz marines przedstawiony w tym serialu jest ostry, "mięsisty" i brutalny. Przy tym nie jest on jakąś łatwą antywojenną propagandą. Żołnierze to nie tępe maszyny do zabijania, choć pragną za takich uchodzić. Muszą mierzyć się z niekompetentnymi dowódcami, własnym strachem, codziennymi problemami, jak "przyjacielski ostrzał", zabijanie irackich cywili, braki w zaopatrzeniu zbywane: "jesteście marines, poradzicie sobie". Jeśli ten miniserial jest wymierzony w kogokolwiek, to właśnie w tych, którzy na ekranie przewijają się rzadko albo wcale, czyli wyższe dowództwo, a może i cały polityczny establishment republikańskiej administracji. Żołnierze nie wiedzą o co walczą, bo w oficjalne powody nikt nie wierzy. Ale i nie jest to im raczej przeszkodą zbyt wielką. Są i zachowują się, jak wyspecjalizowana, groźna broń. Nie można mieć do niej pretensji, kiedy zostaje użyta.

Nie wiem na ile pokazane wydarzenia są odzwierciedleniem rzeczywistości, ale fabuła pozwala na inne spojrzenie na kontekst tej wojny, czy jej fragmentów, znany z mediów. Śmierć irackich cywili nie jest zatem łatwym melodramatycznym chwytem medialnym ku zgrozie widzów. Ale ukazana z perspektywy żołnierza, który pociągnął za spust nabiera całkiem innego wymiaru. Sadystyczne lub po prostu głupie zachowania i decyzje oficerów to nie etos całej amerykańskiej armii.

Dramatyzm ukazanych wydarzeń sąsiaduje z solidną porcją "wojskowych" dialogów, pełnych humoru i wulgaryzmów, ale i inteligentnych i trafnych obserwacji. Jak pisałem wcześniej: bez mitologizowania, ale i bez łatwych oskarżeń.

To produkcja HBO, więc pod względem inscenizacyjnym jest to pierwsza liga. I po raz kolejny: wielki szacunek i wielka zazdrość, że u nas nie powstają takie obrazy.

To trzeba obejrzeć, bo naprawdę warto.
Don't blink. Don't even blink. Blink and you're dead.
romulus
Lord
Lord
 
Posty: 1482
Rejestracja: śr 29.11.2006 20:11
Lokalizacja: TARDIS

Postautor: romulus » pn 27.10.2008 14:26

MAD MEN - ostatecznie odpadłem.
Serial nie jest zły, FoxLife go ostro promuje liczbą nominacji i otrzymanymi statuetkami EMMY. Mimo to jakoś seriale obyczajowe nie mają u mnie łatwego żywota. Ten jest ciekawy tylko z jednego powodu. Pokazuje amerykańaski Świat Mężczyzn wczesnych lat 60-tych, kiedy kobieta była oficjalnie i bez krępacji traktowana jako głupiutkie stworzenie, której wypowiedzi należy traktować z pobłażaniem, molestować lub po prostu poniżać (badanie ginekologiczne w pierwszym epizodzie). Rządzili Mężczyźni - jednostki przywódcze, głodne sukcesu i przekonane o własnej wartości. Świat ten powoli w serialu eroduje, kobiety zaczynają podnosić głowę. Okazuje się, że poza ładnym wyglądem i byciem panią domu, potrafią jednak myśleć, są kreatywne i zdolne do funkcjonowania bez mężczyzn jako panów i władców.

Jeśli ktoś lubi takie rzeczy, ukazywanie momentu przemian - serial wymarzony. Fakt, miło się go ogląda, ale też bez ekscytacji nadmiernej. Wolę już "bezpieczny" i zabawny BROTHERS AND SISTERS - drugi sezon obecnie we wtorki na powyższym kanale.
Don't blink. Don't even blink. Blink and you're dead.
romulus
Lord
Lord
 
Posty: 1482
Rejestracja: śr 29.11.2006 20:11
Lokalizacja: TARDIS

Postautor: Jakub Cieślak » pn 27.10.2008 14:44

Californication
Kolejny serial z USA, który pokazuje, o ile lepiej mają się u nich produkcje serialowe od produkcji kinowych. Coś jest na rzeczy, kurcze.
To tyle, jeżeli chodzi o zachwyt, ogólnie na tle serialowej braci Californication wypada dobrze, choć nie absolutnie wysoko. Dobry scenariusz, dobre dialogi, dobrze nakreślone postacie- tylko jak na razie męczy mnie pytanie- a jaki cel przyświecał autorowi przy pisaniu scenariusza? Co on tam chce nam opowiedzieć? Bo wiem, co chce pokazać. Chce pokazać troszkę śmiałej i ładnej golizny, którą może z bliska kontemplować niejaki David Duchowny (Fox Mulder z Archiwuma X- jeżeli ktoś pamięta). David gra główną postać. Autora książki, która odniosła jakiś tam sukces literacki (wg miary hollywoodzkiej- od razu książkę zaadaptowano i sfilmowano- wyszła z tego szmirowata komedia romantyczna, nad czym ów autor potwornie ubolewa) podobno przeżywa kryzys (choć kompletnie nie rozumiem, dlaczego- chłopak non stop sobie sączy dobre picie, zalicza zgrabne panie, pieniądze mu się nie kończą- cudne życie!). Do tego próbuje odzyskać kobietę swojego życia (też nie bardzo rozumiem, dlaczego- tyle ładnych kobiet chce mu do łóżka wskoczyć, a jego wybranka piękną nie jest, z resztą nie przeszkadza im to romansować ze sobą). Ogólnie człowiek ma mętlik jak ogląda Californication. Ale to fajny mętlik. :)
Polecam!
Obrazek
Mistrz Gimli powiada:
Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana.
Awatar użytkownika
Jakub Cieślak
Prefekt
Prefekt
 
Posty: 5238
Rejestracja: czw 12.12.2002 22:24
Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka

Postautor: romulus » wt 04.11.2008 16:43

Californication - odcinek z obrazem: bomba!

Czytałem dziś, iż DEXTER w Polsce "chwycił". Mimo późnej pory emisji (zabójczej, a nie późnej) gromadzi regularnie w TVN 650 tysięcy widzów. Stacja jest zadowolona z wyników i zdecydowała już o emisji drugiego sezonu.
Don't blink. Don't even blink. Blink and you're dead.
romulus
Lord
Lord
 
Posty: 1482
Rejestracja: śr 29.11.2006 20:11
Lokalizacja: TARDIS

Postautor: romulus » czw 27.11.2008 23:19

Skończył się TRZECI OFICER. Bez wątpienia OFICER pozostaje w czołówce tej trylogii, trzecia część natomiast jest zdecydowanie lepsza od drugiej. To ganianie za Układem i jego - co najgorsze - przyskrzynienie było skiszone. Świetny był tylko Cezary Pazura. W TRZECIM OFICERZE fabuła stała już na wyższym poziomie: polska bomba atomowa, piętrowa intryga, tajemnice i Ostatnia Tajemnica... Było to na przyzwoitym poziomie, obsada doskonała (poza Katarzyną Cynke w roli policyjnego psychologa - męczarnia...). Jednak było też sporo wad: standardowe podkręcanie muzyką napięcia, "dramatyczne" zbliżenia na twarze bohaterów w "trudnych sytuacjach". Momentami fabuła wywoływała wzdrygnięcia pewną przewidywalnością (wątek z córką prokurator Aldony - swoją drogą podejście do pewnych zagadnień z gatunku prawa karnego wołało o pomstę do nieba; nieznajomość funkcjonowania prokuratury również - naprawdę nie boli zatrudnianie konsultantów do scenariusza). Ale ostatecznie rozwiązanie akcji było... przystępne i strawne, choć urwanie akcji w pewnym momencie i przeskoczenie dalej było niezrozumiałe. Jakoś też mętnie wyłożono relacje między Kruszonem i Grandem. Dużo trzeba było przyjąć na słowo...

Ogólnie - serial przyzwoity. Świetna Katarzyna Maciąg, Maciej Kozłowski, Cezary Pazura, Bartłomiej Topa (rola Senta naprawdę doskonała, choć trochę po macoszemu potraktowana przez twórców), Cezary Pazura. Szyc i Małaszyński byli poprawni i daleko im było do świeżości z OFICERA. Gdybym miał oceniać to: 7/10 z sympatii dla OFICERA.

Czas na DEXTERA. Teraz już nie ma odwrotu.
Don't blink. Don't even blink. Blink and you're dead.
romulus
Lord
Lord
 
Posty: 1482
Rejestracja: śr 29.11.2006 20:11
Lokalizacja: TARDIS

Postautor: Lord Turkey » czw 27.11.2008 23:38

GENERATION KILL - jestem po pierwszym odcinku. Zgadzam się z tym, co powyżej napisał romulus. Film nie tylko nie mitologizuje, ale wręcz momentami przesadnie przechyla się na drugą stronę. Aż nie chce się wierzyć w niektóre absurdy przed-wojennej rzeczywistości. Film obala myślenie schematami. Leśne umundurowanie czy stały brak podstawowego sprzętu - jakże to odmienne od obrazu amerykańskiej armii widzianego oczami przeciętnego pożeracza zaoceanicznej kultury popularnej!

Bohaterowie podsumowują to, podkreślając różnicę między armią frontową a korpusem piechoty morskiej. Ten drugi musi samemu malować pojazdy i dorzucać się do benzyny (sic!).

Realia oczekiwania i niepewności "czy konflikt w ogóle wybuchnie?" oddano bardzo przekonywająco. Żołnierze żartują, koszarowy dowcip przekracza regulaminowe normy, mamy sprzeczki, kłótnie na tle rasowym, rozrywki i zmagania z sierżantem - formalistą. Obok tych błahych problemów i obrazów otrzymujemy właściwie dawkowane wrażenia - kiedy żołnierze się niecierpliwią, my też - gdy dzieje się coś nieoczekiwanego - pilnie nadstawiamy wszelakie zmysły. Swoiste wrażenie zrobiła na mnie dbałość o rzetelne oddanie prawdziwych warunków konfliktów - bohaterowie noszą broń nawet na stołówce, a gdy dochodzi do łamania reguł wojny - są tacy, którzy protestują. Film pokazuje ludzi, którzy mają swój rozum, ale też tych, którzy pojechali "postrzelać".

Porządne, prawdziwe kino i odważna próba zmierzenia się z aktualnym tematem. Czekam na kolejne odcinki - i polecam.
Obrazek
Krzysztof Kozłowski
Lord Turkey
Książę
Książę
 
Posty: 2960
Rejestracja: sob 15.02.2003 12:41
Lokalizacja: Warszawa

Postautor: romulus » sob 13.12.2008 23:29

Czy tak trudno byłoby nakręcić GENERATION KILL po polsku? Czego nam brakuje? Chyba prywatnych środków, bo telewizja "publiczna" bałaby się stworzyć serial o polskich żołnierzach w Iraku albo Afganistanie (z Nanghar Khel w centrum wydarzeń...). Stacje prywatne na razie dorastają dopiero do pojęcia "misyjności" (jeśli w ogóle takie jest) - vide: filmy dokumentalne na TVN24. Możemy sobie pomarzyć...

Właśnie skończyłem oglądać kolejny miniserial HBO pt. JOHN ADAMS. Siedem epizodów opowiadających historię życia drugiego prezydenta USA, jednego z Ojców Założycieli, Johna Adamsa. Czytam, że pozostawił po sobie sporą spuściznę, z której obficie czerpali twórcy miniserii, posiłkując się książką o prezydencie Adamsie. W roli głównej znany z drugoplanowych ról Paul Giamatti (którego po filmie BEZDROŻA uwielbiam...). W roli jego żony rewelacyjna Laura Linney, również aktorka znana z drugiego planu zazwyczaj.

Serial wielce uhonorowany: 13 statuetek EMMY - pobił tym samym rekord należący do innego miniserialu, również produkcji HBO: ciekawych ANIOŁÓW W AMERYCE.

Już to wystarczyło, aby zainteresować się tą produkcją. I, proszę: standardowy mini-serial historyczny! W zasadzie nie ma tu nic (poza jako takim rozmachem), co mogłoby rzucać na kolana: żadnej dyskusyjnej kontrowersyjności; żadnego obalania mitów. A jednak nie trąci to choćby przez chwilę nudą. Nie jest to również dziełko robione na kolanach, ni grama w tym patetyczności, wypisu z jedynie słusznej obowiązującej wizji historii. John Adams jest tu przedstawiony nie jako mit, postać z brązu, ale jako zwykły człowiek, początkowo biedujący adwokat o niezachwianych poglądach, legalista, który staje na czele buntu przeciwko swemu królowi, a bunt ten prowadzi do narodzin nowego bytu państwowego. Serial, poprzez życie Johna Adamsa ukazuje pierwsze półwiecze Stanów Zjednoczonych, bo i sam bohater był długowieczny. Doczekał nawet wyboru swego syna na 6 prezydenta USA.

Serial, jak napisałem wyżej, nie mitologizuje Adamsa, pokazuje jego wady, wahania oraz pewną małość wynikającą nie ze słabego charakteru, ale z braku doświadczenia - wszak on i George Washington rozpoczynali dopiero wykuwanie amerykańskiego obyczaju politycznego, w czym Adams też - jak na standardy dzisiejsze - potrafił zachowywać się, jak warchoł (zignorowanie zaprzysiężenia Jeffersona na 3 prezydenta). Śmieszy także szukanie przez niego miejsca dla siebie jako wiceprezydenta (podczas dwóch kadencji Washingtona), łączenie niewielkiej rangi tego urzędu z wybujałymi ambicjami, prowadzące do rozgoryczenia.

Bardzo ciekawym wątkiem jest historia małżeństwa Johna Adamsa. Jego żona, Abigail (rewelacyjna Laura Linney) była jego partnerką, powiernicą, kobietą o bystrym, inteligentnym umyśle, która zamiast niego musiała znosić wiele przeciwności losu. Nie ma również w tym żadnej przesadnej politycznej poprawności: serial oparty jest na bogatych źródłach, w tym także korespondencji Adamsa ze swoją żoną, zatem w kreacji tej postaci nie ma cienia przesady.

Żałuję tylko, że tak słabo został zaakcentowany spór Johna Adamsa z trzecim prezydentem USA, kolejnym z Ojców Założycieli, Thomasem Jeffersonem. Początkowo byli przyjaciółmi i sojusznikami, potem poglądy na państwo rozdzieliły ich na lata, aby u zmierzchu życia znowu odnaleźli się jako przyjaciele - co również znajduje odzwierciedlenie w ich wzajemnej korespondencji. Adams był uważany za legalistę, a kiedy objął urząd wręcz jawnie oskarżano go o monarchizm, podczas gdy Jefferson był zagorzałym republikaninem, zwolennikiem państwa - minimum, gdyż rozbudowa administracji kojarzyła mu się z restauracją monarchii. Trochę ten wątek uważam za zmarnowany, ale nie na tyle, aby psuł przyjemność z oglądania.

Polecam ten serial. Dziwiła mnie od początku jego popularność. Nie ma w nim niczego kontrowersyjnego, jak pisałem wyżej. Mimo to gromadził co tydzień rekordową widownię, choć HBO nie jest stacją masową, ale kodowaną i płatną. Skąd wziął się również deszcz statuetek EMMY? Czy republikańska prezydentura Busha wywołała aż taką traumę, głód dojrzałego, odpowiedzialnego przywództwa? Pomijając jednak wszystkie mniej lub bardziej ideologiczne naleciałości - jest to rzecz warta uwagi i warta zazdrości. Chciałbym obejrzeć taki serial: o Piłsudskim i Dmowskim, dajmy na to. Bez szufladkowania, stawiania pomników, patosu. Ech...
9/10
Don't blink. Don't even blink. Blink and you're dead.
romulus
Lord
Lord
 
Posty: 1482
Rejestracja: śr 29.11.2006 20:11
Lokalizacja: TARDIS

Postautor: romulus » ndz 01.03.2009 11:40

Przegląd moich aktualnych seriali na "tapecie":

True Blood zaczął mi się podobać dopiero za drugim razem. Oglądam aktualnie w HBO i jest lepiej, niż kiedy oglądałem za pierwszym razem. Nie wiem, dlaczego. Czołówka tego serialu jest boska. http://www.youtube.com/watch?v=7-UORRmi1ZI
Zacząłem oglądać drugi raz z ciekawości, dlaczego Anna Paquin dostała Złotego Globa. Nadal nie wiem, ale dzięki tej ciekawości serial wskoczył kilka szczebli w moim rankingu. A tu jeszcze jedna próbka: po czołówce jest jeszcze fajna scena: http://www.youtube.com/watch?v=5r77tta6HPw&NR=1
LOST - 5 sezon oglądam już z przyzwyczajenia. Nadal jest dobrze, ale czekam tak naprawdę na finałowy 6.

Druga część 3 sezonu HEROES to wielki zawód. Serial jest męczący i w ogóle przestał być interesujący.

LIFE - serial zamienił się w policyjny show, została resztka humoru, ale nawet Tajemnica mnie nie grzeje.

DOLLHOUSE - serial dla miłośników Jossa Whedona, twórcy Buffy. Nudnawy, mimo ładnej bohaterki. Wprowadzono ostatnio ciekawy motyw jednego z bohaterów, Alphy. Ale mimo to...

24 - sezon 7 nie zawodzi swoich fanów. Ledwie minął półmetek, wszystkie dotychczasowe tajemnice rozwiązane, ale pozostało jeszcze coś Bardzo Przerażającego. Serial trzyma formę, nie jest nachalnie republikański, jak to mu ongiś zarzucano. Aczkolwiek widac gołym okiem, jakiej opcji sprzyja (Jack Bauer nadal nie przebiera w środkach gorsząc przy tym wszystkich liberalnych obrońców praw terrorystów :) )

Zbliża się nieuchronnie finał BATTLESTAR GALACTICA. Jeszcze 3 epizody do zakończenia najlepszego serialu s-f w dziejach telewizji. Nie przesadzam. STAR TREK, StarGate, to przy BSG poprawne bajki dla naiwnej młodzieży.

A poza tym standardowo: HOUSE M.D. nadal w czołówce. Na "moją" premierę oczekuje sezon drugi DAMAGES (czekam na finał w USA, aby "spożyć" w dawkach wielokrotnych).
Don't blink. Don't even blink. Blink and you're dead.
romulus
Lord
Lord
 
Posty: 1482
Rejestracja: śr 29.11.2006 20:11
Lokalizacja: TARDIS

Postautor: Karol Wojciechowski » wt 14.07.2009 11:31

A o The X-Files to ktoś pamięta jeszcze przecież ten serial to takie małe arcydzieło swoją drogą był do tego spin off wktórym występowali znani z Archiwum X Wolni Strzelcy. A Latający Cyrk Monty Pythona monumentalne dzieło w gatunku komedii, a z tej samej półki Hotel Zacisze mało znany a genialny(świetna rola Johna Cleesa). Oczywiście świetny House M.D. , fajna Dynastia Tudorów, Dexter też całkiem sympatyczny i naprawde moim zdaniem świetny hotel Babylon. Strażnik Teksasu ze świetną rolą Chucka Norrisa, a pamieta ktoś Drużyne A, albo Nieustraszonego (Knightrider) z Dejwidem Haselhoffem. No i na końcu serial najwybitniejszy Moda na Sukces :D
Karol Wojciechowski
Wędrowiec
Wędrowiec
 
Posty: 32
Rejestracja: wt 17.10.2006 8:57
Lokalizacja: Redlin

Postautor: Jakub Cieślak » wt 08.09.2009 7:25

Jestem to winny jednemu Panu. Alganie, wielkie dzięki, żeś mnie uraczył Rzymem. Jestem w trakcie drugiego sezonu. W przeciwieństwie do wspomnianego Algana, ja jednak wolałem pierwszy sezon. To oczywiście ocena cząstkowa, ponieważ do końca sezonu mogę zmienić decyzję.
O samym przedsięwzięciu warto powiedzieć, że ma odpowiednio wysoki budżet, że może sobie pozwolić na porządne dekoracje i kostiumy, jednak nie aż tak wysoki by nas gwałcić super efektami specjalnymi, gwiazdami i wielkimi scenami batalistycznymi. Dzięki temu serial może skupić się na opowieści o ludziach. Wielkim atutem serialu są aktorzy (w głównej mierze brytyjscy), nieznane szerszej publiczności nazwiska, ale jednak gdzieś tam już widziane i do tego doskonale pasujące do ilustrowanych postaci. Doskonałym pomysłem było wykorzystanie różnych "brytolskich slangów" to ilustrowania różnic pomiędzy nacjami i klasami. A na samym początku muszę wspomnieć o bardzo smakowitym temacie muzycznym rozpoczynającym każdy odcinek.
Fajnie, że jest to serial HBO, dzięki czemu twórcy nie są skrępowani różnymi dziwnymi pomysłami cenzorów i pokazują nam śmiało wszystkie twarze Rzymu- jest brutalnie, jest wulgarnie, jest sprośnie (w pierwszym sezonie to wręcz ma się z początku wrażenie, że to raczej film erotyczny), jest krwawo. Cieszę się, że nie skupiamy się jedynie na historycznych postaciach, które znamy z wielu już kart książek i filmów. Mamy tutaj szeroki wachlarz bohaterów z różnych szczebli społeczeństwa rzymskiego.
W pierwszym sezonie bardzo imponował mi Juliusz Cezar (doskonały stonowany Ciaran Hinds), który powoli, lecz nieubłaganie dąży do swoich celów. Okazuje szacunek swoim przeciwnikom i wrogom, ceni ich, choć wiadomo, że chodzi mu tylko o władzę i nie zawaha się użyć przemocy by swój cel osiągnąć.
W drugim sezonie na pierwszy plan próbuje przebić się Marek Antoniusz (też świetnie dobrany do tej roli James Purefoy, którego dotąd kojarzyć mogliście tylko z rolami uśmiechniętych przystojniaków), szorstki cham, bezczelny typek, który nie brzydzi się żadnych metod by osiągnąć swój cel. Jest w nim jednak jakaś gracja, urok (jak to często bywa w przypadku cwaniaków), do tego niejednokrotnie Marek udowadnia, że jest niezwykle przebiegły. Szkoda, że ginie w gąszczu postaci, które w drugim sezonie próbują przebijać się na pierwszy plan, choć ogólnie nie są warte aż takiej uwagi.
Przez oba sezony towarzyszą nam regularnie dwaj bohaterowie. Lucjusz Vorenus (bardzo sympatyczny, choć grający dwoma minami Kevin McKidd) i Tytus Pullo (równie sympatyczny i równie ubogi w miny Ray Stevenson)- w pierwszym sezonie dzielni wojacy, którzy zostają wplątani w intrygi wyższych sfer, w drugim sezonie radzący już sobie jako cywile. Lucjusz w pierwszym sezonie pnie się po drabinie kariery, z kolei Tytus upada i się pogrąża. Jako, że są sobie bliskimi przyjaciółmi, oczywiście jeden drugiemu wciąż pomaga i ratuje go ostatecznie z opresji. W drugim sezonie to drugi musi pomagać pierwszemu. Ta zamiana nie do końca mi się podoba. Wygląda dość sztucznie. Tytus traci jakoby swoje pazury, które tak bardzo podobały mi się w pierwszym sezonie. Szkodek. Liczę, że jeszcze coś się pozmienia, a przede wszystkim z pierwszego planu zejdą nijakie postacie:
- Dobrze sportretowana Atia (Polly Walker, którą powinniście pamiętać z "Bandyty"), choć napisana strasznie szablonowo.
- Trochę za blady Gajusz (w pierwszym sezonie grany nieźle przez młodziutkiego Maxa Pirkisa, a w drugim sezonie przez dość nijakiego Simona Woodsa).
Liczę, że zacznie się poważniej dziać na froncie Marek- Kleopatra, ponieważ obie postacie są dość ciekawie sportretowane. Wiem, że romans tej dwójki był ulubionym tematem filmowców, ale nowe spojrzenie na te osoby pozwala mi sądzić, że ich znajomość zostanie również pokazana w sposób nietuzinkowy. Tak czy siak- serial jest wart obejrzenia.
Obrazek
Mistrz Gimli powiada:
Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana.
Awatar użytkownika
Jakub Cieślak
Prefekt
Prefekt
 
Posty: 5238
Rejestracja: czw 12.12.2002 22:24
Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka

Postautor: Alganothorn » czw 10.09.2009 18:44

Jakub Cieślak pisze: Jestem w trakcie drugiego sezonu. W przeciwieństwie do wspomnianego Algana, ja jednak wolałem pierwszy sezon. To oczywiście ocena cząstkowa, ponieważ do końca sezonu mogę zmienić decyzję.

Korekta: drugi sezon woli Najpiękniejsza Kobieta Świata, ja wolę pierwszy
;-)
pozdrawiam
We've all been raised on television to believe that one day we'd all be millionaires, and movie gods, and rock stars. But we won't. And we're slowly learning that fact. And we're very, very pissed off.
Awatar użytkownika
Alganothorn
Monarcha
Monarcha
 
Posty: 5830
Rejestracja: pn 06.01.2003 23:02
Lokalizacja: point of no return

Postautor: Jakub Cieślak » pt 11.09.2009 6:38

Przepraszam, moja pomyłka. Ale raczej mało szkodliwa na szczęście. A nie przypominam sobie, czy motywowałeś swoje "wolę" jakimś konkretami. ;)
Obrazek
Mistrz Gimli powiada:
Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana.
Awatar użytkownika
Jakub Cieślak
Prefekt
Prefekt
 
Posty: 5238
Rejestracja: czw 12.12.2002 22:24
Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka

Postautor: Alganothorn » pt 18.09.2009 20:23

Co do argumentacji, to jest ona banalna: pierwszy sezon jest moim zdaniem lepiej zagrany i ciekawszy - Cieran sprawiłby, że nawet "Klan" bym oglądał, młody Oktawian jest fajny, a intrygi dopiero się wiążą (wolę ten etap od fazy rozwiązań - jakoś tak lubię podomyślać się, jak to może się potoczyć...);
co do ról Vorenusa i Pullo, to odwrócony układ 'w kłopotach' - 'pomagający' w drugim sezonie mi nie przeszkadza, a gra oparta na kilku minach (bo więcej niż dwie, przynajmniej ze cztery...;-) ) pasuje do tych postaci;
zrobił na mnie wielkie wrażenie pietyzm, z jakim pokazano Wieczne Miasto, menu, graffiti, ubiory, fryzury - wszystko jest dowodem wielkiej pracy twórców i budzi mój wielki szacunek;
co do muzyki - cała jest niezła, a temat główny przez około rok funkcjonował jako mój dzwonek w telefonie...po zmianie telefonu jakoś mi się już nie chciało przegrywać, skończyłem z kwakaniem
;-)
pozdrawiam
We've all been raised on television to believe that one day we'd all be millionaires, and movie gods, and rock stars. But we won't. And we're slowly learning that fact. And we're very, very pissed off.
Awatar użytkownika
Alganothorn
Monarcha
Monarcha
 
Posty: 5830
Rejestracja: pn 06.01.2003 23:02
Lokalizacja: point of no return

Postautor: Shadowmage » czw 19.11.2009 17:27

Obejrzałem wczoraj pierwsze cztery odcinki dr House'a i mam bardzo pozytywne wrazenia, choć imo, pierwsze dwa były znacznie lepsze od 3 i 4. Nie wiem, czy to przesyt i chwilowe znudzenie konwencją, czy też stan faktyczny :) W każdym razie z pewnością wkrótce obejrzę kolejne... choć nie mam pojęcia jak daleko zajdę, bo znając moje podejście do seriali, na pierwszym sezonie może się skończyć.
Każdy czytelnik ma takiego diabła, na jakiego zasłużył.
Arturo Perez-Reverte, "Klub Dumas"
Awatar użytkownika
Shadowmage
Cesarz
Cesarz
 
Posty: 17931
Rejestracja: ndz 06.10.2002 15:34
Lokalizacja: Wawa/Piaseczno

Postautor: Jakub Cieślak » czw 19.11.2009 19:01

Niestety, końcówka drugiego Rzymu przynosi rozczarowanie. Nijakie zakończenie naprawdę ciekawej historii. Koniec Marka i Kleopatry, choć starano się by był tragiczny, realistyczny i w ogóle- mnie wynudził. Żadnym wysokim C nie skończono żadnego wątku. Takie ogólne bleh... Szkodek.
Trochę wgryzamy się z Matką Naszego Dziecka w nowy sezon Bones i nowy sezon House'a. Oba sympatyczne. Bones mniej rewolucyjnie, a House nie dość, że rewolucyjne to jeszcze pierwszy odcinek napisany ze smakiem. Doskonale wypunktowany i unikający banałów. Miodek. Już w pobliżu SG: Uniwersum. No zobaczym...
Obrazek
Mistrz Gimli powiada:
Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana.
Awatar użytkownika
Jakub Cieślak
Prefekt
Prefekt
 
Posty: 5238
Rejestracja: czw 12.12.2002 22:24
Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka

PoprzedniaNastępna

Wróć do Film

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron