Filmy

Tutaj podyskutujesz o filmach, ludziach i wszystkim, co dotyczy X muzy.

Moderator: Wotan

Postautor: Jander » czw 03.01.2008 17:18

Ja polecam książkę, w której jest masa wątków niepokazanych w filmie. Poza tym jest bardziej dokumentalna niż film, ale napisana bardzo sprawnie i powieściowo. Każdy zabity przywódca jest zastępowany przez jeszcze gorszego.
Dobra, może nie potrafię polecać książek, ale warto ją przeczytać :wink:
pozdrawiam
Awatar użytkownika
Jander
Czujnik ;-)
Czujnik ;-)
 
Posty: 1504
Rejestracja: sob 09.11.2002 23:07
Lokalizacja: Wrocław / Mysłowice

Postautor: bejzkik » czw 03.01.2008 22:42

3 cos tam do yumy

mialem napisac ze film jest taki sobie ale po chwili refleksji napisze ze mi sie podobal. zgrabnie nakrecony western. co prawda tworcy nie mogli sie zdecydowac czy robia film o superbohaterach hollywodzkich czy o zwyklych ludziach ale jakos da sie to przezyc. do obejrzenia w kinie
bejzkik
Lord
Lord
 
Posty: 1581
Rejestracja: sob 10.05.2003 11:27
Lokalizacja: sosnowiec/krakow

Postautor: Lord Turkey » pn 07.01.2008 11:56

Skarb narodów: Księga tajemnic

Quasi kontynuacja produkcji z 2004 r. Ci sami główni bohaterowie i nowa, choć utrzymująca się w konwencji "łowienia skarbów", fabuła. Poprzedni film był porządnym kinem rozrywkowym, z dużą dozą akcji i wieloma łamigłówkami, które widz mógł rozgryzać wraz z postaciami filmu. Jak wypadła najnowsza część?

Akcja, pościgi, sytuacje pozornie bez wyjścia - podobnie jak w poprzedniej części nikt nie będzie narzekał na ich brak czy niedosyt. Reżyser w bardzo udany sposób przemycił wątki drugoplanowe dotyczące bohaterów odwołując się do tego, co wiemy o nich z poprzedniego filmu. Postać Riley'a Poole'a - pomocnika Cage'a - wprowadza wiele humoru i świetny wątek pewnej książki.

Jedyne do czego mogę się doczepić to kwestia intrygi, zagadek - naczelnego elementu filmów w stylu Indiany Jonesa. Jest ich mniej niż poprzednio i są zdecydowanie bardziej wyscpecjalizowane - oparte na szyfrach, znajomości anglosaskiej histori itp. Zajmują się nimi aktorzy, widzowie już nie.

Mimo to polecam jako solidne kino rozrywkowe.
Obrazek
Krzysztof Kozłowski
Lord Turkey
Książę
Książę
 
Posty: 2549
Rejestracja: sob 15.02.2003 12:41
Lokalizacja: Warszawa

Postautor: Yedyny » pt 18.01.2008 21:57

Odnosnie "Skarbu Narodow 2" - dla mnie krzywa ogladalnosci opada lekko w dol; jak to bywa w filmach tego typu - wlasciwie co moglo widza zaskoczyc? Wiadomo, ze pojawia sie antybohaterowie, ktorym w glowie tylko 4 litery... ;) GOLD.Zakonczenie do przewidzenia juz po napisach poczatkowych, typowe kino familijne na niedzielne popoludnie.Aktorzy grajacy glowne role to ocziwiscie chodzace encyklopedie z IQ powyzej 300 ;)
Ale fajnie sie to ogladalo, zreszta wychowalem sie na Dr Jonesie i "Kopalniach Krola salomona", wiec.... z niecierpliwoscie czekam na czesc kolejna.

Polecam natomiast "No Country For Old Man".Thriller sensacyjny/kryminal z T.Lee Jonesem (jednym z chetniej ogladanych postaci na planie).Mamy tam morderce z zasadami targajacego butle z gazem i dziwnym przyrzadem na koncu przewodu (prawdopodobnie do zabijania zwierzat), ktory nie zostawia zadnych swiadkow, z fryzura z wczesnych lat '60 i dziwnym spokojem wewnetrznym... glownego bohatera, ktory ginie jakies 20 minut przed koncem filmu - zreszta samej sceny smierci nie jest nam dane ogladac...
Dziwny film, ale warty uwagi.Jest raczej przydlugawy i wszystko jakos mozolnie sie rozkreca.
Awatar użytkownika
Yedyny
Wędrowiec
Wędrowiec
 
Posty: 47
Rejestracja: czw 15.03.2007 17:18
Lokalizacja: Głogów

Postautor: Usagi » sob 19.01.2008 12:24

Ostatnio obejrzałem sobie 28 dni później i 28 tygodni później. Według mnie filmy dosyć średnie. W pierwszym raziło to, że główny bohater na końcu skakał i atakował żołnierzy niczym jakiś wilkołak (chodzi o zwinność - nie gryzł :) Poza tym naiwnością jest, że oddział wyszkolonych żołnierzy chodzi sobie jak chce, każdy swoją drogą. Nikt nikogo nie osłania, atmosfera jak na pochodzie 1 majowym. Dzięki czemu oczywiście główny bohater może ich eliminować. Fajna była scena z mercedesem - można sobie pomyśleć "aha, wziąłby jakąś furę i od razu trafia się merc". W pierwszej części nie podobała mi się też - a w drugiej było jeszcze gorzej - drgająca kamera. Napisałem drgająca? Mój błąd, ona tak szaleje, że w ogóle nic nie widać. Nie jestem zwolennikiem przedstawiania akcji metodą "teledyskową", ze zmianą ujęcia raz na sekundę, po ciemku i z wstrząsami. Powiem krótko - kompletnie nic nie widać. Co mi się podobało? Na pewno to, że "coś" nie atakowało znowu Nowego Jorku (a dokładnie Manhattanu, bo przecież wszystkie potwory czy kosmici lecą najpierw tam :) tylko Anglię. W drugiej części były rewelacyjne ujęcia miasta z lotu ptaka. Całe szczęście, że w tym czasie kamera pozostała raczej leniwa. Pomijam już takie błędy jak to, że mąż dostał się do zakażonej żony bez żadnego problemu, potem do zamkniętych ludzi. Sama przepustka na pewno nie dawałaby takich możliwości. Ogólnie filmy średnie, choć nie uważam czasu za stracony.
Awatar użytkownika
Usagi
Najemnik
Najemnik
 
Posty: 99
Rejestracja: śr 28.11.2007 13:12
Lokalizacja: \/\//\\/\//\

Postautor: Lord Turkey » ndz 20.01.2008 13:29

Jestem legendą

Po obejrzeniu trailerów tego filmu spodziewałem się kolejnej produkcji o zombie, które w wielkich ilościach giną z ręki pakerskiego głównego bohatera - ale do tego schematu nie pasowały mi urzekające, pełne właściwego tylko sobie klimatu sceny wyludnionej aglomeracji, pustych ulic, śmieci, fauny i flory na powrót zagarniającej wszystko - tak, jak miało to miejsce przed nastaniem ery człowieka...
dlatego na film poszedłem - i bardzo dobrze zrobiłem.

Większa część filmu to właśnie oddawanie nastroju opuszczonego miasta, miejsca w którym brak ludzi jest odczuwalny dużo bardziej niż w innych "pustych z natury" miejscach, jak pustynie czy góry. Świetne sceny, dynamiczne ujęcia i pozorowany spokój głównego bohatera - po prostu super.

Ale później przychodzi noc i sielski (choć nie pozbawiony niepokoju, który kryje się gdzieś za drzwiami i witrynami pustych sklepów) obraz życia Willa Smitha ulega diametralnej zmianie. Nie chcę spoilerować, więc nic więcej o fabule filmu nie dodam. Chciałbym natomiast poruszyć kwestię gry aktorskiej wzmiankowanego odtwórcy głównej (i prawie jedynej) roli i elementu, który (w moim odczuciu) osłabił całościową ocenę filmu.

Smith gra rewelacyjnie. Może jego gra bywa tendencyjna, ale w tym filmie albo gra bardzo poprawnie, albo bardzo naturalnie. Nie oglądam zbyt wielu filmów, nie mam też żadnej podbudowy teoretycznej w tym zakresie, ale jego gra w "Jestem legendą" po prostu do mnie trafiła, przkonała mnie i zrobiła bardzo dobre wrażenie. Zwłaszcza, że to aktor raczej komediowy.

I jeszcze jedno - film jest świetny dopóki jego głównym tematem jest Smith i jego problemy (natury, że tak powiem, emocjonalnej :wink: ) oraz zachowania. Kiedy wkracza (choć tylko na chwilę) Hollywood w całym znaczeniu tego słowa - film zbliża się do opisanego we wstępie tego posta schematu. I to już nie jest to.

Podsumowując, pomimo zakończenia, które mogłoby być inne - to jeden z lepszych filmów jakie ostatnio oglądałem. Zrobił na mnie duże wrażenie. Z powodu gry i niezwykłych klimatów opuszczonego city.
Obrazek
Krzysztof Kozłowski
Lord Turkey
Książę
Książę
 
Posty: 2549
Rejestracja: sob 15.02.2003 12:41
Lokalizacja: Warszawa

Postautor: romulus » pt 25.01.2008 19:54

Michael Clayton

Bardzo ciekawy film. O tym jak bezosobowe i bezduszne są korporacje. Żadna nowość, stąd nie w tym siła filmu. Trzyma on wysoki poziom dzięki aktorom. Lubię George'a Clooneya. Uważam, że jest świetnym aktorem. Nie dlatego, że jest sławny i za jeden film dostaje tyle ile ja przez całe życie nie zarobię. Faktycznie, czasami nie musi się starać, po prostu jest i tym uświetnia film. Tym razem nie tylko jest, ale i gra. Nie on jeden zresztą. Są jeszcze Tom Wilkinson i Tilda Swinton. Dzięki nim ten "korporacyjny" kryminał jest także ciekawym dramatem o pustych ludziach, zaprzedanych korporacji, będących nią, dla których ludzkie życie jest czasami nieznośną przeszkodą w byciu kimś w teatrze lalek.

Główny bohater nie jest wcale kryształowym herosem rzucającym wyzwanie bezdusznej machnie biznesu i wygrywającym w finale ku pokrzepieniu serc. Nie jest typem szeryfa, który wpada i robi porządek, albo podnoszącym się z dnia natchnionym zerem, które przeistacza się w amerykańskiego bohatera.
Nie jest... - do jakichś 2 minut przed końcem. Niestety zamysł scenarzysty/producenta/reżysera każe w finale zrobić właśnie z głównego bohatera takiego właśnie hiroła.

Miałem nadzieję, kiedy doszło do konfrontacji z zimną korporacyjną suką, że finał będzie inny, a bohater się sprzeda, zaś "ostatnia odzywka" będzie miała inny sens. Bo postać grana przez Clooneya jest właśnie takim człowiekiem: prawniczą mendą czyszcząca brudy dla wielkiej korporacji. Za kasę przymyka nawet na pewne nielogiczności w okolicznościach śmierci przyjaciela, po to by w finale się odkupić. To było za proste, wręcz za prostackie.

Ale - wracając do początku - film warto obejrzeć. Scenariusz i aktorstwo są tego warte. Szkoda, że twórcy nie zrobili kroku dalej. Mało wysiłku a efekt byłby inny. A przecież nie jest to mega hit, który miał wytrzepać z kieszeni duuzy stosik zielonych papierków. Szkoda.

Z tego powodu tylko 5/10.
Don't blink. Don't even blink. Blink and you're dead.
romulus
Lord
Lord
 
Posty: 1606
Rejestracja: śr 29.11.2006 20:11

Postautor: romulus » ndz 27.01.2008 15:19

ELIZABETH: ZŁOTY WIEK

Trudno mi o tym filmie pisać na świeżo niemal po seansie. Aczkolwiek jestem pewien, że opinii już o nim nie zmienię. Wybrałem się na niego bo podobał mi się poprzedni film S. Kapura "Elizabeth". Kontynuacja jest zaś przeciętna. W zasadzie końcówka przypomina już całkowicie bezkrytyczne "żywoty świętych", robiona na kolanach i na ślepo, jakby intencją twórców było doprowadzenie do jakiejś świeckiej beatyfikacji głównej bohaterki.

Generalnie irytujący jest w tym filmie tak dziecinny, niemal bollywoodzki podział na "dobro" i "zło". Ci dobrzy to oczywiście anglikanie - no po porostu nie ma szans, aby w korowodzie postaci wyznających tą religię znalazł się jakikolwiek chociażby szemrany bohater. Nie ma szans...

Ci źli to oczywiście katolicy: albo chorzy psychicznie, albo fanatycy. I po tej stronie nie ma nikogo choćby z cieniem dobroci we wspomnieniach.

Jak dla mnie było to śmieszne i żałosne jednocześnie. Wcale nie ze względów ideologicznych. Film dużo tracił przez brak chociażby małego wycieniowania postaci. Wprawdzie królowa Elżbieta momentami była jak zdzira i pies ogrodnika, aby za jakiś czas jednak szczerze tego żałować. Podobnie Walsingham: skuteczny, przebiegły, poświęcający nawet brata odstępcę - ale na koniec musiał się "odkupić". W obozie zła już tak fajnie nie było. Wszyscy, począwszy od małej królewny po króla Filipa, to jakaś banda obłąkanych katolików z mordem w oczach.

Jednak ja kibicowałem tej hordzie zła. Właśnie dlatego, że została tak niesprawiedliwie przedstawiona. Jednocześnie sposób jej przedstawienia budził we mnie jakikolwiek dreszcz emocji. Naprawdę ciary mi chodziły po plecach patrząc na króla Filipa albo załogę jednego ze statków modlącą się w okrutnej burzy. To było takie fascynująco złowieszcze. Ale najpierw - w jednej z pierwszych scen z królem - parsknąłem śmiechem na jego widok, kiedy został pokazany od tyłu. Pierwsze skojarzenie to Don Pedro z Krainy Deszczowców (karramba!).

I wreszcie, to Hiszpanie jednak w tym starciu (przegranym) mieli intelektualną przewagę. Sposób w jaki "załatwili" sobie ideologiczną "podbudowę" wojny z Anglią był szatańsko prosty i genialny. A ci wspaniali, bez skazy i zmazy Anglicy dali się wkręcić jak dzieci. Ale pewnie dlatego, że byli właśnie naiwni w swej dobroci, tolerancji i miłości (mdłości).

Plusem wielkim jest rola Cate Blanchet. I fajne zdjęcia - ale bez przesady.
Ogólnie
5/10
Don't blink. Don't even blink. Blink and you're dead.
romulus
Lord
Lord
 
Posty: 1606
Rejestracja: śr 29.11.2006 20:11

Postautor: kurp » ndz 27.01.2008 20:09

Elisabeth: Złoty wiek
Jeśli kogoś kusi wizja scen batalistycznych, to ostrzegam - hiszpańską Armadę widać w tym filmie łącznie przez kilkadziesiąt sekund. Chyba, że coś przespałem, o co nietrudno :wink:
kurp
Wielki Książę
Wielki Książę
 
Posty: 4447
Rejestracja: ndz 04.02.2007 1:54
Lokalizacja: Wawa

Postautor: bejzkik » pn 28.01.2008 23:46

krolestwo

po pierwsze nastawilem sie na film w stylu swietnej syriany. jesli ktos ma podobne oczekiwania to lepiej niech sie nie nastawia ;)
po drugie, czego kompletnie nie rozumiem, czy to przypadkiem nie jest taki ironiczny film w ktorym amerykanie wysmiewaja sie ze swoich wad, brakow w kulturze? jesli tak to film sie udal.
film o dzielnych amerykanach w krajach trzeciego swiata

nie polecam
chyba 3/10
bejzkik
Lord
Lord
 
Posty: 1581
Rejestracja: sob 10.05.2003 11:27
Lokalizacja: sosnowiec/krakow

Postautor: romulus » pt 01.02.2008 21:30

Zgadzam się z opinią Lorda Turkey'a o JESTEM LEGENDĄ.

Obejrzałem ten film z przyjemnością i bez znużenia. W zasadzie jest to jeden z lepszych amerykańskich filmów, jakie obejrzałem ostatnimi czasy. Chyba od czasu, gdy wpadł mi w ręce na dvd THANK YOU FOR SMOKING.

Will Smith jest rewelacyjnym aktorem i to JEGO film. Szkoda tylko, że babrze się w tej religii dla bogatych idiotów (niestety, jest scjentologiem). Dużo w moich oczach traci w ten sposób. Ale nie zmienia to faktu, że przyjemnie było go oglądać. Książki nie czytałem jeszcze, może kiedyś wpadnie w ręce. Sam film jest wart polecenia. Choć zakończenie nie jest dopowiedziane i tak wiadomo co będzie dalej... Chyba w innym przypadku by mnie to raziło (patrz: Wysłannik przyszłości z K. Costnerem). Tu jednak zakończenie jakoś nie przeszkadza, bo nie jest nachalne. Aczkolwiek, gdyby tak było inne..., pesymistyczne... Ale nie ma co marudzić. Film w swej klasie rewelacyjny.
Trzeba obejrzeć.

9/10
Don't blink. Don't even blink. Blink and you're dead.
romulus
Lord
Lord
 
Posty: 1606
Rejestracja: śr 29.11.2006 20:11

Postautor: Jakub Cieślak » sob 02.02.2008 22:30

Cloverfield
O to doskonały przykład jak z głupawego pomysłu o monstrum niszczącym miasto można zrobić naprawdę solidne kino, które po pierwsze wciska w fotel nerwową atmosferą, a po drugie proponuje inne podejście do ogranego gatunku. Ogromny plus! Nie ma chyba żadnego fragmentu, do którego mógłbym się przyczepić. I fajni nieznani aktorzy, zgrabne efekty i dobrze pomyślana konwencja. Film pozostawia duży niedosyt- czyżby furtka na kontynuację? Polecam!
10/10
Obrazek
Mistrz Gimli powiada:
Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana.
Awatar użytkownika
Jakub Cieślak
Prefekt
Prefekt
 
Posty: 4010
Rejestracja: czw 12.12.2002 22:24
Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka

Postautor: tylda » pn 04.02.2008 2:01

Cloverfield
Przyłączę się i ja do dyskusji,jestem świeżo po obejrzeniu "Projekt:Monster".Niestety,dla mnie-porażka.Artystyczna:stylizacja na dokument,która ciągnie się przez cały film zwyczajnie nuży i rozprasza,bo nie oglądamy dokumentu przecież.Reżyserska:to co miało stanowić o sile filmu,stało się jego klęską,forma pogrzebała treść.Koncepcyjna:dodać do tego trzeba,że to film o niczym.Nie wiadomo:co,po co,skąd,dlaczego?Jeśli wszystko jest zagadką, nic nie jest intrygujące.Sam pomysł z narracją bezpośrednią,"z ręki",też nienowy(Blair Witch Project się kłania)więc i o oryginalności przekazu trudno mówić,a to mogłoby dziełko uratować.Dwie-trzy(np.:głowa Statui Wolności)sceny,kilka razy można podskoczyć na fotelu,parę dobrych tekstów..ot,wszystko :( Upraszczając: Coś zaatakowało miasto,młodzi zwiewają,w tle wątek miłosny... ani to oryginalne,ani straszne,ani odkrywcze.Jedynie efekty dźwiękowe super! Cóż, ja wyszedłem z kina znużony i rozczarowany :(
tylda
Pustelnik
Pustelnik
 
Posty: 5
Rejestracja: pn 04.02.2008 1:41
Lokalizacja: Warszawa

Postautor: Jakub Cieślak » pn 04.02.2008 8:44

Czuję, że film wzbudzi maksymalnie różne odczucia. Formuła rzeczywiście na tyle specyficzna, że jednym od razu się spodoba, a inni- tak jak Ty, tyldo- nie znajdą się w tym. Od początku wiedziałem o takiej a nie innej perspektywie opowiadania filmu i od początku pomysł bardzo mi się podobał. Tobie cała koncepcja nie podobała się zatem nie dziwię Ci się, że wszystkie elementy oceniłeś nisko. Jak zwykle w takich przypadkach ogólna ocena rzutuje na ocenie poszczególnych elementów, które w mojej ocenie stanowiły mocny atut tego filmu.
Obrazek
Mistrz Gimli powiada:
Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana.
Awatar użytkownika
Jakub Cieślak
Prefekt
Prefekt
 
Posty: 4010
Rejestracja: czw 12.12.2002 22:24
Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka

Postautor: tylda » pn 04.02.2008 11:24

Nie odmawiam pewnej "świeżości formalnej",w końcu taki sposob opowiadania historii nie jest rozpowszechniony,faktycznie przydaje napięcia scenom i wprowadza poczucie niepewności,chaosu,nerwowości,rzecz-może-w proporcjach?Ciekawszym zabiegiem(moim zdaniem)mogłoby być skontrapunktowanie dwóch optyk:subiektywnej(z ręki) oraz obiektywnej(kamera z boku).No,ale nie będę uczył Abramsa jak się robi fimy :lol: Są też plusy,oczywiście:chwali się,że potwór+pasożyty nie są wyraźnie i dokładnie pokazane,dobrym pomysłem jest zaangażowanie mało znanych aktorów oraz efekty dźwiękowe(o tym już wspomniałem).Sądząc z wcześniejszych zapowiedzi i przecieków mam wrażenie,że film został został mocno okrojony przez co stał się mało czytelny.Cóż,poczekajmy na więcej wrażeń i opinii większej ilości widzów :)
tylda
Pustelnik
Pustelnik
 
Posty: 5
Rejestracja: pn 04.02.2008 1:41
Lokalizacja: Warszawa

Postautor: Lord Turkey » śr 06.02.2008 10:13

Cloverfield

Kampania reklamowa zwracała uwagę - kilka (fałszywych) nazw dla tej samej produkcji, niewiele zdradzające plakaty i trailer, ciekawa akcja na oficjalnej stronie, przechwałki o największym w historii filmu potworze i super-hiper-realistycznych efektach burzenia zabudowania miasta. Tyle teorii...
A co otrzymaliśmy w praktyce?

Film ma mnóstwo mankamentów i głęboko rozczarowuje. Oczywiście można wskazać kilka pozytywów, ale jest ich zdecydowanie za mało, żeby produkcję uznać za dobrą.
Ale po kolei.

Fabuła filmu jest prosta jak konstrukcja cepa, ale czego innego się nie spodziewaliśmy, bo nie o to w tym filmie miało chodzić. Osobiście poczytuję za plus fakt, iż bohaterowie nie starają się rozwikłać zagadki pojawienia się potwora - w końcu są tak przerażeni i walczą o swoje życie - że rozmyślania o monstrum w podobnej sytuacji byłyby zwyczajnie mało prawdopodobne. Kiedy coś chce cię zjeść nie zastanawiasz się skąd to się wzięło - lecz robisz wszystko by owe niecne zamiary udaremnić. Z tą myślą miło komponują się pojedyncze i nienachalne "wstawki" fabularne co do możliwego źródła zagrożenia.

Kilka scen robi wrażenie - np. ta, w której oglądamy "dzielnych chłopców" walących do potwora z całego arsenału armii amerykańskiej. Pozytywnie wypada też postać dziewczyny upatrzonej sobie przez naszego głupkowatego narratora-kamerzystę. Napięcie też jest wyczuwalne - choć nie przez cały czas. Tyle pozytywów - czas na krytykę.

Zabieg zastosowania kamery z ręki, który miał podnieść wiarygodność przedstawionej historii, nie jest ani oryginalny ani skutecznie przeprowadzony. We wspomnianym powyżej Blair Witch Project mieliśmy wrażenie olbrzymiego realizmu, na który składały się: wyraźnie "domowa" kamera (tutaj mamy obraz taśmy filmowej), brak muzyki (tutaj w tle lecą popularne kawałki - w gruncie rzeczy bardzo dobre) i relizm psychologiczny postaci. W Cloverfield tego nie ma. Filmowa kamera z soundtrackiem i beznadziejny, żartowniś-masochista w roli jej operatora rządzą. Rozumiem, że to kinowa superprodukcja i musi być muzyka, super jakość obrazu, efekty specjalne itd. Ale w takim razie cały zabieg kręcenia z ręki uważam za mocno chybiony. No i pojawia się problem (taki sam jak w Blair Witch Project) z kamerzystą - nikt mi nie powie, że upór z jakim obaj panowie kręcą swoje filmy jest wiarygodny. Denerwują innych, w chwilach walki o życie kręcą zamiast o życie walczyć... we wspominanym filmie o wiedźmie z Blair można to jeszcze w większości scen zrozumieć. Tutaj - nie.

Jeszcze poczepiam się kamerzysty - ten facet jest kompletnie niewiarygodny właśnie z psychologicznego punktu widzenia. Zgoda - ludzie w obliczu ogromnego stresu mogą się śmiać i dziwnie zachowywać - to sposób obrony przed strachem. Ale w filmie nie mam takiego wrażenia, to raczej wyluzowany gość, którego nic nie jest w stanie przerazić. No i jego aspołeczne wypowiedzi - choć to można podciągnąć pod kreację głupkowatego bohatera. Kuleją też pojedyncze dialogi, a efekty specjalne nie robią wrażenia - nie po filmach, które już widzieliśmy. Potwór niespecjalny, a super-hiper-realistycznego burzenia nie zauważyłem. Jedynie to samo, co zawsze.

Podsumowując, dla mnie Cloverfield to wielkie rozczarowanie z kilkoma pozytywnymi cechami. Nie polecam. Lepiej wydać pieniądze na coś lepszego, a film obejrzeć na DVD (choć i to niekoniecznie).
Obrazek
Krzysztof Kozłowski
Lord Turkey
Książę
Książę
 
Posty: 2549
Rejestracja: sob 15.02.2003 12:41
Lokalizacja: Warszawa

Postautor: Jakub Cieślak » śr 06.02.2008 10:42

Kolejny głos na NIE. Szkoda, szkoda. Ja mam kompletnie odwrotne wspomnienia z tego filmu. I nie zgodzę się z paroma wnioskami z wypowiedzi poprzednika. Pomysł zastosowania kamery z ręki nie jest oryginalny, ale typowemu monster-movie nadaje w tym przypadku oryginalnej perspektywy. Co do wiarygodności- na tyle, na ile możemy jej oczekiwać po filmie z potworem burzącym miasto- ja nie czuję się tu zawiedziony. Zwłaszcza Amerykanie wykazali już parokrotnie, że w sytuacjach skrajnie szokujących (tornada, atak na WTC) zawsze znajdzie się paru, którzy to sfilmują. :) I jest "skutecznie przeprowadzony", bo perspektywa nie zmienia się aż do końca filmu, więc trochę nie rozumiem tego zarzutu. Muzyka w tle? Rany julek, tam była jakaś muzyka w tle? :) Ja tylko zapamiętałem kawałek lecący już przy napisach...

--> Chętnych do pogadania o tym filmie zapraszam do osobnego wątku w tym dziale.
Obrazek
Mistrz Gimli powiada:
Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana.
Awatar użytkownika
Jakub Cieślak
Prefekt
Prefekt
 
Posty: 4010
Rejestracja: czw 12.12.2002 22:24
Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka

Postautor: romulus » pt 15.02.2008 21:50

ATONEMENT - POKUTA

Nie jest łatwo pisać o tym filmie, aby nie popaść w nieunikniony banał i łatwość szufladkowania. Napisać o nim, że to melodramat to strywializować go. Napisać, że to opowieść o szukaniu prawdy, to za mało.

To po prostu piękny film, po trosze o wszystkim powyżej. Przepełniony smutkiem i nieszczęśliwą miłością zniszczoną przez wyobraźnię i rozgoryczenie trochę bezmyślnej dziewczynki. O poczuciu winy, które jest naznaczeniem, pragnieniu zadośćuczynienia, o prawdzie, która nie niesie wyzwolenia i pokucie, która nie daje rozgrzeszenia. Bardzo poruszający, czasami mylący tropy, pozbawiony schematycznej fabuły, pięknie zagrany. Jeśli książka, której jest ekranizacją jest tak samo dobra jak film, to przegapiliśmy na naszym rynku niesamowitą literaturę. Trzeba to sprawdzić koniecznie. Ale najpierw trzeba obejrzeć film. W zasadzie po zakończeniu nie miałbym nic przeciwko, aby obejrzeć go znowu. Niełatwo się o nim zapomina.

Spłycaniem go byłoby stawianie mu ocen. Takich filmów się nie ocenia.
Don't blink. Don't even blink. Blink and you're dead.
romulus
Lord
Lord
 
Posty: 1606
Rejestracja: śr 29.11.2006 20:11

Postautor: Vampdey » sob 16.02.2008 21:53

Ostatnio...

36
Przyjemny francuski film sensacyjny: konfrontacja dobrego gliny, który mimowolnie wdepnął w g*** i złego gliny, który ma szerokie plecy. Niby stary schemat i w filmie nie ma nic wybitnego, jednak to dobry wybór na wieczorny seans dla odprężenia.

Ostatni sprawiedliwy
Bruce Willis i jeszcze kilka innych znanych postaci w czymś-niewiadomo-czym. Rewolwerowiec do wynajęcia w czasach prohibicji przyjeżdża do paskudnego miasteczka w którym dwie gangsterskie rodziny konkurują o dominację nad biznesem przemytniczym. Fajny jest klimat zapadłego miasta gdzieś pośród pustyni teksasu, rodem z "dzikiego zachodu". Kolorystyka też jest taka: szara, monotonna. Poza tym film w zamierzeniu miał chyba być pastiszem i karykaturą tandetnego kina sensacyjnego: Willis to przerysowany zmęczony życiem twardziel, co minutę ktoś ginie w strzelaninie. Tandetne przerysowanie wręcz podchodziło mi momentami pod styl Tarantino, ale "Ostatni sprawiedliwy" na dobrą sprawę swoimi masakrami i twardzielami z bronią nuży i ani nie wciąga. Można sobie darować.

Byliśmy żołnierzami
Matko, co za syf! Amerykańskie chłopy z jajami w Wietnamie. Nie spodziewałem się niczego wyjątkowego, ale miałem niezbyt ambitną nadzieję na przyjemną sieczkę. W efekcie jednak nie bawiłem się dobrze, tylko do końca przestałem lubić Mela Gibsona. Sieczka po jakimś czasie nuży, amerykańskie flagi powiewające co chwilę irytują jak nie wiem co, a płacz żon dostających wiadomość o śmierci mężów doprowadza do szału. I cholerny archetyp amerykańskiego męża, którego kreuje Gibson: żołnierz, przykładny ojciec, a nade wszystko gorliwie wierzący (w momentach kolejnych modlitw Gibsona miałem ochotę wrzucić piwem w ekran).

Życie Carlita
Przyjemny film gangsterski z Alem Pacino, który jak zwykle nie zawiódł. Schemat w sumie znany: gangster po odsiadce postanawia zmienić swoje życie, ale przeszłość nie daje o sobie znać. Nie mniej wciąga i emocjonuje. Jeśli ktoś lubi tego typu filmy sięgnąć bez wahania.

Jackie Brown
Ostatni z filmów Tarantino, którego jeszcze nie widziałem. Fajny, choć nie tak dobry jak Kill Bill czy Pulp Fiction. Nie mniej wszystkie charakterystyczne dla niego elementy się tu znalazły i to mnie zadowala, plusem jest też boska obsada. De Niro, Jackson i Keaton rządzą ;-). Polecam.
Obrazek
Awatar użytkownika
Vampdey
Katedralny Malkontent
 
Posty: 3946
Rejestracja: sob 16.11.2002 20:34
Lokalizacja: Bełchatów/Łódź

Postautor: Usagi » ndz 17.02.2008 12:33

Vampdey pisze:Ostatni sprawiedliwy (...) Można sobie darować


Osobiście się nie zgadzam. Film jest według mnie bardzo dobry. Samotny strzelec, wynajmujący swoje usługi raz jednej raz drugiej bandzie, dobra gra aktorów. Do tego ta duszna atmosfera, która utrzymuje się przez cały film - autentycznie czuć, że jesteśmy w miejscu, z którego nawet najgorsza pijaczyna chce się wydostać. Trzeba dodać, że film jest trochę przerysowany, nie można podchodzić do niego całkiem serio - Bruce strzela do faceta, którego odrzuca, jakby go końmi wyciągnęli (może tak właśnie było ;) Strzelanie na dwie ręce, szybkie zmiany magazynków itp. Nie jest to jednak tanie efekciarstwo jak w niektórych filmach (w Tożsamości Bourne'a choćby ten skok ze schodów), a cel zamierzony.

Vampdey pisze:Byliśmy żołnierzami


To już oglądałem dosyć dawno. Pamiętam, że to miał być film, który pokazuje rodziny (dokładnie chyba żony) żołnierzy, którzy są na wojnie. Ogólnie nic specjalnego. Film podobał mi się natomiast pod względem udźwiękowienia - a to dlatego, że właśnie na nim testowałem nowe głośniki 5.1 :D

Ostatnie dwa także polecam.
Awatar użytkownika
Usagi
Najemnik
Najemnik
 
Posty: 99
Rejestracja: śr 28.11.2007 13:12
Lokalizacja: \/\//\\/\//\

Postautor: Vampdey » ndz 17.02.2008 12:53

:arrow: Ostatni sprawiedliwy - no tak, klimat jest, ale jak mówiłem, film jest przedobrzony i na dobrą sprawę nie wciąga i nie budzi żadnych emocji, oglądałem te strzeleckie popisy z wielką obojętnością.

:arrow: Byliśmy żołnierzami - technicznie nie mam filmowi nic do zarzucenia, ale bitwy (realistyczne i dobrze zrealizowane), ale mi chodzi o to, że obejrzenie wyprało moją psychikę :P
Obrazek
Awatar użytkownika
Vampdey
Katedralny Malkontent
 
Posty: 3946
Rejestracja: sob 16.11.2002 20:34
Lokalizacja: Bełchatów/Łódź

Postautor: Jakub Cieślak » ndz 17.02.2008 13:25

Ostatni Sprawiedliwy to typowy pastisz i do tego bardzo udany. Świetnie się na nim bawiłem. Cóż, może za długi maraton filmowy sobie narzuciłeś i film zatonął w tym biegu. :-)
A co do "36" to tu z kolei ja mam odwrotne odczucia. Kretyński film z kompletnie nielogiczną i jakąś wydumaną historią.
Obrazek
Mistrz Gimli powiada:
Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana.
Awatar użytkownika
Jakub Cieślak
Prefekt
Prefekt
 
Posty: 4010
Rejestracja: czw 12.12.2002 22:24
Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka

Postautor: Tigana » ndz 17.02.2008 15:21

Jakub Cieślak pisze:Ostatni Sprawiedliwy to typowy pastisz i do tego bardzo udany. Świetnie się na nim bawiłem. Cóż, może za długi maraton filmowy sobie narzuciłeś i film zatonął w tym biegu. :-)

Ja tam parodii nie widziałem. jest bodajże 2-3 wersja "Straży przybocznej" Kurosawy i według mnie utrzymana w tonacji serio.
Jakub Cieślak pisze:A co do "36" to tu z kolei ja mam odwrotne odczucia. Kretyński film z kompletnie nielogiczną i jakąś wydumaną historią.

Bardzo fajny film ze świetnymi męskimi rolami. No i klimacik taki słodko-gorzki.
Awatar użytkownika
Tigana
Monarcha
Monarcha
 
Posty: 9463
Rejestracja: pn 19.06.2006 13:09
Lokalizacja: Sosnowiec

Postautor: Usagi » czw 21.02.2008 20:12

1408

Książkę z opowiadaniem, na którego podstawie nakręcono owy film mam, ale w szafce, nie czytaną...jeszcze. Z filmami na podstawie książek Kinga jest problem. Jedne, to filmy naprawdę bardzo dobre - ot, choćby Zielona Mila czy Skazani na Shawshank - można dodać jeszcze Misery, żeby nie było, że tylko Darabont potrafi coś z książek Kinga wycisnąć - inne natomiast, to średnie horrory, a i zupełne miernoty się trafią. Podchodząc do 1408 można spodziewać się zatem wszystkiego. Dodatkowym magnesem (i zarazem wyznacznikiem pewnego standardu) są na pewno nazwiska Samuel L. Jackson (gra niewiele) oraz John Cusack. Cusack'a lubię, choć nie jest to wyjątkowy aktor (najbardziej lubię go w Północ w Ogrodzie Dobra i Zła). I tu pojawia się pierwsza wada. Jakoś mi ten aktor nie pasuje do tej roli. Bardziej nadaje się do lekkich filmów, sensacji z niewielkim komediowym zabarwieniem. Tutaj wypadł dosyć słabo. I nawet nie chodzi o to, że nie pasuje do takiej roli (w końcu nie można aktora wrzucać w jedną przegródkę - vide Jim Carrey), ale po prostu słabo zagrał. Niektóre sceny, te związane przerażeniem bohatera, wypadły kiepsko - aktor chwieje się na nogach, niby to pijany, niby przestraszony. Widać, niestety, że to gra, do tego niewysokich lotów. Fabularnie, całkiem nieźle, jest trochę zaskoczenia, kilka fajnych scen, ale horroru jako takiego bym się w tym nie doszukiwał (no bo, czy ktoś jeszcze podskakiwanie na krześle przy nagłym ataku głośnej muzyki uważa za strach?).
Ogólnie, jak dla mnie, film niezły, choć prawdopodobnie za kilka miesięcy zapomnę, że w ogóle coś takiego oglądałem, ale czasu, który poświęciłem na ten obraz, nie uważam za stracony.
Awatar użytkownika
Usagi
Najemnik
Najemnik
 
Posty: 99
Rejestracja: śr 28.11.2007 13:12
Lokalizacja: \/\//\\/\//\

Postautor: romulus » sob 01.03.2008 23:28

AUGUST RUSH

Bardzo ciepły i optymistyczny film o Muzyce.

11 letni chłopiec w domu dziecka marzy, aby odnaleźli go rodzice, których nigdy nie znał, ale wierzy, że istnieją. I ma dar: słyszy Muzykę. Ucieka z domu dziecka i rusza w podróż, aby odnaleźć rodziców.

On - muzyk w rockowej kapeli. Ona - piękna i utalentowana wiolonczelistka. Spotykają się na jedną noc. A potem rozstają, wbrew sobie na 11 lat. Ale nie potrafią zapomnieć. Owocem spotkania jest dziecko. On o tym nie wie, ona myśli, że je straciła. Do czasu...

Takie filmy trzeba oglądać, gdy za oknem szaleje huragan albo nastrój wisielczy ogarnia. Nie jest to arcydzieło. Ale też nie nuży, nie ocieka tanią ckliwością telewizyjnych bajek dla gospodyń domowych.

Świetna obsada: Jonathan Rhys - Meyers, Kerri Russell (ten uśmiech...), Terrence Howard, Robin Williams. W gruncie rzeczy skromny film, z pozytywnym przesłaniem. W roku triumfu mrocznych filmów braci Coen czy P. Andersona nie mógł zostać zauważony. Szkoda.

Mike, dzięki za film.

10/10 za pozytywny i daleki od banału przekaz.
Don't blink. Don't even blink. Blink and you're dead.
romulus
Lord
Lord
 
Posty: 1606
Rejestracja: śr 29.11.2006 20:11

Postautor: Usagi » czw 06.03.2008 9:27

Wyspa

Pozytywne zaskoczenie. W internecie krążą skrajnie różne opinie na temat tego filmu, w dodatku znajomy wyżalił się jaka to strata czasu, dlatego nic dziwnego, że podchodziłem do filmu z nieufnością. Fabuła, wiadomo, hodowla klonów jako "części zamiennych". Film jednak bardziej poszedł bardziej w akcję, jak to u Baya. Dlatego upadki z 50 (mniej więcej) piętra na siatkę nie wyrządzą krzywdy, nawet klonom. Sporym niedopatrzeniem jest także to, że klony, które żyły x lat (w sumie, to niewiele, ale ich pamięć mówiła co innego) w zamknięciu i zaraz po wydostaniu się na wolność nie potrafiły sobie poradzić (pierwszy kontakt w barze), nagle wykazują się dużą pomysłowością.
Zastanawia mnie też jedna scena - Lincoln Six Echo walczy w jakiejś wirtualnej grze z Jordan Two Delta. Walka wydaje się bezpardonowa (uderzenia głową), szybka, zwinna. Dlaczego zatem przez cały film owe klony nie mogły sobie poradzić z byle ochroniarzem? Ot, choćby z tym pierwszym, który doskoczył do Six Echo podczas ucieczki i wcale nieźle go poturbował.
Film oglądałem późno (co mi się często zdarza) i jako film akcji (bo właśnie w tę stronę poszła fabuła) sprawdza się bardzo dobrze. Pomimo późnej godziny - nie usypia.
Awatar użytkownika
Usagi
Najemnik
Najemnik
 
Posty: 99
Rejestracja: śr 28.11.2007 13:12
Lokalizacja: \/\//\\/\//\

Postautor: Alganothorn » pt 07.03.2008 14:47

Lepiej być nie może

film stary, ale jakoś ostatnio znowu wpadł mi przed oczy...
podejrzewam, że większość osób zna ten film, z resztą pisanie o jego fabule nie ma znaczenia - to nie fabuła jest tu najważniejsza, przynajmniej nie dla mnie;
to film ciepły, inteligentny, dający nadzieję i cieszący widza znakomitym aktorstwem i doskonałym scenariuszem; to film prawdziwy w każdym tego słowa znaczeniu, to wreszcie kopalnia świetnych cytatów (rzecz jasna króluje to Nicholson);
jeden z moich ulubionych filmów, jeśli ktoś nie zna - niech obejrzy na moją odpowiedzialność i w razie czego wezmę zarzuty na klatę
;-)

ocena 9/10

PS.
Usagi pisze:Wyspa
Zastanawia mnie też jedna scena - Lincoln Six Echo walczy w jakiejś wirtualnej grze z Jordan Two Delta. Walka wydaje się bezpardonowa (uderzenia głową), szybka, zwinna. Dlaczego zatem przez cały film owe klony nie mogły sobie poradzić z byle ochroniarzem? Ot, choćby z tym pierwszym, który doskoczył do Six Echo podczas ucieczki i wcale nieźle go poturbował.

Bo żadna gra nie zastąpi rzeczywistości: jeśli przez całe życie wpajano im sposób życia, który nie uwzględniał przemocy (gry stanowiły jedynie formę skanalizowania napięcia), trudno oczekiwać, żeby zastosowanie 'teoretycznych' umiejętności było proste...jakby na to nie patrzeć, jest też kwestia bariery psychicznej: co innego walczyć wirtualnie i mieć świadomość, że nikomu 'tak naprawdę' krzywdy nie zrobisz, co innego w świecie rzeczywistym, co jest bardzo pocieszające, inaczej miłośnicy strzelanek czy GTA stanowiliby spore wyzwanie dla społeczeństwa
;-)
We've all been raised on television to believe that one day we'd all be millionaires, and movie gods, and rock stars. But we won't. And we're slowly learning that fact. And we're very, very pissed off.
Awatar użytkownika
Alganothorn
Monarcha
Monarcha
 
Posty: 5085
Rejestracja: pn 06.01.2003 23:02
Lokalizacja: point of no return

Postautor: Usagi » pt 07.03.2008 15:42

Alganothorn pisze:Lepiej być nie może (...) jeśli ktoś nie zna - niech obejrzy


Podpisuję się pod tym, film rewelacja. Ostatnio był chyba z tydzień temu w telewizji.

Alganothorn pisze:trudno oczekiwać, żeby zastosowanie 'teoretycznych' umiejętności było proste


Ale, żeby nawet się nie bronić, nie unieść ręki? On się niemal położył i dał kopać :) Tym bardziej, że później te klony radziły sobie całkiem nieźle np. z bronią :D
Awatar użytkownika
Usagi
Najemnik
Najemnik
 
Posty: 99
Rejestracja: śr 28.11.2007 13:12
Lokalizacja: \/\//\\/\//\

Postautor: romulus » pt 07.03.2008 16:48

Wrzucam to w dziale FILMY bo nie wiem, gdzie indziej. Ale z uwagi na natężenie gwiazd filmowych przyjmijmy, że to po prostu fajna parodia muzyczno - filmowa. Nie będę o tym pisał, to trzeba zobaczyć. I'm fu*** Matt Damon i I'm fu*** Ben Affleck. Kto widział, ten wie o co chodzi.

Najpierw trzeba obejrzeć to:

http://pl.youtube.com/watch?v=wnVJZkDuVBM

A potem to:

http://pl.youtube.com/watch?v=sIQrBouWR ... re=related

I płakać ze śmiechu. Najlepsza komedia roku.
Don't blink. Don't even blink. Blink and you're dead.
romulus
Lord
Lord
 
Posty: 1606
Rejestracja: śr 29.11.2006 20:11

Postautor: Lord Turkey » pt 07.03.2008 16:54

Dziś na Canal+ zobaczyć można "Labirynt fauna" Guillermo del Toro. Dla tych co jeszcze nie widzieli - naprawdę polecam. Zresztą gdzieś na forum toczyła się dyskusja na temat tej produkcji. Informacja z radia, nie znam dokładnej godziny.
Obrazek
Krzysztof Kozłowski
Lord Turkey
Książę
Książę
 
Posty: 2549
Rejestracja: sob 15.02.2003 12:41
Lokalizacja: Warszawa

Postautor: bejzkik » sob 08.03.2008 1:46

romulus, to bylo ostre. naprawde

Wristcutters A Love Story aka pizza kamikadze

naprawde niezly, cieply ( ;) ) film o samobojcy. nie powiem ani slowa aby nie zdradzac fabuly poza tym ze naprawde warto poswicic na niego chwile

8/10
bejzkik
Lord
Lord
 
Posty: 1581
Rejestracja: sob 10.05.2003 11:27
Lokalizacja: sosnowiec/krakow

Postautor: Vampdey » ndz 16.03.2008 13:45

Ostatnio:

12 małp
Bardzo przyjemny s-f z chyba jedną z lepszych ról Pitta jakie zagrał. Sporo zakoczeń, sporo schizującego klimatu i ogółem fajnie się ogląda. Niestety jak to już jest z filmami z wątkiem podróży w czasie, sporo błędów w fabule.

Nieśmiertelny
Było w GW więc czemu nie kupić? :D Kultowy film - dziś mega-badziewny, za młodych lat oglądało się z wypiekami na twarzy :P. Można obejrzeć dla sentymentu + piosenek Queena ;-).

Pamięć absolutna
Kolejny z kultowych filmów mojej młodości dołączony do GW. Oczywiście wrażenie, które pozostało z młodych lat nie pokrywa się z stanem rzeczy, ale "Pamięć absolutna" to fajny klimat, niezłe efekty i ogólnie przyjemny film sensacyjny. Arnold nieziemsko drewniany, niektóre elementy niezwykle makabryczne, czyli i pośmiać się można :)

Człowiek z blizną
Łojejku, straszna kupa. Spojrzałem na nazwiska: Pacino, De Palma i Stone i spodziewałem się dobrego filmu gangsterskiego. Tymczasem film jest długi i nudny jak flaki z olejem, dialogi są tak naiwne, że z bratem co jakiś czas wybuchaliśmy śmiechem. Sceny akcji są tandetne i sztuczne, zachowania bohaterów irracjonalne.
Jeden z najgorszych filmów jakie ostatnio widziałem i nie mogłem wyjść z zdumienia, gdy się dowiedziałem, że Stone za scenariusz dostał Oskara.

Aha - i w życiu nie kupujcie filmów z Przekrojem. Nie ma napisów, jedynie lektor, którego głos kojarzy mi się z filmami na stacjach pokroju Polonii 1. Może to trochę wpłynęło na mój odbiór "Człowieka z blizną", ale pewnie nie aż tak bardzo. I tak jest to wielki syf....
Obrazek
Awatar użytkownika
Vampdey
Katedralny Malkontent
 
Posty: 3946
Rejestracja: sob 16.11.2002 20:34
Lokalizacja: Bełchatów/Łódź

Postautor: Jakub Cieślak » ndz 16.03.2008 14:13

Ten, kultowy i ogromnie ceniony Człowiek z blizną? :) Hoho, nieźle dokopałeś wysoko ocenianemu filmowi. Może film poddał się próbie czasu. Ja sam bardziej cenię sobie gangsterskiego Pacino w "Życiu Carlita".
Obrazek
Mistrz Gimli powiada:
Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana.
Awatar użytkownika
Jakub Cieślak
Prefekt
Prefekt
 
Posty: 4010
Rejestracja: czw 12.12.2002 22:24
Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka

Postautor: Vampdey » ndz 16.03.2008 14:26

"Życie Carlita" jest naprawdę dobre, zresztą pisałem o nim gdzieś wyżej. Oglądałeś "Człowieka z blizną", czy nie? Nie mogę jednoznacznie wywnioskować po Twoim poście.
Cóż, nie wiem czy tu chodzi o próbę czasu - jest wiele filmów o podobnej tematyce, które w ogóle znamion przemijających lat nie noszą, a "Człowiek..." wygląda jak nieśmieszna parodia kina gangsterskiego.
Obrazek
Awatar użytkownika
Vampdey
Katedralny Malkontent
 
Posty: 3946
Rejestracja: sob 16.11.2002 20:34
Lokalizacja: Bełchatów/Łódź

Postautor: Tigana » ndz 16.03.2008 16:38

Lord Turkey pisze:Dziś na Canal+ zobaczyć można "Labirynt fauna" Guillermo del Toro. Dla tych co jeszcze nie widzieli - naprawdę polecam.

Film świetny, ale wersja z lektorem wiele traci.
Awatar użytkownika
Tigana
Monarcha
Monarcha
 
Posty: 9463
Rejestracja: pn 19.06.2006 13:09
Lokalizacja: Sosnowiec

PoprzedniaNastępna

Wróć do Film

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron