Filmy

Tutaj podyskutujesz o filmach, ludziach i wszystkim, co dotyczy X muzy.

Moderator: Wotan

Postautor: Alganothorn » pn 10.08.2009 7:47

Wrogowie publiczni

Pal sześć recenzje, jak widzę takiego reżysera, obsadę i temat, to i tak pójdę...
...zwłaszcza, że recenzje niespójne, oceny pomiędzy 'solidny/dobry' po 'bardzo dobry' (gorszych i lepszych nie widziałem, ale i recenzji za bardzo nie śledzę)

no nic, człowiek ruszył do kina, zasiadł i czekał...
...czekał...
...czekał...
...film się skończył, a piszący te słowa człowiek ciągle się nie doczekał informacji, o czym był ten film; nie to, że zawsze liczę na krótką informacje z offu od reżysera/dystrybutora/producenta, który powie, że jest to 'barwna opowieść o wrażliwej młodzieży przekraczającej próg dorosłości w niewielkim miasteczku w Midłeście' albo 'efektowna historia najsłynniejszego w mieście złodzieja samochodów, pełna zwrotów akcji i emocjonujących pościgów' - chodzi mi o to, że po obejrzeniu filmu liczę na to, że taką opinie sobie sam wyrobię (a na ogół wyrabiam sobie nawet w trakcie seansu);
tutaj mam duży problem: Mann wielokrotnie pokazał, że potrafi robić kino rozrywkowe z nienachalną głębią: te filmy nie udają, że są kinem moralnego niepokoju, ale też udowadniają, że kino rozrywkowe to nie tylko sieczka operatorska, koszmarne dialogi i wiara w to, że dwa nazwiska w obsadzie i dużo efektów uratują całość;
w tym filmie czegoś zabrakło, dla mnie najbardziej zabrakło opowiedzenia się po którejś stronie: idziemy lżej i rozrywkowo, czy pokażemy przynajmniej elementy diagnozy społeczeństwa tego okresu i zastanowimy się, skąd taki człowiek się wziął i dlaczego miał taki status; z jednej strony są zaznaczane i sugerowane pewne 'głębsze' kwestie (uwaga do człowieka w banku nt. 'jego pieniędzy'), z drugiej głęboka miłość i uwielbienie scen strzelanin i szyte grubymi nićmi uproszczenia...
to największy zarzut do tego filmu, bo poza tym jest bardzo solidnym kinem 'rozrywkowym +', do którego nas Mann przyzwyczaił: wyraziste postaci bardzo dobrze zagrane, świetnie oddane realia, niezła praca operatora i muzyka, która utrzymuje klimat obrazu;
pech chce, że pomimo rosnącej liczby filmów w dorobku reżysera, dla mnie wciąż punktem odniesienia dla jego produkcji będą 'Gorączka' i 'Zakładnik', a ten film żadnemu z nich do pięt nie dorasta...
Warto obejrzeć, ale na rewelacje nie liczcie
;-)

ocena 6,5/10
(być może ze względu na aktorstwo winno być kapkę wyżej, ale całokształt widzę tutaj; mimo wszystko to miłe dla oka '6,5' ;-) )

pozdrawiam
We've all been raised on television to believe that one day we'd all be millionaires, and movie gods, and rock stars. But we won't. And we're slowly learning that fact. And we're very, very pissed off.
Awatar użytkownika
Alganothorn
Monarcha
Monarcha
 
Posty: 5830
Rejestracja: pn 06.01.2003 23:02
Lokalizacja: point of no return

Postautor: Vampdey » czw 20.08.2009 18:19

Też ostatnio widziałem Wrogów publicznych. Też czegoś mi brakowało, ale najbardziej bolała mnie rola Bale'a. Rozumiem, że z założenia miał to być nieustępliwy łowca, a zabrakło mu wszystkiego. Film chyba sprawdzałby się jako pokazanie starcia dwóch charakterów: przestępcy i stróża prawa (mimo że to schemat ponad schematy), tymczasem mam wrażenie, że chciano tak zrobić, ale nie wiedziano co z Bale'owym agentem FBI zrobić. Wygląda dobrze, ale nie robi nic: wydaje komendy żeby działać szybciej, szukać skuteczniej, stoi z zamyśloną miną i składa oświadczenia - zero charyzmy, zero pomysłu na postać. Depp jako Dilinger dominuje film i wyraźnie przechyla szalę sympatii na stronę wyjętych spod prawa.
Film wybitnie rozrywkowy, z fajnym Deppem, z dobrze oddaną atmosferą tamtych lat.

Wróciło się z wczasów, oprócz plażowania obejrzało się stos filmów :)

Aviator
Film Scorsese w jego stylu, którego cholernie lubię, ale najbardziej za jego wybitne gangsterskie filmy. Aviator kręcony jest w każdym razie tak, że można poznać kto bym wszystkim kierował: długi, prawie że epicki film z widoczną dbałością o szczegóły. Można z przyjemnością obejrzeć, ale mocno razi holiłódzkość: przewidywalność i schemat pana z wizją ponadprzeciętnego, ale nierozumianego, który ostatecznie spada nisko. Na duży plus aktorstwo, Blanchett jak zwykle, a DiCaprio nie gorzej. Obejrzeć można bez bólu.

Vidoq
Tajemniczy morderca owiany mgłą magii w Paryżu na tle zbliżającej się rewolucji lipcowej. Film rewelacyjny wizualnie: co prawda niektóre sceny rażą komputerem, ale nastrój, mroczna scenografia itp są rewelacyjne. To, że rzecz się dzieje w Francji tamtych lat, a wszystko jest posypane demoniczną atmosferą i mrokiem przypomina "Braterstwo wilków", ale reszta jest inna i warta zobaczenia. Dalej to bajka, trochę przekombinowana i niewymagająca myślenia, ale uwielbiam tak nakręcone bajki :).

Rzeczy, które robisz w Denver będąc martwym
Wiele słyszałem, wiele osób mi polecało aż dorwałem - chwała stoiskom z filmami z gazet, że takie rzeczy można mieć na własność za kilka złotówek :P. Na początku pomysł mi się wydawał dziwny, a fabuła przekombinowana, ale klimat filmu i pomysł na jego zrobienie są rewelacyjne. Walken i Garcia, których w ogóle bardzo lubię, wypadli dobrze, więc zamierzam niedługo obejrzeć jeszcze raz. Nie wiem, nie czuję się na siłach napisać o nim coś więcej.

Coffee and cigarettes
I tu poległem, a w zasadzie polegliśmy oboje z moją dziewczyną: tego nie dało się obejrzeć. Zachęcały nazwiska, Murray, Blanchett, Buscemi i inni, zachęcał opis: kilkanaście czarno-białych niepowiązanych z sobą epizodów, które przedstawiają rozmowy różnych ludzi przy kawie i papierosach w kawiarni. Opis niezwykle mi się spodobał, fajny pomysł, ale... ale wykonanie jest koszmarne. Epizody są krótkie i zanim zdąży się w nie wczuć, kończą się. Ale to nic, chodzi o dialogi... Są o piciu kawy. Nie śmieszne, nie interesujące, nie życiowe. Dwóch kolesi siedzi i mówi, że fajnie jest pić kawę. Rozciąga się to na cały epizod, następny jest podobny. Liczyłem na dialogi takie, które przypominają coś mocnego zasłyszanego w knajpie z dobrymi znajomymi, coś co sprawia, że filmy Tarantino można słuchać zamiast oglądać a rozmowy dalej wciągają. "C&C" wyłączyliśmy po kilku epizodach.
Obrazek
Awatar użytkownika
Vampdey
Katedralny Malkontent
 
Posty: 4031
Rejestracja: sob 16.11.2002 20:34
Lokalizacja: Bełchatów/Łódź

Postautor: Jakub Cieślak » wt 08.09.2009 7:51

No cóż, ostatnie filmy Manna pokazują zdecydowany spadek formy.
A ja z kolei próbuję na DVD nadrabiać zaległości:
8 części prawdy Taka wybuchowa, strasznie dynamiczna akcja, w której nie do końca wiadomo co i jak się komu poudawało. Na szczęście człowiek za dużo nie ma czasu myśleć, bo film dość szybko się kończy i zrządzeniem losu (co mnie kompletnie rozwaliło) dobry bohater ratuje prezydenta przed złymi terrorystami, którzy mają przewagę na każdym polu. Ot głupotka, w której mamy ładne zdjęcia, strasznie napiętych aktorów (miło zobaczyć Mathew Foxa z "Lostów"- tutaj w nieco odmiennej roli). Fatalny pomysł na postać Withakera. Fatalny! 6/10
Eagle Eye Coś mi podpowiadało, że ten film nie będzie wielki, ale chciałem obejrzeć "Szaję Lebufa" (oryginalna pisownia jakoś nie zachęca mnie do starania się) w innej roli, niż jego ulubiona- znerwicowanego chłopaka uciekającego przed efektami komputerowymi. Niestety, w tym filmie ma podobną rolę, choć efektów mniej, ale historia równie kosmiczna i nierealna. Szaja nawet się stara i widać wyraźnie, że jakieś ambicje ma. Reżyser też miał ambicję pokazać tam techno-thriller o zbuntowanym komputerze. Jednak intryga jest tak wydumana, a "wielki plan", któremu Szaja zostaje przeciwstawiony, tak przekombinowany, że człowiekowi dech zabiera. Poza tym w połowie filmu mamy na tacy podane, kto za co odpowiada i jaka jest intryga, zatem wytrzymanie do końca to tylko kwestia naszej silnej woli. Można oko zawiesić, bo i Szaja fajny, i śilczna Pani Michelle Monaghan, zawsze warto pooglądać Billy'ego Boba Thortona. Do tego naprawdę wartko się wszystko toczy, efekty solidne, muzyka iście dramatyczna (Brian Tyler to kolejne nowe nazwisko, które lubi się ostatnio pokazywać w czołówkach filmów i którego muzykę zaczynam zauważać). Szkoda tylko, że scenarzysta jak zwykle zawalił (zapewne to zemsta za nieudany strajk scenarzystów), a reżyser go nie pogonił. To, że film firmuje swoim nazwiskiem sam Spielberg, niestety nie załatwia wszystkiego. Film jest nieźle zrobiony, pomysł wyjściowy ma duży potencjał, fajni aktorzy, ale reszta przeciętna. 6/10
Obrazek
Mistrz Gimli powiada:
Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana.
Awatar użytkownika
Jakub Cieślak
Prefekt
Prefekt
 
Posty: 5238
Rejestracja: czw 12.12.2002 22:24
Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka

Postautor: Jakub Cieślak » pn 05.10.2009 18:49

W oczekiwaniu na wydania DVD Watchmenów (wciąż sobie pluję w brodę, żem nie polazł do kina, wszyscy pieją z zachwytu) i Walkirię (strasznie mnie ciągnie do tego filmu):
Wojna Charliego Wilsona. Słuchajcie ludziska, wiara człowiekowi wraca. Normalnie jak bum cykoria. Człowiek ogląda i się nie może nadziwić. Amerykanie nakręcili wreszcie porządny, niegłupi i całkiem zabawny film o niebanalnym temacie. Naprawdę byłem w głębokim szoku. Te dialogi! Iskrzą, kipią, człowiek ma naprawdę wielkiego banana na gębie jak ogląda film. Do tego aktorzy z górnej półki, którzy znakomicie czują się na swojej półce. Tom Hanks pyszka, Julka Robertsowa naprawdę efektowna i ciekawa, a jako wisienka na torcie mój ulubiony Philip Seymour Hoffman. Mistrzostwo świata i okolic. Troszkę nie dziwi, że film co najmniej udany- w końcu z ręki Mike'a Nicholsa. Melomanom zaś nakazuję wsłuchać się w doskonałą muzykę Jamesa Newtona Howarda, a poszukiwaczom wręcz poszperać i wysłuchać konkretny utwór- Turning the Tide. Rozwala czachę. Naprawdę dawno nie byłem tak usatysfakcjonowany amerykańskim filmem. Za to osiągnięcie jakże nielubiane przez Vampdey'a 10/10.
Obrazek
Mistrz Gimli powiada:
Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana.
Awatar użytkownika
Jakub Cieślak
Prefekt
Prefekt
 
Posty: 5238
Rejestracja: czw 12.12.2002 22:24
Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka

Postautor: Alganothorn » śr 07.10.2009 20:15

odnośnie 'Wojny CW'
-> rewelacyjne aktorstwo na każdym planie, Roberts na zaskakująco wysokim, Hanks na przewidywalnie wysokim, Hoffman na nieprzyzwoicie wysokim, czym podnosi poprzeczkę i skupia na sobie uwagę w każdej scenie, w której jest obecny; do tego drugi plan, rewelacyjny, tylko pozazdrościć;
-> reżyseria i prowadzenie fabuły bez uciekania się do tanich chwytów i wybierania łatwych rozwiązań - bardzo miłe zaskoczenie, podobnie jak u JC przywraca nadzieję...
-> scenariuszi dialogi znakomite, a sceny ze wspomnianym Hoffmanem do ogladania po kilka razy
bardzo dobry film, więcej niż solidny, pozostaje mieć nadzieję, że będzie takowych więcej

9/10 - dlaczenie nie 9,5 albo 10? bo aktorzy idą swoimi pozami, bo Hoffman jest przewidywalny, bo momentami brakowało świeżości; kino świetne, ale nie zwalające z nóg
:-)

pozdrawiam
We've all been raised on television to believe that one day we'd all be millionaires, and movie gods, and rock stars. But we won't. And we're slowly learning that fact. And we're very, very pissed off.
Awatar użytkownika
Alganothorn
Monarcha
Monarcha
 
Posty: 5830
Rejestracja: pn 06.01.2003 23:02
Lokalizacja: point of no return

Postautor: Vampdey » wt 10.11.2009 16:34

Żołnierze kosmosu 3
Pierwsza część w reżyserii Verhoevena jest jestem z moich ulubionych filmów, z gatunku tych, które się kocha chociaż zna się ich wady. Nawet widząc wady (liczne!) pierwszej części zmagań ludzi z robalami, uważam, że to produkcja na świetnym poziomie, rewelacyjnie realizowana i naprawdę pomyślana.
Często słyszałem negatywne komentarze o częściach następnych, a opinii pozytywnych prawie w ogóle brak - postanowiłem więc, że aby nie niszczyć sobie kultowego obrazu nie sięgne w ogóle. Wczoraj okazało się, że jest okazja do obejrzenia "Starship Troopers 3", złamałem się i pod wpływem impulsu zrobiłem to. I to był wielki błąd.

Mamy Johnny'ego Rico i Caspera van Diena powtórnie w tejże roli. Mamy trwającą wojnę z robalami. Mamy stylizowane na pierwszą część propagandowe wstawki serwowane obywatelom przez federacyjną sieć tv. Mamy w końcu "Dalej małpy, czyżbyście mieli zamiar żyć wiecznie?!". I wszystko to jest do dupy!
Van Dien już w pierwszym filmie był drewnem, ale pasował do roli. Tutaj już nie jest nawet drewnem. A rzucone przez niego powtórnie kultowe hasło "Dalej małpy! (...)" nie wywołuje ani cienia bojowej ekscytacji. Wiąże się z tym problem zasadniczy: co było dobre w jedynce, tutaj zostało paskudnie skopiowane w beznadziejny sposób, a tym samym obdarte z uroku. Jedną z moich ulubionych scen była informacja "Złapano i osądzono mordercę. Winny! Wyrok: śmierć. Egzekucja do obejrzenia o 18:00 na wszystkich kanałach" tutaj jest tak durnie wyeksponowana i powtarzana, że w ogóle nie robi pierwotnego wrażenia. Tak jest z całością propagandowych wstawek: w pierwszej części jeden z najjaśniejszych punktów filmu, złożone były z pomysłowych i wyrazistych scen. Teraz? Miałem ich dość.
Wojna z robalami? Piechota swoje karabiny zamieniła na coś co wygląda jak zabawka, robale z obrzydliwych i co najmniej budzących grozę paskud zrobiły się bardziej plastikowe i sztuczne. W jedynce gdy zaczynała się jatka, to flaki latały na prawo i lewo. Tutaj? Walki w trzecich "Żołnierzach kosmosu" wyglądają sztucznie, no po prostu!

Nie to jest najgorsze. Najgorsze jest to, ze cała historia wygląda, jak majak dziecka. Dziury logiczne, żałosne pomysły, intryga szyta nićmi grubymi jak olinowanie na żaglowcu - kto pisał ten scenariusz? W jedynce była fabuła: Johnny Rico idzie na szkolenie, potem na wojnę, potem się biją, potem, żeby wygrać wojnę szukają robala-mózg. Pięknie prosta, prawda? I taka prosta fabuła się potrafi sprawdzić. Tymczasem "Żołnierze kosmosu 3" mają fabułę wymyśloną przez kogoś, kto wczoraj skończył oglądać "Dragon Balla" i dalej jest pod wrażeniem.

Wydźwięk. O wydźwięku "Żołnierzy kosmosu", pierwszej części, można sporo dyskutować. Militarny, czy antymilitarny? Czy szeroko zastosowana w filmie estetyka nazistowska ma jakiś podtekst? Czy wstawki propagandowe i pokazanie "polityki" nie są ewidentnie dwuznaczne?
W trójce jedyne tego typu rozważania dotyczą zagadnienia "Czy to jest naprawdę tak głupie samo z siebie, czy oni chcieli?". Oczywiście, jedynka była tandetna do potęgi, ale śmiem twierdzić, że to był jedynie zabieg umiejętnego reżysera jakim jest Verhoeven. Tutaj mam wrażenie, że... twórcy byli a). bardzo głupi, b). spełniali oczekiwania najgłupszego targetu amerykańskiego, gdzie dvd z filmem jest hitem.
Oczywiście, jakieś pojedyncze podteksty się da wyłapać - federacja zwalcza wszelką religijność, która jest zbędna ludziom w rozgrywającej się właśnie totalnej wojnie. Różne teksty bohaterów na temat wiary (zarówno postaci wierzących jak i nie) być może miałyby szczątkowy sens, gdyby nie padły w tak żenującym filmie.

Chodzi głównie o to, że legend cholera jasna nie powinno się szargać. "Starship Troopers", mimo że to '97, dla mnie jest legendą i filmem kultowym i poczułem zwykły żal, że skoro "Alien" i "Terminator" (żeby szukać tylko w kinie s-f) doczekały się sequeli o których dyskutuje się, czy nie są lepsze od pierwowzorów, to czemu oni kręcą takie rzeczy jak "ST3"?! Gdzie ustawa to regulująca?!

[b]2/10[b]
Obrazek
Awatar użytkownika
Vampdey
Katedralny Malkontent
 
Posty: 4031
Rejestracja: sob 16.11.2002 20:34
Lokalizacja: Bełchatów/Łódź

-

Postautor: Cyrograf » sob 16.01.2010 19:42

Parnassus

Wybrałam się chyba głównie dla tej plejady gwiazd płci męskiej. Noo, szczególnie Juda Law. Czytałam jeszcze przed seansem recenjze. Z reguły nie były zle więc poszłam....

Hmmm, no cóż wszystko co przeczytałam się sprawdziło. Świetna oprawa wizualna. Imaginarium wprost hipnotyzuje nas swoim pięknem. Spełnienie marzeń, coś niesamowitego. Aż chce się tam trafić, nie ważne za jaką cenę.
Też gra aktorów była niezła. Nie zachwycił mnie Jude, na którego tak długo czekałam, bo pojawił się tylko na moment. Wejscie Johnego Deepa było zaskakujące, ale też po chwili zniknął. Heath Ledger... był jedynie dobry.
Minusy? Trzeba powiedzieć, że film jest o... niczym. Naprawdę. Był to jeden z niewielu momentów, że żałowałam pójścia do kina. Zwyczajnie się nudziłam i nawet w pewnym momencie zastanawiałam się, czy nie wyjść przed zakończeniem, żeby zdażyć na autobus. Ale obejrzałam do końca. Z trudem.

Film oceniam na 4/10. Nie wiem, może zbyt srogo, ale w końcu pomysł jest najważniejszy. Tu widac był, ale problem pojawił się przy jego realizacji. Brak jakiegoś, nie wiem, zwyczajnego zainteresowania widza. Można przeczytać tytuł filmu "Dr. Parnassus: Człowiek, który oszukał Diabła" i tak naprawdę wiemy jak się skończy. Krótki opis zastąpi nam seans w kinie.
You once said I lied to you? I still believe I was right! No matter where you are, whatever adversities you face, as long as you've got your life, something good is bound to happen. Something so totally awesome that would make up for all the bad stuff.
Awatar użytkownika
Cyrograf
Wojownik
Wojownik
 
Posty: 175
Rejestracja: pn 07.05.2007 16:07
Lokalizacja: Opole / Jełowa

Postautor: Vampdey » wt 26.01.2010 21:56

Słaby punkt
Hopkins jako milioner (przy tym osoba o nadprzeciętnym intelekcie), który zabija zdradliwą żonę. Jak wypływa w trakcie filmu, bo zabójstwo jest tu niemal elementem startowym dla akcji, zaplanował to od początku do końca.
Mam wrażenie, że scenariusz został napisany dla Hopkinsa - główny bohater to dziadziowaty Lecter - obdarty z potworności, bo kanibalem i seryjnym mordercą nie jest, ale również jest diabelsko inteligentny, cyniczny, przenikliwy i zdolny do wielu rzeczy. I choć film to ot zwykła sensacja/kryminał, dla tego Hopkinsa jeszcze raz obejrzę za jakiś czas. ;)

3:10 do Yumy
Western, a nawet remake westernu. Legendarny bandyta - szarmancki luzak biorący to, na co ma ochotę (Crowe) i eskortujący go do pociągu więziennego ubogi farmer, któremu życie dokopało w każdy możliwy sposób (Bale). Choć fabuła miewa dziury jak kratery na księżycu, ze względu na emocje i grę wyżej wymienionego duetu film mnie porwał.

Operacja świt
Kolejna opowieść o panu, który z nieziemską determinacją ucieka z obozu jenieckiego, tym razem w Laos na początku wojny w Wietnamie. W sumie solidne pod względem psychologicznym i emocjonalnym, ale chyba można sobie odpuścić, bo o panach uciekających z obozów jenieckich filmów było sto na podobnych i lepszych poziomach. A i Bale w roli głównej nie tak dobry jak ostatnio go widywałem.

King Kong
Wersja najnowsza Petera Jacksona. Trochę się naczytałem o widocznej w filmie pasji i wielkiej jacksonowej radości z kręcenia, ale... to dalej cholernie przydługi tandetny film opierający się na solidnych efektach specjalnych. A jak film opiera się na efektach specjalnych i trwa trzy godziny, to trudno wysiedzieć. A przy okazji nie wiedziałem co Jackson chciał nakręcić, bo najróżniejsze wątki i nastroje się tu zmieniają w kalejdoskopie i co najgorsze, nie wiem czy wina nieumiejętności czy efekt zamierzony.
Ostatnio zmieniony wt 26.01.2010 22:12 przez Vampdey, łącznie zmieniany 3 razy
Obrazek
Awatar użytkownika
Vampdey
Katedralny Malkontent
 
Posty: 4031
Rejestracja: sob 16.11.2002 20:34
Lokalizacja: Bełchatów/Łódź

Postautor: Tigana » wt 26.01.2010 22:01

Vampdey pisze: A przy okazji nie wiedziałem co Jackson chciał nakręcić, bo najróżniejsze wątki i nastroje się tu zmieniają w kalejdoskopie i co najgorsze, nie wiem czy wina nieumiejętności czy efekt zamierzony.

Ponoć jest jeszcze dłuższa o godzinę wersja reżyserska, dzięki której film dużo zyskuje. Kilka wątków np młodego marynarza dopiero tam znajduje rozwiązanie. Ponoć... A tak w ogóle to film mi się bardzo podobał.
"Z gustami literackimi jest po trosze jak z miłością: zdumiewa nas, co też to inni wybierają"
Andre Maurois
Awatar użytkownika
Tigana
Monarcha
Monarcha
 
Posty: 9078
Rejestracja: pn 19.06.2006 13:09
Lokalizacja: Sosnowiec

Postautor: Otorek » wt 26.01.2010 22:34

Przychylę się do zdania Tigany, co prawda oglądałem KK dawno temu, ale pamiętam, że film zrobił na mnie pozytywne wrażenie szczególnie jeśli chodzi o efekty i samą realizację. Co do samej fabuły czy nastroju to nie wiem czy jest sens je w ogóle rozpatrywać w końcu to film w którym fabuła jest tak skandalicznie banalna i prosta, że aż trudno czegokolwiek od niej wymagać ^^ (nie twierdze, że to źle, pamiętajmy, że to jest kino a nie teatr :>)
Festina Lente
Awatar użytkownika
Otorek
Książę
Książę
 
Posty: 2292
Rejestracja: pn 07.04.2003 10:16
Lokalizacja: Świnoujście

-

Postautor: Cyrograf » ndz 31.01.2010 11:52

Hanami - kwiat wiśni

Jakis czas temu do Newsweeka dołączano film "Hanami - kwai wiśni". Musze się przyznajć, że kupiłam film głównie ze względu na motyw związany z Japonią. A o czym był film, no cóż, to już zeszło na dalszy plan.

Długo zabierałam się by wreszcie włożyć płytę do stacji DVD. No, lecz gdy pewnego dnia nie było co robić, pomyślałam czemu nie?
Nie wiem jak streścić fabułę i nie wiem też czy jest to nawet wykonalne. Napiszę to, co zamieścili sami wydawcy filmu. "

Rudi, główny bohater filmu prowadzi bezpieczne i poukładane życie. Nie lubi przygód i zmian. Z żoną wychowali trójkę dzieci, które rozpierzchły się po świecie. Przełomowym momentem w życiu bohatera staję się śmierć Trudi, kobiety, z którą spędził kilkadziesiąt lat. Dopiero po jej smierci zdaję sobie sprawę z tego jak bardzo ją kochał i jednocześnie jak mało dbał o realizację jej marzeń, rozumienie jej tęsknot a przede wszystkim największej - podróży do Kraju Kwitnącej Wiśni

Musze przyznać, że był to jeden z nielicznych filmów, gdzie naprawde przywiązałam się do postaci. Czułam razem z nimi smutek i radość. Szczególnie Rudi zasługuje na uwagę i jego historia, w której próbuję pogodzić się ze śmiercią żony.
Film jest bradzo smutny. Bardzo. Była to taka odskocznia od ostatnich komercji jakie oglądałam. Tak wielka i nagła, że chyba drugi raz w życiu autentycznie płakałam podczas oglądania.
Prosty film, jednak jesden z piękniejszych, jakie ostatnio udało mi się zobaczyć.
8,5/10
Polecam wszystkim. Może pomoże to trochę zmienić nasze nastawienie do życią? Choć troszkę?
You once said I lied to you? I still believe I was right! No matter where you are, whatever adversities you face, as long as you've got your life, something good is bound to happen. Something so totally awesome that would make up for all the bad stuff.
Awatar użytkownika
Cyrograf
Wojownik
Wojownik
 
Posty: 175
Rejestracja: pn 07.05.2007 16:07
Lokalizacja: Opole / Jełowa

Postautor: Vampdey » czw 11.02.2010 23:40

Uczę się do egzaminu, jak cholera.

American Psycho
Rewelacyjny film - Christian Bale jako Patrick Bateman, yuppie do kwadratu. Dążenie do doskonałości na pokaz, od wyglądu wygenerowanego tysiącem kosmetyków i ćwiczeniami, przez wystudiowane pełne patosu gadki, do skrajnego luksusu i wyrafinowania w posiadanych rzeczach materialnych. A przy tym, świetnie przez aktora oddana pustka emocjonalna i wewnętrzna. Dążenie Batemana do zrobienia z siebie absolutnego naj doprowadza wycieńcza go psychicznie, aż zaczyna odreagowywać mordując. Coraz częściej i coraz efektowniej, za dnia dalej będąc przykładnym panem w garniturze.
Momentami satyrycznie-komediowo, miejscami makabrycznie, ogółem film bardzo mi się podobał.

Urodzeni mordercy
Od cholery dużo o tym filmie słyszałem, znajomi polecali, aż obejrzałem... ledwo co wytrzymując do końca.
Fajny materiał na film, treść (czyli dwóch opowieść o zakochanej parze, która urządza sobie krwawy rajd przez Amerykę mordując co popadnie) mogłaby się sprawdzić jako dobry tarantinowski obraz, zwłaszcza, że wątek dziennikarza mógł być świetny. Tarantino swoją drogą autorem scenariusza jest, choć ponoć go mocno przerobiono. Problemem jest forma - film przypomina narkotyczny odjazd i o ile kilka takich scen dałoby radę, to oglądanie dwóch godzin bełkotu (dziwne obrazy, dziwne wstawki, namieszanie z poplątaniem, zwidy i majaki) mnie wymęczyło. Jak to nazwać? Bogate środki wyrazu? Wchrzanienie obrazka z rosnącym kwiatkiem pomiędzy normalne sceny to dla mnie bełkot, ot.

Excalibur
Chciałem sobie przypomnieć jeden z ulubionych filmów fantasy z dzieciństwa i oczywiście trochę popsułem sobie wspomnienia :D. Ale mimo to w tym filmie jest coś magicznego i mistycznego, czego nie kojarzę z żadnego innego filmu. Pewnie osoby bez sentymentu z dzieciństwa "Excalibur" oceniły by dużo surowiej, dla mnie to najlepszy obraz o Arturze i rycerzach okrągłego stołu jaki kojarzę.
Obrazek
Awatar użytkownika
Vampdey
Katedralny Malkontent
 
Posty: 4031
Rejestracja: sob 16.11.2002 20:34
Lokalizacja: Bełchatów/Łódź

Postautor: Shadowmage » pn 08.03.2010 8:05

Byłem na "Wilkołaku".... To jest dopiero kaszana pierwszej wody. Kilka ładnych kadrów, kilka udanych scen, ale większość powoduje kliniczne ziewanie. Nie polecam.
(więcej napisałem tutaj).
Każdy czytelnik ma takiego diabła, na jakiego zasłużył.
Arturo Perez-Reverte, "Klub Dumas"
Awatar użytkownika
Shadowmage
Cesarz
Cesarz
 
Posty: 17967
Rejestracja: ndz 06.10.2002 15:34
Lokalizacja: Wawa/Piaseczno

Postautor: Lord Turkey » pn 08.03.2010 11:12

Liban (reż. Samuel Maoz)

Chciałem zobaczyć coś innego niż zwykle, mniej efektów, więcej treści. Stąd wizyta w kinie studyjnym i film "Liban". Opowiada on historię jednej misji bojowej z pierwszego dnia izraelsko-libańskiego konfliktu z 1982 r. Bohaterami jest czwórka czołgistów, cechami szczególnymi filmu kamera, która praktycznie nie wychodzi poza wnętrze czołgu i mocne wrażenia, rzeczywiste napięcie, jakie udziela się widzowi. Twórcom udało się stworzyć nić zaangażowania po stronie oglądającego i nie tyle sympatii, co raczej empatii wobec bohaterów. Kino antywojenne, poza kilkoma scenami raczej "niefilmowe" i prawdziwe. Bez moralizowania, bez wielkich refleksji - ale po pojawieniu się napisów ludzie nadal siedzą i nikt się nie odzywa. To też robi wrażenie. Kilka scen to arcydzieło kina. Biorąc wszystko pod uwagę - jeżeli macie odpowiedni nastrój i nie chcecie oglądać standardowej papki - warto obejrzeć.
Obrazek
Krzysztof Kozłowski
Lord Turkey
Książę
Książę
 
Posty: 2960
Rejestracja: sob 15.02.2003 12:41
Lokalizacja: Warszawa

Postautor: Jakub Cieślak » wt 31.08.2010 7:21

Predatorzy
Trudno było mi się oprzeć pokusie konfrontacji z bohaterem z mojego dzieciństwa. Zdarza mi się od czasu do czasu wracać do części pierwszej z pięknym młodym Arnim, drugą też lubię, choć okazji do powtórek mam mniej. AvP odrzucam jako rzecz kompletnie nie mającą wspólnych cech z serią o wielkim łowcy (gdzie sam łowca jest tylko jakimś dodatkiem do scenerii). Z rosnącym entuzjazmem śledziłem przygotowania i produkcję nowego Predka (Predków). Osoba Rodrigeza zwiastowała uszanowanie reguł gatunku, Nimrod Antal nie budził zastrzeżeń (dobry europejski reżyser, który poszedł na etat do holyłudu). Do tego zaskakująca obsada - z kapitalnym Brodym jako głównym twardzielem. Brody już nie raz pokazał, że potrafi odnajdywać się w różnych gatunkach i potrafi zaskoczyć swoją kreacją (polecam zwłaszcza kapitalny Hollywoodland). Tutaj wpasował się idealnie. Nie mniej twardy niż Szwarcrentgen, choć klata mniej imponująca - miną nadrabia wszystko. Fajne i zaskakujące epizody Trejo i misiowatego Fishburne'a. Reszta obsady dopasowana, choć nie wybijająca się ze swojego trzeciego planu (nawet Grace w roli doktorka nie unosi się ponad swoje możliwości). Troszkę szkoda Predatorów, którzy w tym filmie jakby zostali rozmienieni na drobne. Ilość zastępuje jakość. Biegają po ziemi, nie zaskakują, nie czarują swoimi gadżetami, leją się między sobą. Są bardziej tłem niż pełnoprawnymi bohaterami (choć wyraźnie wysiłki twórców szły w innym kierunku). Trochę ich szkoda. Reszta co najmniej poprawna. Potrawka smaczna, mogę zgłosić się po dokładkę, której można się rychło spodziewać.
Obrazek
Mistrz Gimli powiada:
Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana.
Awatar użytkownika
Jakub Cieślak
Prefekt
Prefekt
 
Posty: 5238
Rejestracja: czw 12.12.2002 22:24
Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka

Postautor: muad » pn 20.09.2010 12:20

Wczoraj oglądałem Czwarty stopień (The Fourth Kind) z Millą Jovovich, całkiem fajny filma s-f a może wcale nie s-f. Orientuje się ktoś czy te "archiwalne" filmiki są autentyczne? Czy po prostu jest to wyobraźnia scenarzysty. Z napisów końcowych i początkowych też wynika, że historia jest oparta na faktach - ale jakie były fakty?


A tak przy okazji bardzo polecam w sumie mało znany film z A. Hopkinsem The World's Fastest Indian - niesamowity film.
muad
Wędrowiec
Wędrowiec
 
Posty: 43
Rejestracja: pn 02.08.2010 14:56

Postautor: Jakub Cieślak » pn 20.09.2010 13:09

Orientuje się ktoś czy te "archiwalne" filmiki są autentyczne? Czy po prostu jest to wyobraźnia scenarzysty. Z napisów końcowych i początkowych też wynika, że historia jest oparta na faktach - ale jakie były fakty?

Trzy kliknięcia po sieci i wiesz wszystko bez pytania:
http://www.stopklatka.pl/film/film.asp? ... ja&ri=7406
Kolejne "Archiwum X" na podstawie "faktów". Takie fakty są pożywieniem Internetu.
Obrazek
Mistrz Gimli powiada:
Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana.
Awatar użytkownika
Jakub Cieślak
Prefekt
Prefekt
 
Posty: 5238
Rejestracja: czw 12.12.2002 22:24
Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka

-

Postautor: Cyrograf » ndz 26.09.2010 14:29

Ponyo
Nowa produkcja ze studia Ghilbi emitowana ostatnio na canal+. Nie można było przegapić.

Film opowiada historię chłopca i pewnej rybki oraz ich niesamowitej przygody. Wiem, że jest to pozycja raczej dla dzieci, ale nie mogłam nie skusić się na coś lekkiego. I było warto.
Zdaję mi się, że oprócz szczypty ekologicznego przesłania, można podziwiać dzieci. Oh tak. Ich niewinność, otwartośc i jeszcze nie "skażone" umysły przez reguły dorosłych, i pojmowanie normalności i obowiązków. I prostotę i uśmiechy. Eh, coś pięknego. Niezwykle lekka historia a do tego cała rysowana (maloana) ręcznie. Duże brawa! Jak dla mnie to 10/10 XD.
You once said I lied to you? I still believe I was right! No matter where you are, whatever adversities you face, as long as you've got your life, something good is bound to happen. Something so totally awesome that would make up for all the bad stuff.
Awatar użytkownika
Cyrograf
Wojownik
Wojownik
 
Posty: 175
Rejestracja: pn 07.05.2007 16:07
Lokalizacja: Opole / Jełowa

Postautor: Jakub Cieślak » wt 07.12.2010 8:05

Agora
Bardziej pochwała Google Earth niż jakaś wciągająca historia o trudnych, baaardzo ciekawych czasach. O to mamy w Aleksandrii rozwijające się chrześcijaństwo, a oprócz tego dwie potężne siły religijne trwające, wydawałoby się, od zawsze. Na poligonie tych jakże chętnie ścierających się sił znajduje się też legendarna Biblioteka Aleksandryjska, w której miały być zgromadzone wszystkie najważniejsze utracone dzieła z naszej dalekiej przeszłości. Dalszą historię znacie. Biblioteka idzie z dymem, religie się tłuką ze sobą, po każdej stronie są kłamcy, ludzie pragnący władzy, ślepi ekstremiści i jak trzeba komuś przywalić, nagle dobre intencje są chowane do kieszeni - nikt nie pamięta, że podstawą każdej prawie religii jest miłość, potrzeba wybaczania i rozumienia drugiego bliźniego. Czyli nasza codzienność. Widać wyraźnie, że reżyser nie jest fanem ludzi zbyt oddanych kwestiom religijnym. Za to jest fanem Google Eartha...
O ile zgadzam się z opinią reżysera, o tyle uważam, że film ma za dużo bohaterów i wątków, którymi reżyser wydaje się być kompletnie niezainteresowany. Ogląda się to bez napięcia.
5/10
Obrazek
Mistrz Gimli powiada:
Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana.
Awatar użytkownika
Jakub Cieślak
Prefekt
Prefekt
 
Posty: 5238
Rejestracja: czw 12.12.2002 22:24
Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka

-

Postautor: Cyrograf » śr 15.12.2010 16:07

"Fanboys"
Ostatnio emitowany na canal +. Opowiada historię grupy przyjaciół, fanów Star Wars i ich przygodzie.
Film nie jest jakoś specjalnie ambitny, czy niesamowity. Jednak pokochałam go. Za prostotę, wyważoną akcje, humor i sceny dmamatu. Wszystko jakoś ze sobą współgra i na moment nie nudzi. Może trochę przywiązałam się do bohaterów - są tak samo zwariowani jak ja na punkcie anime i mangi. Nie uważam za dziwne ich wiedzy na temat najdrobiejszych szczegółów w Gwiezdnych Wojnach. Ani ich przywiązana do tej produkcji. Rozmumien i dobrze wiem, że tacy ludzie wcale nie są zwariowani czy antyspołeczni. Są na swój sposób fantastyczni. I ten film to właśnie pokazuje, że takie świry też są normalni XD.
You once said I lied to you? I still believe I was right! No matter where you are, whatever adversities you face, as long as you've got your life, something good is bound to happen. Something so totally awesome that would make up for all the bad stuff.
Awatar użytkownika
Cyrograf
Wojownik
Wojownik
 
Posty: 175
Rejestracja: pn 07.05.2007 16:07
Lokalizacja: Opole / Jełowa

Postautor: Azirafal » pn 03.01.2011 13:24

Cela 211

Bardzo ciekawy, bardzo mocny film hiszpański. O więzieniu, o miłości, o sprycie, przeżyciu i walce o swoje. O przyjaźni. W pewnej też mierze o polityce.

Młody chłopak zaczynać ma pracę jako strażnik w więzieniu, przychodzi dzień wcześniej "obejrzeć więzienie i dać się prowadzić". W trakcie obchodu wybuchają zamieszki, a chłopak udaje więźnia aby przeżyć i wydostać się z piekła... W skrócie.

Bardzo dobre aktorstwo, ciekawe postaci, świetny wątek głównego bohatera. Trochę przesady tu i tam, niepotrzebny (choć z punktu widzenia rozwoju bohatera, czy samej fabuły nawet - jednak potrzebny) wątek żoby bohatera...

Ocena: Ogólnie, mocne 8/10

To obejrzałem przypadkiem, bo dziewczyna akurat na płycie miała, a ostatnich trzech wypraw do kina najlepiej nie wspominam niestety (Entangled, Harry Potter 7.1 oraz, szczególnie mnie boląca porażka, Opowieści z Narnii 3 :( ). Ale o tych trzech może kiedy indziej :?
If you don't stand for something you'll fall for anything.
Awatar użytkownika
Azirafal
Arcypryk
 
Posty: 2138
Rejestracja: wt 07.01.2003 15:33
Lokalizacja: Warszawa

Postautor: majka22 » śr 26.01.2011 16:20

Rowniez nie moge zrozumiec zachwytu nad Opowiescia z Narnii :P jak dla mnie porazka ... Nie wiem, moze przeoczylam ale nie widzialam info o Social Network, jak wam sie podobala realizacja, jak na moje ciekawe, dobra obsada ... Za to o Turyscie sa przerozne opinie... glownie negatywne choc kolezanka byla na tym ostatnio i zachwalala ...
majka22
Pustelnik
Pustelnik
 
Posty: 14
Rejestracja: śr 26.01.2011 16:10

Postautor: Lord Turkey » sob 30.04.2011 8:25

Thor

Byłem w dniu premiery - spodziewałem się rozrywkowego Hollywoodu, przeniesionego klimatu komiksów (tego czegoś, co czuć było w "Sin City" czy "300") i interesującej wizji Asgardu. I muszę przyznać, że się nie zawiodłem. Film to klasyczne kino rozrywkowe, odmienność komiksowa jest delikatnej natury i sprowadza się w zasadzie do kreacji typu heroicznego bohatera. Przedstawienie Asgardu i Bifrostu (tęczowego mostu łączącego różne światy z Asgardem) robi wrażenie - wojownicy Asgardu czy strażnik przejścia to napakowani, zdyscyplinowani wojownicy w zgrabnych pancerzach.

Chociaż żaden z występujących w filmie aktorów tak naprawdę się nie wykazał, to wspomniana już kreacja Thora jest taka, jakiej oczekiwałem. Mamy do czynienia z butnym, rwącym się do epickiej walki bohaterem. Szara ziemska rzeczywistość temperuje go aż miło... Portman zupełnie zniknęła w tym filmie, podobnie Hopkins. Hiddleston grający Lokiego też więcej zawdzięcza kreacji swojego bohatera niż własnym umiejętnościom.

Film z pewnością wyleci każdemu z głowy jeszcze przed kolejną wizytą w kinie, ale jako interesująca rozrywka na wieczór sprawdza się całkiem nieźle. Dla kreacji Thora, Lokiego i Heimdalla, wizji Asgardu oraz może łatwej do przewidzenia, ale i tak interesującej intrygi - warto film obejrzeć. Same efekty 3D nie powalają, są raczej mało znaczącym dodatkiem - ale też nie wadzą.

Jeszcze o reżyserze - Kenneth Branagh nie zapisał się jakimiś niesamowitymi osiągnięciami w historii kina (choć "Frankenstein" czy kilka filmów historycznych, w których często sam grał główne role zasługują na uwagę) - dla mnie jednak jest to reżyser naprawdę interesującego, innego niż zwykła kinowa sieczka pokroju "Thora", filmu "Pojedynek" z 2007 r. I ten właśnie film pozostanie póki co moim faworytem wśród filmografii Branagh'a.
Obrazek
Krzysztof Kozłowski
Lord Turkey
Książę
Książę
 
Posty: 2960
Rejestracja: sob 15.02.2003 12:41
Lokalizacja: Warszawa

Postautor: Jakub Cieślak » sob 30.04.2011 14:36

No i Indyku, mowa jest o Branaghu, który jest przede wszystkim uznanym szekspirologiem i ma na koncie kilka znakomitych dokonań właśnie na tym polu. Stąd byłem wprost trzaśnięty piorunem jak usłyszałem, że Branagh bierze się za komiks. Widać było, że ostatnio nie idzie mu najlepiej i leci prosto w dół. Myślałem, że "Thor" będzie gwoździem do trumny, mam nadzieję, że tak nie będzie.
Ja za to obejrzałem "Salt" z Andżeliną Żoli i Danielem Olbrychskim. Daniel ciacha dziarsko, gada po rusku i angielsku swoim głosem (może część z Was pamięta małą aferę spowodowaną zwiastunem tego filmu, gdzie Daniel był okropnie zdabingowany). Andżelina wygląda dobrze, gra jak to ona - czyli bardziej nie gra, za to biega idiotycznie (takie kreskówkowe machanie łapkami do góry). Film ogólnie jest pomrocznością jasną, fabuła taka, że czacha dymi, absurd ściga się z bezsensem. Nie wiem, co tu robi Philip Noyce (dwie doskonałe ekranizacje Toma Clancy'ego: "Czas Patriotów" i "Stan Zagrożenia", kilka jeszcze fajnych sensacji). Chyba właśnie dorabia na emeryturę. Rany boskie...
Obrazek
Mistrz Gimli powiada:
Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana.
Awatar użytkownika
Jakub Cieślak
Prefekt
Prefekt
 
Posty: 5238
Rejestracja: czw 12.12.2002 22:24
Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka

Postautor: Lord Turkey » wt 03.05.2011 0:58

Nie miałem okazji zetknąć się z Branaghem szekspirologiem, dlatego też film po prostu obejrzałem, nie zastanawiając się nad jego znaczeniem na tle dotychczasowego dorobku reżysera. O "aferze" z Olbrychskim słyszałem, za to nie wiedziałem, że w filmie można było jednak usłyszeć jego własny głos. Dobrze wiedzieć. U mnie ostatnio duża ochota na oglądanie filmów i seriali, a mniejsza na sprawy naukowe, więc poniżej kolejna porcja wrażeń.

Maczeta
reż. Ethan Maniquis, Robert Rodriguez

Film będący ewidentną parodią produkcji tego typu i chyba tylko dlatego wystąpiły w nim takie gwiazdy jak Robert De Niro czy Steven Seagal. Miło patrzy się też na piękne kobiety pokroju Jessici Alby czy coraz popularniejszej Michelle Rodriguez. Patrzy się miło, ale żaden z aktorów (może poza De Niro) nie starał się za bardzo - film to parodystyczne kino akcji, gdzie leje się morze krwi, a z ust bohaterów padają typowe "gadki twardzieli". Mimo to pozytywnie zaskoczyła mnie fabuła, która jest jaka jest - ale jest. Kilka scen jest naprawdę rozbrajających, a całość przy odpowiednim nastawieniu choć głupawa daje radę. Trochę dystansu i można śmiało oglądać.
Obrazek
Krzysztof Kozłowski
Lord Turkey
Książę
Książę
 
Posty: 2960
Rejestracja: sob 15.02.2003 12:41
Lokalizacja: Warszawa

Postautor: Lord Turkey » śr 30.11.2011 13:43

Sunset Limited
reż. Tommy Lee Jones, 2011
scenarzysta Cormac McCarthy

Film, w którym występuje dwóch wyśmienitych aktorów (Tommy Lee Jones i Samuel L. Jackson), na podstawie scenariusza McCarthego. Fabułę można streścić w dwóch zdaniach - dwóch mężczyzn wdaje się w rozmowy o życiu, śmierci, prawdzie i Bogu, którym towarzyszy szczególny kontekst. Mianowicie jeden ratuje drugiego przed samobójstwem i właśnie ten rozpaczliwy krok zgorzkniałego człowieka sukcesu staje się punktem wyjścia dla naprawdę błyskotliwych, mrocznych, a kiedy indziej pełnych nadziei refleksji dwójki bohaterów. Całość z powodu niewielkiej obsady, ograniczonego do jednego pokoju planu zdjęciowego i wysokiej gry aktorskiej bardziej przypomina sztukę teatralną niż film. Muzyka wyśmienicie buduje nastrój, a scenariusz pozwala wręcz wychwycić przejście kolejnych aktów, aż do opadnięcia kurtyny. Polecam każdemu spragnionemu dobrego kina z przekazem.

Cela 211
reż. Daniel Monzon, 2009

Bardzo poruszające, hiszpańskie kino. Film z początku zdaje się opowiadać znaną historię buntu w więzieniu i strażnika, który zamknięty wraz z więźniami musi jakoś przetrwać. Jednak fabuła rozwija się w sposób nieprzewidywalny i z każdym kwadransem film zyskuje na dramatyczności, dosłownie wciska w fotel. To brutalne, bardzo poruszające kino, które pozostaje w pamięci na dłużej. Dla wszystkich lubiących bohaterów z krwi i kości, wiarygodnych psychologicznie, oraz dobre historie. Zakończenie zaskakuje nie tylko widza, ale nawet postacie filmu.
Obrazek
Krzysztof Kozłowski
Lord Turkey
Książę
Książę
 
Posty: 2960
Rejestracja: sob 15.02.2003 12:41
Lokalizacja: Warszawa

Postautor: Lord Turkey » sob 03.12.2011 2:13

Legion
reż. Scott Charles Stewart, 2009

Mocno średni film, będący współczesną interpretacją wątków biblijnych dotyczących potopu i nadziei, jaką ludzkość może upatrywać jedynie w świętej rodzinie. Dużo akcji, proste postaci, naiwne dialogi, sztuczne i ckliwe momenty, a do tego co i rusz trafiają się mielizny wywołujące ziewanie. Biblia posłużyła jedynie za pretekst do prostej rozwałki. Pochwalić mogę jedynie początek, który jest dość zaskakujący i z pewnością efektowny, oraz pojedyncze sceny z reszty filmu. Generalnie - nie polecam.
Obrazek
Krzysztof Kozłowski
Lord Turkey
Książę
Książę
 
Posty: 2960
Rejestracja: sob 15.02.2003 12:41
Lokalizacja: Warszawa

Postautor: Tigana » ndz 15.01.2012 16:03

"Dziewczyna z tatuażem"

Osoby oczekujące "Siedem bis" będą rozczarowane. Wydaje mi się, że Fincher za bardzo trzymał się książki i gdzieś przepadł jego własny styl, nerw. Owszem reżyser zrobił cięcia i nieco zmienił fabułę (rozwiązanie sprawy Harriet), ale akurat to wyszło filmowi na zdrowie.
Najbardziej ucierpiał wątek kluczowy czyli związek Mikaele i Liz - w filmie nie ma pomiędzy nimi chemii, a ich znajomość trwa bardzo krótko. Jedno, dwa spotkania i od razu do łózka. Stad też końcówka filmu wpada nieprzekonywująco. Dużo pisało się o interwencji wytwórni, że kazali skrócić film o pół godziny - być może to tłumaczy wspomniane wyżej braki. Pod względem aktorskim dobrze wypada Craige, za to Liz jest ciut za grzeczna. Inni aktorzy poza Plummerem nie mają za dużo do zagrania. Na pochwałę zasługuje ścieżka dźwiękowa, zdjęcia, kilka scen (katownia mordercy), ale całość mnie nie przekonała. I tak się tylko zastanawiam - jeśli najlepsza część trylogii stała się przeciętnym filmem to jaki sens ma filmowanie kolejnych, dużo słabszych książek?
"Z gustami literackimi jest po trosze jak z miłością: zdumiewa nas, co też to inni wybierają"
Andre Maurois
Awatar użytkownika
Tigana
Monarcha
Monarcha
 
Posty: 9078
Rejestracja: pn 19.06.2006 13:09
Lokalizacja: Sosnowiec

Postautor: Shadowmage » wt 03.07.2012 19:01

A wiesz, że mi się ten film podobał i przez niego sięgnąłem po Larssona? W dodatku, chociaż to już kwestia kolejności, podobał mi się bardziej od ksiażki. Relacja między Liv a Mikaelem wydaje się skondensowana, gdy w książce jest rozwodniona. W sumie ciekawe jak różnie odebraliśmy to samo.

A tak poza tym to na fali zapowiedzi drugiej części "Taken" zabrałem się za obejrzenie jedynki. Przyzwoity thriller, w którym dzielny bohater mierzy się z dziesiątkami przeciwników. Ot, taka współcześniejsza wersja filmów z Seagalem. Mozna obejrzeć.
Każdy czytelnik ma takiego diabła, na jakiego zasłużył.
Arturo Perez-Reverte, "Klub Dumas"
Awatar użytkownika
Shadowmage
Cesarz
Cesarz
 
Posty: 17967
Rejestracja: ndz 06.10.2002 15:34
Lokalizacja: Wawa/Piaseczno

Postautor: muad » pn 06.08.2012 10:52

Jak dla mnie książki Larssona były dużo lepsze niż film (szwedzki, angielskiej wersji nie widziałem).

Polecić z kolei mogę Warrior, film o walkach w stylu MMA.
muad
Wędrowiec
Wędrowiec
 
Posty: 43
Rejestracja: pn 02.08.2010 14:56

Re: Filmy

Postautor: Fidel-F2 » sob 08.10.2016 11:30

Pan Turner / Mr. Turner
Film biograficzny, przedstawiający mniej więcej drugą połowę życia Williama Turnera, angielskiego malarza, głównie pejzażysty. Rewelacja pod każdym względem. Wizualnie cudny, cytujący kadry z obrazów, nawiązujący do sposobu widzenia świata przedstawionego w dziełach Turnera, drobiazgowo dopracowany scenograficznie, również pod względem kostiumów, sceny kadrowane w mistrzowski sposób. Fabuła naszpikowana dziesiątkami przegenialnych scenek komentujących człowieka w ogóle, ówczesny świat, socjetę brytyjską i buk wie co jeszcze. Całość polana humorem na najwyższym poziomie. Towarzyskie scenki socjety czy środowiska malarzy to arcydzieła. W tym wszystkim postać głównego bohatera odmalowana bardzo naturalnie, przestrzennie, z jednej strony widzimy powierzchowność gbura i prostaka z drugiej człowieka wrażliwego, uczuciowego, inteligentnego. I na koniec aktorstwo. Timothy Spall w tym filmie zasługuje na wszelkie możliwe nagrody, jest bezdyskusyjnie rewelacyjny. Ale to nie wszystko, plejada aktorów drugo- i dalszoplanowych gra wręcz koncertowo. Trudno wymieniać, bo nawet kurewka z pojedynczej sceny zasługuje na Oskara. Podsumowując, jestem absolutnie zachwycony. Nie pamiętam kiedy oglądałem tak doskonale skonstruowany film.

Fidel poleca
jesteśmy z Alp alpakami
i kopyta mamy
nie dorówna nam nikt
Fidel-F2
Lord
Lord
 
Posty: 1204
Rejestracja: wt 02.03.2010 23:45

Re: Filmy

Postautor: Fidel-F2 » pt 18.05.2018 0:23

Bright

Zmarnowana szansa. Początkowo rzecz wydaje się z potencjałem. Urban fantasy tylko odrobinę przyprószone fantasy, dobrze, bez naiwności, opowiadana historia, z humorem tylko miejscami gównianym, ale łykamy bo konwencja, by w pewnym momencie rzecz zmieniła się w niemal zupełny szajs. Fabuła rozjechała się w serię bezsensownych zabili go i uciekł, urban fantasy zamieniło się w w fantasy do sześcianu, a całość zwieńczona jest zakończeniem tak żenującym, że aż przykro. Szkoda. Mogła być fajna rzecz a skończyło się jak zwykle ostatnio, debilna napierdalanka bez cienia sensu. No i laska bezczelnie zerżnięta z Leeloo.
5/10

I gdzie są, kurwa, krasnoludy?
jesteśmy z Alp alpakami
i kopyta mamy
nie dorówna nam nikt
Fidel-F2
Lord
Lord
 
Posty: 1204
Rejestracja: wt 02.03.2010 23:45

Re: Filmy

Postautor: Shadowmage » pt 18.05.2018 10:12

Też mam podobne zdanie.

Co do innych ras, to ponoć to miał/ma być pierwszy z filmów, zostawili sobie na później ich wprowadzenie. Coś tam się pojawiało w tle, jak choćby centaury jako oddział policja konna.
Każdy czytelnik ma takiego diabła, na jakiego zasłużył.
Arturo Perez-Reverte, "Klub Dumas"
Awatar użytkownika
Shadowmage
Cesarz
Cesarz
 
Posty: 17967
Rejestracja: ndz 06.10.2002 15:34
Lokalizacja: Wawa/Piaseczno

Poprzednia

Wróć do Film

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości