Opowiadanie do dodatku: "Czoprynowe uroki"

Forum polskiego systemu RPG opartego na mitologii i wierzeniach pogańskich Słowian.

Opowiadanie do dodatku: "Czoprynowe uroki"

Postautor: Jakub Cieślak » pt 25.11.2005 1:09

Do oceny, moi mili.

Z Worda kopiuję, więc mogą być jakieś krzaki. Jutro je wyłapię, bo lekko już jestem nieprzytomny.

[Edit] Opowiadanie jest już po poprawkach i zmianach. Zyskało tytuł i chyba też zyskało pełną spójność.


Czoprynowe uroki.

-Ojce nas spiorą. Na kolację razami nas, nie chlebem nakarmią.
- Głupiś! Nie puścisz pary z gęby, to się nie dowiedzą. Przed kolacją będziemy na powrót. A jak się nam nie uda, powiemy, że w lesie się pogubiliśmy. Łatwo tu zgubić kierunek. Las gęsty, słońca ledwie widać.
- O tym już nie wspomnę! Cudem będzie, jak trafimy z powrotem.
- O wa! Od czego mamy Pętaka! Jemu jeden nos lepszym przewodnikiem, niż nam nasze wszystkie oczy.
Pętak chyba zrozumiał, że to o nim, przyjacielsko zamerdał ogonem. Chłopaki mogły go traktować jako kogoś gorszego, sługę, pomocnika. On swoje wiedział. Ojcowską niemal miłością ich darzył. Odkąd był przy Wojciechu, ten powierzał psu opiekę nad chłopcami. Pętak zatem pilnował ich jak oka w głowie, pomagał im jak mógł, nieraz życie ratował, drogę do domu pokazywał, coś do jedzenia niósł. Wyrośli już i coraz chętniej pokazywali ojcu, że chcą być samodzielni. Przyszły postrzyżyny, ojciec zabrał ich na pierwszą wyprawę. Potem drugą, trzecią i tak poszło.
Michał i Semka co rusz znikali z oczu narażając się na gniew ojca. Podczas tej wyprawy do bliźniaków chętnie dołączał Hemko, syn Radymira. Wojciech cieszył się na to, bo Hemko był rozsądniejszy i uważniejszy. Nie zawsze miał posłuch u bliźniaków, ale i tak nieraz jego ostrożność się przydała.
- Jego nos już nie taki młody.- Rzekł Hemko. Pętak udał, że nie rozumie i wskoczył w najbliższe chaszcze.
- Widzisz, Pętak, nie ma Hemko dla ciebie wiary!- Zaśmiał się Semka. Jego piskliwy głos wypełnił gęstą atmosferę starej puszczy, która zadrżała łysiejącymi koronami drzew. Trzej chłopcy biegli po grubej kołdrze liści czerwonych, żółtych i szarych, śmiejąc się i dogadując sobie. Pętak wyskoczył zza któregoś krzewu i zaszczekał radośnie, goniąc młodzików.
- Śpiesz się Pętak! Pokaż Hemkowi, że nie jest z ciebie taki stary kundel!- Krzyknął Michał. Biegł na czele swojej małej drużyny. Zawsze na czele, zawsze pierwszy, to on miał posłuch, ojciec już widział, że Michałowi dowodzenie się marzy. Semka bardziej skory do zabaw, łobuzowania, lubił się bić, lubił do miecza się przyuczać, ale nie interesowały go żadne sprawy przewodzenia. Michał często z ojcem siadywał i słuchał jak Wojciech radzi się z innymi, plany układa. Nic nie mówił wtedy, tylko słuchał jak stary Krzemień rozkazy ludziom wydaje i strategię obmyśla. Michał już nieraz się zgłaszał, ojca prosił, żeby dać im jakieś zadanie, na zwiad ich puścić. Chciał się pokazać, przydać, udowodnić, że jest wart zaufania, że dorósł. Wojciech się śmiał, że smyki jeszcze są, krzepy i doświadczenia im brak. Lata dwa, trzy miną, chłopaki wyrobią się podczas wypraw, to dostaną swoje zadania. Niech się cieszą niewinną młodością póki czas. Zatem ku złości Michała, jedyne zadania, jakie dostawali, to opieka nad końmi, donoszenie wody, czy rozpalanie ognia. Takie babskie roboty. Chłopaków strasznie nosiło. Oddalali się od drużyny, po puszczy błądzili. Na powrót awanturę dostawali, czasem lanie. Nieraz Wojciechowi Krzemień na boku tłumaczył, że chłopaków za bardzo trzyma na wodzach, że dorośli już do własnych zadań. Są już mężczyznami.

Drużyna pod wodzą Krzemienia wyszła z Wrocławia, kiedy letnie noce stawały się już chłodniejsze. Szli za Górę Ślężę i dalej w góry Stołowymi zwane. Tam mieli stanąć i czekać na posłów wracających z Pragi. Ziemie te zbójów pełne, do tego blisko wrogi mieli, posłom trzeba było dodatkową ochronę podstawić. Do tego Krzemień miał w okolicy się rozeznać, bo tu mu ziemię nadano i tu miał sobie gród stawiać. Krzemieniowi gęste lasy się podobały. A jeszcze bardziej, niezwykle piękne góry, które inne były jak wszystko, co w życiu widział. Nie darmo ktoś je nazwał Stołowymi. Ciosane potężnymi siłami przyrody głazy wielkie, u szczytu płaskie, poorane małymi kanionami, przełęczami i urwiskami, obrośnięte gęstą zielenią mchów, bujnych traw i krzewów. Skryte w cieniu ogromnych świerków, sędziwych buków i wiązów. Lasy pełne zwierzyny, dorodnej i rozmaitej. Krzemieniowi marzył się gród na którymś ze szczytów, żeby widoki mieć z każdej strony na tą piękną okolicę. Po drodze kilkakrotnie wchodzili na wzniesienia, szukając możliwych miejsc na budowę. Chłopcom góry się podobały. Zawsze szli na przód, wspinali się szybko, nie bacząc na wysokość i niebezpieczeństwo. Krzemień śmiał się z nich, że niczym kozy górskie są, tylko im rogi dorobić i brody odpowiednie. Już w żartach swe zamiary zdradzał, że właśnie takich mu młodzieńców będzie trzeba do budowy swojego grodu. Tylko fachu musieli się nauczyć, stawiania budynków i obwarowań. Michałowi nie w smak było zajęcie się budową, ale Semka i Hemko całkiem chętnie myśleli o takiej robocie. Nieraz się między sobą sprzeczali, który lepsze ma pomysły na mury, wieże, mosty zwodzone i bramy. Ojcowie już uradzili, że po powrocie poślą chłopaków na nauki do Poznania, który wtedy z najlepszych budowniczych słynął.

- Patrzajcie! Orzeł biały!- Wskazał Semka, kiedy stanął na brzegu skalnej półki. Pętak szczekał na ostrzeżenie, siedząc na wyższym poziomie. Nie widział dla siebie szansy dostania się na półkę, z której chłopcy postanowili rozejrzeć się po okolicy. To mu się nie podobało.
- Spokojnie, Pętak, zaraz wracamy.- Krzyknął Michał, kiedy stanął obok Semki.
- Szkoda, że łuku nie mamy. Ustrzeliłbym go.- Powiedział Semka.
- Akurat! Szczęściem ani łuku nie mamy, ani ty talentu do strzelania. Orła ostaw, nie najadłbyś się nim, a szkoda pięknego ptaka.
- Lepiej spójrzcie w dół.
Chłopcy wychylili się poza krawędź urwiska. W dole, spomiędzy wierzchołków świerków dochodził szmer wody. Promienie słońca odbijane od mokrych kamieni i rwącej wody potoku migotliwie tańczyły na gałęziach drzew. Strumyk przepływał obok niewielkiej polanki usłanej krzewami jeżyny. Zauważyli na niej bielące się kości. Nie mogli dobrze dojrzeć, ale to coś wyglądało na kości zbrojnego człowieka.
- Trzeba zejść na dół, tylko jak?- Zastanawiał się głośno Michał.
- Zwariowaliście, po co? Żeby sobie kości pooglądać? Trzeba nam już wracać, słońce powoli opada.- Oburzył się Hemko.
- Dajcie spokój, wracajmy na górę i poszukajmy zejścia na dół.- Zaproponował Semka.- Pójdziemy na wschód, w ten sposób poszukamy też drogi powrotnej. Tam gdzieś nasz obóz przecież. Zakręcimy na moment do strumyka i potem wzdłuż niego pomaszerujemy. Dam głowę, że to właśnie nad tym strumykiem stoją nasi. Widzicie, jak on okrąża tą górkę?
- Idziemy na górę i poszukamy zejścia.- Odparł Michał i zaczął się wdrapywać z powrotem.
- No widzisz, on tu jest wodzem.- Semka uśmiechnął się rezolutnie i ruszył za bratem.
- „On tu jest wodzem”!- Powtórzył Hemko udając Semki głos i z niechęcią przystąpił do wspinaczki.
Michał już stał na górze.
- Pomógłbyś bratu i rękę podał.- Stęknął Semka, próbując wgramolić się na górę.
- Nie żarłbyś tyle, tylko krzepę ćwiczył, to byś się teraz tak nie zasapał. Radź se sam!
- Czekaj, no bratku. Wyjdę, to ci skórę pogarbuję!- Syknął Semka i szarpnął się do góry. Jednak kamień, na którym się oparł, obluzował się i wyrwał z ziemi. Semka krzyknął tracąc oparcie i z rozpaczą złapał się wystającego młodego korzenia. Szarpnął mocno i zjechał w dół strącając wspinającego się pod nim Hemka. Hemko wierzgnął nogami i gruchnął na półkę, z której się właśnie wspinali. Pętak zaczął głośno szczekać. Michał skoczył na ziemię i złapał brata za kaftan. Tymczasem półka zaczęła się osypywać. Hemko, leżąc na plecach, wrzeszczał i próbował się czegoś uczepić.
- Hemko!- Krzyknął Michał. Semka puścił jedną rękę i odwrócił się w stronę półki. Kamienie wraz z ziemią runęły lawiną w dół, niosąc ze sobą drącego się Hemka.

* * *


Chłopcy dobiegli do szczekającego Pętaka. Ledwo oddech łapali od długiego i męczącego biegu. Pętak już siedział przy Hemku. Bracia odrzucili garściami przykrywającą go ziemię i odwrócili chłopaka na plecy.
- Niech to szlag, nie żyje!- Wrzasnął Semka. Michał klęknął przy bracie i nachylił się nad piersią Hemka.
- Nie słyszę, żeby dychał…- Szepnął spanikowany. Miał łzy w oczach.
- Ale nam się dostanie!
- Ty o laniu, a on nie żyje…
Jeszcze raz się nachylił nad ciałem rozpaczliwie szukając słuchem bicia serca.
Wtem Hemko otworzył oczy i wciągnął ze świstem powietrze. Bracia podskoczyli z zaskoczenia.
- Jejku, Hemko kochany, ty dychasz!- Rozradował się Semka. Michał otarł łzy i przytulił się do leżącego.
- Booooli.- Jęknął Hemko.
- Co cię boli?
- Wszystko! Plecy najbardziej, chyba nogę złamałem, ręka prawa też piekielnie boli.
- Spróbujmy go podnieść.- Zaproponował Semka. Chłopcy złapali rannego i dźwignęli go z ziemi. Hemko wrzasnął w niebogłosy i zarzęził okropnie. Z ust pociekła mu strużka krwi.
- Zostaw go! Zrobimy mu tylko większą krzywdę. Bierz Pętaka, zostaw miecz i lećcie do obozu. Sprowadź pomoc, a ja go przypilnuję i opatrzę. No, na co czekasz?! Leć!- Krzyknął Michał.
Semce nie trzeba było powtarzać. Gwizdnął na Pętaka i rzucił się biegiem w kierunku obozu.
Michał podniósł miecz brata i położył go bliżej kolegi. Zajrzał pod zakrwawiony kaftan. Wzdrygnął się na widok krwawej rany pod żebrami. Obejrzał rękę. Była rozcięta na całej długości przedramienia.
- Poczekaj, przyniosę ci wody.
- Nigdzie się nie ruszam.- Hemko spróbował się uśmiechnąć.
Michał pognał do strumienia. Przypomniał sobie, że nie ma jak nabrać wody. Wtem przyszła mu myśl o szczątkach, które widzieli z góry. Pobiegł tam.
Kości jeszcze dobrze nie zeschły, gdzieniegdzie było widać resztki ciała. Wojownik miał na sobie koszulę kolczą z dużą dziurą w okolicach serca. Ktoś ułożył ciało w pozycji siedzącej i włożył trupowi w rękę miecz. Ostrze zdążyło już pokryć się rdzą. Michał zszarpnął z czaszki hełm. Czaszka potoczyła się obok. Wzdrygnął się. Nie był jeszcze oswojony z ludzką śmiercią. Pognał do potoku i zaczerpnął w stary szyszak wody.

Najpierw przemył ranę na ręku, zerwał z siebie koszulę i podarł ją na szmaty.Przemył klatkę piersiową i zawiązał opatrunki, jak tylko najlepiej umiał.
- Trzymaj się, brachu! Zaraz nadejdzie pomoc.- Usiadł i podłożył nogi pod głowę Hemka. Podał mu szyszak. Hemko wypił wodę i spojrzał się półprzytomnie po okolicy.
- Chyba robi mi się coś z oczami. Gorzej widzę.
- Nie, to mgła już wstaje. Musi być późno.- Odparł Michał. Czuł niepokój, bał się, że pomoc nie odnajdzie ich w ciemnościach. Bał się, że bez pomocy Hemko nie doczeka rana. Musiał rozejrzeć się za czymś do okrycia. Robiło się coraz chłodniej. Położył Hemka, pod głowę podsypał mu kopczyk z ziemi.
Ruszył w stronę szkieletu. Trup miał odstraszać gości. Nikt nie zostawiłby tylu drogocennych rzeczy na pokonanym przeciwniku. Rana na piersi świadczyła o tym, że człowiek został zabity z ludzkiej najpewniej broni. Nie widział Michał żadnej pogryzionej kości. Szkielet był nienaruszony. Zwierzęta zatem rzadko tu się zapuszczały. Musiały się czegoś obawiać. Polanka zwężała się w kierunku niezbyt szerokiej ścieżki, która wciskała się pomiędzy dwie wysokie skały. Ktoś nad przejściem powiesił długą tyczkę, do niej przywiązał skóry zajęcy pomazane krwią, do tego czarne pióra i drobne kości stukające o siebie pod najlżejszym podmuchem wiatru choćby.
- Czarne czary. Złe uroki.- Odpowiedział sam sobie na głos. Chciał mówić do siebie na głos, dodawało mu to odwagi. Nie chciał czuć otaczającej go samotności i strachu. Nie dopuszczał do siebie myśli, że dłoń, zaciśnięta na rękojeści miecza, drżała. Uniósł ostrze przed sobą i postąpił ścieżką naprzód.

Ścieżka była ciasna, ogromne skały zdawały się napierać na nią i zgniatać każdego, kto nią szedł. Ciężkie i wilgotne powietrze wypełniało całą szczelinę. Michał drżał już nie tylko ze strachu, ale i z zimna. Z ust unosiła się para. Co kilka kroków stawał przed kolejną dziwną konstrukcją z kijów powiązanych jakimiś resztkami szmat, ozdobioną kośćmi małych zwierząt i piórami kruków. Michałowi ciężko było przełykać ślinę na widok tych okropnych znaków, które w głowie zamieniały się w potwory gotowe go dopaść, kiedy tylko odwróci od nich głowę. Co krok spoglądał w tył, by upewnić się, że nie ma za nim niebezpieczeństwa. Wtem usłyszał okropny wizg. Coś z furkotem leciało nad szczeliną wyjąc niemiłosiernie. Ogromny cień przeleciał mu nad głową. Michał struchlał i spojrzał do góry. Zobaczył parę ślepiów. Dwa wielkie niczym jabłka, świecące żółtym, upiornym blaskiem ślepia usiane siatką żył. Widziały go, patrzyły się na niego. Cień zawisł nad ścieżką. Miecz upadł z brzękiem na ziemię. Cień zacharczał, poczym wydał z siebie okropny świst. Michał rzucił się do ucieczki. Słyszał za sobą wciąż ten okropny charkot przypominający jakąś mowę. Nie chciał przekonać się na własnej skórze, jakie czary były wypowiadane. Gnał co tchu przed siebie, byle szybciej dotrzeć do polanki, do Hemka. Potykając i obijając się o skalne ściany biegł, gnał, pędził ponaglany przez własny lęk siedzący mu na karku.
Już tak blisko, już obok polanki.
Byle dalej, byle dalej od tych oczu.
Prosto, przed siebie.
Nie patrz się w tył, oczy przed siebie.
Ojcze, gdzie jesteś, pomóż mi!

Hemko zniknął. Kopczyk podsypany pod głowę przyjaciela był rozdeptany. Nie zostało nic prócz szyszaka. Michał opadł na kolana i zaczął łkać.
- Ja nie chcę umierać, ja nie chcę umierać. Tato, tatku, gdzie jesteś? Pomocy.- Łkał, co chwila dławiąc się własnymi łzami. Nie próbował krzyczeć, brakło mu sił. Noc opadła już dolinę. Zewsząd było słychać budzące się nocne życie lasu.
To straszne życie, pełne strasznych dźwięków, pełne mroku i niepewności.
Michał bał się zostać sam w tej obcej mu i strasznej okolicy. Zerwał się z ziemi.
Coś w nim pękło, strach przeszedł w rozpacz, rozpacz w gorycz, a gorycz w nienawiść.
- Hemko, odnajdę cię. Zabiję wszystkie demony! Uratuję cię!
Poczuł wraz z nienawiścią rosnącą siłę. Założył stary szyszak na głowę i odwrócił się do ścieżki, którą uciekł.
- Choćby i zginąć mi dziś przyszło, nie będę czuł wstydu przed pradziadami, kiedy mnie wezwą do siebie!- Niemal wrzasnął.- Nieważne, jakie licho tu czyha, muszę ratować cię, Hemko!
Ruszył dziarskim krokiem w stronę szczeliny. Nie było w niej już praktycznie nic widać. Światło księżyca nie wnikało tak głęboko. Michał zmuszony był iść po omacku, przesuwając po skałach skostniałymi z zimna i podrapanymi dłońmi. Potknął się o coś twardego. Schylił się. To był miecz, który wcześniej zgubił. A więc dotarł do miejsca, z którego uciekł. Uciekł przed potworem. Wzdrygnął się na samo wspomnienie świecących oczu.
- Nie pokonam cię może, ale stawię ci czoła!- Wrzasnął. Krzyk dodawał mu sił i odwagi. Oddychał głośno, maszerował szybszym tempem. Po chwili zrozumiał, że albo jest widniej, albo wzrok jego oswoił się z ciemnością. Skały się rozstępowały tworząc szeroką studnię. Przed nim zionął otwór pieczary. W kącie studni zauważył stertę broni. Podszedł do niej. Na skórach leżały miecze, tarcze, topory, dzidy, hełmy, noże i widły. Wszystko rzucone bez ładu. Wybrał dla siebie lekką, drewnianą tarczę. Spojrzał w głąb pieczary. Przełknął ślinę.
- Muszę być odważny. Ojcze, obyś był ze mnie dumny.- Powiedział już mniej pewnym głosem, czując bliskość nieznanego zła. Wszedł do pieczary.

W środku płonęło ognisko. Pieczara była ogromna, do tego dochodziły jeszcze liczne odnogi ginące w mroku. Na środku, niedaleko paleniska leżał Hemko. Był okryty grubą skórą, szczelnie owijającą jego ciało. Tylko twarz i skręcony kosmyk włosów wystawał spod ciasnego okrycia. Twarz miał zroszoną potem, w oczach nieobecność. Michał szturchnął go. Hemko nie zareagował.
- URWGAN TREANAS.- Pieczarę wypełnił donośny harkot. Michał poderwał się na nogi i odwrócił się w kierunku, z którego dochodził potworny głos. Światło ogniska zdawało się omijać to miejsce pieczary, jakby obawiając się dotrzeć do źródła dźwięku. Chłopak podniósł wyżej tarczę i miecz.
- Nie boję się ciebie, potworze. Nie dam ci zabić mojego przyjaciela! Jedyne, czego możesz posmakować, to mój miecz!- Krzyknął.
W odpowiedzi usłyszał chichot. Z mroku zaświeciły te potworne ślepia. Takie ogromne, świecące żółtym blaskiem, wyłupiaste. Michał czuł, jak uginają się pod nim nogi. Nie mógł ich poruszyć, choć na krok.
- Czarami mnie spętałeś!- Chciał krzyknąć, ale wydobył tylko drżący szept.
Z mroku oderwał się cień. Dopłynął do ogniska, minął chłopca i zbliżył się do leżącego Hemka.
- Nie rusz go, poczwaro!- Zachrypiał Michał.
- Nie marnuj głosu.- Usłyszał w odpowiedzi. Mowa była ludzka, ale brzmiała obco, jakby nie wydawały jej usta, ani struny ludzkie. Mroczna zasłona opadła. Potwór miał skórę niczym korę porastającą drzewa. Ogromne ślepia wpatrywały się badawczo to w niego, to w Hemka. Długie pazury ozdabiające niekształtne łapska wprawnie i z niesłychaną delikatnością majstrowały przy nakryciu nieprzytomnego młodziana. Jakby patrzył na młode gałązki drzewa zwijające się pod naporem wiatru. Garbata i niska kreatura przypominała kopiec brudnych i starych liści, z których wystawały niezgrabne łapska i pochylony łeb.
- Los wam spłatał okrutnego psikusa, ale wyliże się z tego Hemko, nie bój się Michale…
- Skąd znasz moje imię?- Zdumiał się.
- Nie dane wam dziś umrzeć, młodzi ludzie. Serca macie szlachetne. Zawczasu wolę sobie z was przyjaciół pozyskać. Moi zbóje zostali pobici tej nocy.
- Jacy zbóje, o czym ty gadasz?!
- Moi zbóje wywąchali waszych ojców, wyszli dzień temu, szykować zasadzkę. Nie mówiłam im, że śmierć znajdą. Człowiek nie powinien znać dnia swojej śmierci. Głupi oni byli, tak, tak. Słuchali się mnie, przynosili, com chciała, ale ich czas już minął. Skarby, które tu nagromadzili, weźmiesz, Michale. Tak, tak. Za nie dom wspaniały na Szczelińcu zbudujesz. To ta góra na zachodzie, co ją dziś widziałeś.
- Ale to nie ja… Nie ja tu rządzę, to stary Krzemień… Nic nie rozumiem. Kim ty jesteś?
Poczwara odwróciła ślepia w jego stronę. Zamknęła je na dłuższy moment. Kiedy znowu na niego spojrzała, jej wygląd uległ zmianie. Michałowi wydało się, że ma przed sobą starą babuleńkę o serdecznym i ciepłym uśmiechu. Nie wierzył swoim oczom.
- Krzemień dom swój znalazł, ale nie jemu przyjdzie rządzić tymi ziemiami. Wraz z ojcem twym niestety dziś śmierć poniósł. Mężni to byli ludzie, wielu powalili moich zbójów. Tak, tak. Czas jednak tobie pokazać, że do rządzenia się urodziłeś.
Michał zamarł, poczuł łzy w oczach.
- Nie mówisz prawdy…
- Mały człowieku, nie martw się. Twój ojciec ma dzielnych synów. Poradzicie sobie. Ty będziesz tu władyką, brat twój będzie stał ci pomocą, wojami będzie rozporządzał, ten tu, Hemkiem zwany, zasłynie jako budowniczy. Tak, tak. Piękny ci dwór pobuduje.
- Ojcze, gdzie jesteś?!- Krzyknął Michał w gniewnej rozpaczy.- Ojciec tu przyjdzie i zabije ciebie, tak jak zabije twoich zbójów! Zginiesz, potworze! Twoje czary ci nie pomogą!
- Ojciec twój legł, jak ci mówiłam. Twój brat go znalazł już. Tak, tak. Nie przyjdzie jednak nikt was szukać. Zbyt wielu dziś zginęło, twoi ludzie będą się bać, będą się chcieli wycofać. Nie ma komu im przewodzić.
- Ale ja jestem za młody…
- Nie bój nic. Zaraz Hemka obudzimy, obaj wrócicie do swoich. Dam ci ja znak. Miej go zawsze przy sobie, a pójdą za tobą. Z pomocą tego znaku powiem ci, skąd grozi ci niebezpieczeństwo i który spośród twoich ludzi będzie ci wrogiem. Tak, tak. Wyprowadzisz stąd ludzi, musisz się spieszyć, bo silny wróg nadciągnie, rady mu nie dacie. Wrócicie tu na wiosnę. Ja będę czekać. Przyjdziesz tu sam. Skarby będą czekać. Tak, tak. Zbudujesz sobie dom pod Ślężą Górą, potem, za pięć wiosen wrócisz w te strony. Z armią silną. Wygnasz wroga. Wtedy zbuduje ci Hemko dwór wspaniały na tamtym szczycie.
Michałowi kręciło się w głowie, nie wiedział, co powiedzieć.
- Co chcesz ode mnie w zamian? Kim ty jesteś?
- Lasy te kochaj i szanuj, o ziemię dbaj i zwierzynę, a tym samym ci się odwdzięczy. Ja dla tej ziemi służę, przez bogów mi pod opiekę danej. Pomożesz mi w tym, chłopcze. Wrogowi nie dasz jej zniszczyć. Tak, tak. Obronisz ją.
Hemko zaczął się budzić, istota ściągnęła z niego kołdrę. Michał ze zdziwieniem zauważył, że wszystkie rany się zagoiły.
- Weźcie ciepłą odzież. Tam leży, u wyjścia, ja idę. Tu masz znak.- Na dłoni położyła mu kasztan. Dziwny, wielki i o bursztynowym jakby kolorze. Ciężki do tego, niczym złoto.- Możesz mnie zwać jak moi zbóje. Tak, tak. Oni zwali mnie Czopryną.
- Ale…- Michał chciał powiedzieć coś, ale Czopryna przytknęła palec do ust. Wniknęła w mrok, tonąc w nim bezszelestnie. Hemko podniósł się z ziemi.
- Ależ mnie plecy bolą…. Miałem strasznie dziwny sen, że spadłem ze skały. Potem jakiś potwór mnie porwał. Tak, tak. Poleciałem z nim gdzieś. Tylko nie pamiętam, gdzie…- Przeciągnął się tak, jakby nic się nie stało.
Michałowi huczało we głowie, wciąż nie mógł pojąć tych wydarzeń. Odwrócił się do Hemka.
- Za długo spałeś, stąd cię plecy bolą. Choć, wracamy do naszych, potrzebują naszej pomocy. Zbóje ich napadli. Semka już pobiegł im pomóc, ja ciebie dobudzić nie mogłem.
- Co ty gadasz…
Na zewnątrz wstawał nowy dzień. Mrok umykał przed promieniami wstającego słońca. Chłopcy biegli w kierunku obozu, nie patrzyli się za siebie. I tak nie dostrzegliby Czopryny stojącej na szczycie skały. Pomyśleliby, że to kępa brudnych jesiennych liści.

Warszawa, 24 listopada 2005.
Ostatnio zmieniony czw 01.12.2005 7:23 przez Jakub Cieślak, łącznie zmieniany 2 razy
Obrazek
Mistrz Gimli powiada:
Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana.
Awatar użytkownika
Jakub Cieślak
Prefekt
Prefekt
 
Posty: 5238
Rejestracja: czw 12.12.2002 22:24
Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka

Postautor: Kazawar Wurdsten » pt 25.11.2005 10:04

Dobre. Chętnie bym poczytał dalej. Jakub, nie myślisz pisać kontynuacji?
To opowiadanko na wstępie dodatku będzie?
Awatar użytkownika
Kazawar Wurdsten
Rycerz
Rycerz
 
Posty: 369
Rejestracja: czw 25.03.2004 8:55
Lokalizacja: Stargard Szczeciński

Postautor: Jakub Cieślak » pt 25.11.2005 10:53

Heh, Kazawarze, wrzuć to do worda i daj standardową 12stkę Times Roman i zobaczysz, że opowiadanie na sześć stron jest. Nie mogę już się rozpisywać, bo mi mikro powieść wyjdzie. To ma być opowiadanie na wstępniak, tak zwany podkład klimatyczny. Nie chcę zanudzić czytelników już na wstępie :D.
A dałby kto radę taką czoprynę "zadaptować" do reguł i opisać ją do bestiariusza?
[Edit] Widzę Ci ja, że jeszcze parę błędów trza poprawić. Potem podrzucę poprawioną wersję. Słucham chętnie każdych uwag.
Obrazek
Mistrz Gimli powiada:
Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana.
Awatar użytkownika
Jakub Cieślak
Prefekt
Prefekt
 
Posty: 5238
Rejestracja: czw 12.12.2002 22:24
Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka

Postautor: Kazawar Wurdsten » pt 25.11.2005 11:49

Czemu do bestiariusza? Ona jakaś demonczna jest? Mi się widziało, że to człowiek, tylko Michał sie tak spękał, że cuda w oczach mu się roiły.
Poza tym, jeśli czopryna to rodzaj paskudztwa jakiegoś odmiennego, to znaczy, że więcej takich byc może?
Może zostawić Czoprynę jako jedną taką i opisać jako postać - kobietę, guślarkę, wiedźmę, czy inną jędzę. Jedną, jedyną. Mającą swoją historię i miejsce bytowania.
Czy takich postaci nie warto by było opisać więcej? Jako bohaterów niezależnych. A choćby i Michała - pana na grodzie w Górach Stołowych.
Awatar użytkownika
Kazawar Wurdsten
Rycerz
Rycerz
 
Posty: 369
Rejestracja: czw 25.03.2004 8:55
Lokalizacja: Stargard Szczeciński

Postautor: Jakub Cieślak » pt 25.11.2005 13:43

A proszę bardzo, pełna wola w adopcji. Chętnie dopomogę w opisie i zilustrowaniu. Prawda, że im mniej opisanego i dopowiedzianego, tym istota bardziej działa na wyobraźnię. Czopryna nie jest na pewno człowiekiem, a oczy Michała widziały to, co Czopryna chciała. Może lepiej pozostawić Czopryne ludziom, niech sobie ją wyobrażają jak wolą.

Wkleiłem nową wersję opowiadania, kilka kosmetycznych zmian i poprawek. Chyba wszystkie błędy wyłapałem. Acha, Górę Ślężę, czy Górę Ślężą?
Obrazek
Mistrz Gimli powiada:
Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana.
Awatar użytkownika
Jakub Cieślak
Prefekt
Prefekt
 
Posty: 5238
Rejestracja: czw 12.12.2002 22:24
Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka

Postautor: Leuś » sob 26.11.2005 13:01

Fajne :) . Super że jest wstępik. I to propagujący dbanie o lasy i prastarości - dzięki temu troszkę nakierowuje na samą tematykę dodatku, którą są stare i nowe rasy i ich enklawy w lechickim państwie. Choć nie wiem czy aby na siłę nie doszukuję się związku.
Co do samej Czopryny, też nie jestem za tworzeniem nowych "potworków" do bestariusza. Przychylam się do jej niedopowiedzenia, aby każdy mógł upatrywać w niej czegoś pasującego do jego wizji świata. Jest parę takich ras lub demonów, leśnych lub dbających o środowisko. No i są babule i guślarki.
W mojej interpretacji to mogła być nawet sama Bogini w przebraniu. :)
Zostawmy pole dla wyobraźni... Będzie bardziej tajemniczo i ciekawie.
A osobiście wolę Górę Ślężą, choć nie wiem jak mówiło się dawniej, ani jak mówi się obecnie :oops:
Awatar użytkownika
Leuś
Lady
Lady
 
Posty: 480
Rejestracja: pt 03.09.2004 12:42
Lokalizacja: Stąd

Postautor: Kazawar Wurdsten » sob 26.11.2005 14:18

Jak brzmi nazwa? Góra Ślęża? Czyli rodzaj żeński. Czy to poprawna odmiana:
kto, co? Góra Ślęża,
kogo, czego? Góry Ślęży,
komu, czemu? Górze Ślęży,
kogo, co? Górę Ślężę,
z kim, z czym? z Górą Ślężą,
o kim, oczym? o Gorze Ślęży,
Wołacz: Góro Ślężo.

Co wogóle znaczy Ślęża? Jest taki czasownik ślężeć?
Awatar użytkownika
Kazawar Wurdsten
Rycerz
Rycerz
 
Posty: 369
Rejestracja: czw 25.03.2004 8:55
Lokalizacja: Stargard Szczeciński

Postautor: Jakub Cieślak » sob 26.11.2005 15:29

Kazawar, zdaje się, że masz rację odnośnie odmiany.
http://www.foto-przyroda.pl/miejsca/sleza/sleza.htm
Przy okazji widzę, że ta góra to samodzielny, dobry materiał na przygodę, lokację do opisania, miejsce akcji jakiegoś opowiadania...
Obrazek
Mistrz Gimli powiada:
Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana.
Awatar użytkownika
Jakub Cieślak
Prefekt
Prefekt
 
Posty: 5238
Rejestracja: czw 12.12.2002 22:24
Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka

Postautor: Leuś » sob 26.11.2005 21:21

Hei, no nie zgodzę się tak szybko. Ślęża obecnie może odmienia się tak jak podajesz, ale coś mi nie gralo i postanowiłam sprawdzić pochodzenie nazwy, a oto co znalazłam:

Owszem, Kazawarze, jest -był- podobny czasownik -

Nazwę Ślęza można łączyć z prasłowiańskim *slęg- `wilgoć' i gwarowym ślęgnąć `przesiąknąć wilgocią'.


Zatem ślęża to kiedyś był przymiotnik, czy tam imiesłów, w każdym razie oznaczał cechę :) . Zatem jeśli przyjmujemy starociowo, (co?- Góra) (jaka - ślęża <-- ślęgnąca) to możemy odmienić ją:

kto, co? Góra Ślęża,
kogo, czego? Góry Ślężej, (gwarowo niektórzy powiedzieli by ślężyj, ślęży)
komu, czemu? Górze Ślężej,
kogo, co? Górę Ślężą,
z kim, z czym? z Górą Ślężą,
o kim, oczym? o Górze Ślężej,
Wołacz: Góro Ślęża!

Ha. Wybaczcie, nie chciałam się czepiać, ale bardzo lubię zawiłostki etymologiczne i chciałam Wam podać... potraktujcie jako ciekawostkę :wink:
Awatar użytkownika
Leuś
Lady
Lady
 
Posty: 480
Rejestracja: pt 03.09.2004 12:42
Lokalizacja: Stąd

Postautor: Kazawar Wurdsten » sob 26.11.2005 23:14

Nie ma mowy o traktowaniu tego jako ciekawostkę jedynie. To jest kwestia do rozwiązania jak najbardziej poważnie i dokładnie. Tylko wtedy możemy być wiarygodni. Pogadam z doktor polonistyki jedną jeszcze i dam znać co się dowiedziałem. Jak na razie interpretacia Lei do mnie przemawia. Ja odmieniałem na wyczucie.
Góra Ślęża to z pewnością może być ciekawa lokacja na przygód serię. Skąd Jakub wziąłeś to miejsce? Ot palcem po mapie, czy wiesz coś o tym więcej?
Awatar użytkownika
Kazawar Wurdsten
Rycerz
Rycerz
 
Posty: 369
Rejestracja: czw 25.03.2004 8:55
Lokalizacja: Stargard Szczeciński

Postautor: Jakub Cieślak » ndz 27.11.2005 11:18

Palcem po Twojej mapie, kolego Kazawarze :D. Szukałem na Twojej mapie (której teraz robię większą wersję) do opowiadania trasy, jaką mogli iść moi woje do Gór Stołowych. Wykombinowałem, że będą szli z Wrocławia, a jak z Wrocławia to przez Górę Ślężą (przyjmijmy póki co taką formę...;)).
Obrazek
Mistrz Gimli powiada:
Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana.
Awatar użytkownika
Jakub Cieślak
Prefekt
Prefekt
 
Posty: 5238
Rejestracja: czw 12.12.2002 22:24
Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka

Postautor: Leuś » ndz 27.11.2005 13:35

Obmyślając przygodę lub coś podobnego, warto pamiętać, że G.Ślęża to jedna z gór Masywu Ślęzy, na który składają się jeszcze inne kultowe góry, jak Radunia i Wieżyca. Historia okolicy sięga naprawdę starych czasów, masyw bardzo długo przyciągał uwagę ludzi.
No a poza samym masywem ślęży mamy przecież jeszcze Łysiec (też był na mapie Kazawara), a nawet nadmorską jedną - Rokowół. Można by się kiedyś porwać na opisanie ich jakieś fajne. Ale myślę, że to nie przy okazji ludów, a przy okazji raczej guseł, niwii i innych takich, bardziej mistycznych klimatów.
Awatar użytkownika
Leuś
Lady
Lady
 
Posty: 480
Rejestracja: pt 03.09.2004 12:42
Lokalizacja: Stąd

Postautor: Bloody » ndz 28.05.2006 1:31

Ja bym proponował opowiadanie umieścić w sposób, w jaki było to zrobione w podręczniku. Czyli co dział kawałek opowiadania.
Excitate vos somnus non eat....
Awatar użytkownika
Bloody
Lord
Lord
 
Posty: 1079
Rejestracja: śr 10.03.2004 4:38
Lokalizacja: Wieszowa

Postautor: Jakub Cieślak » ndz 28.05.2006 8:56

Jest to jakaś koncepcja, ale takie pomysły najlepiej sprawdzać już w czasie składania. Wezmę Twój pomysł pod uwagę.
Obrazek
Mistrz Gimli powiada:
Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana.
Awatar użytkownika
Jakub Cieślak
Prefekt
Prefekt
 
Posty: 5238
Rejestracja: czw 12.12.2002 22:24
Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka

Postautor: Leuś » ndz 28.05.2006 10:30

Zwróciłabym uwagę na to, że podręcznik pisany był tylko z tą jedną serią krótkich wstawek - a nasz dodatek ma wstawki fabularne co kawałek i to różne. W każdej rasie. A w wiłach wstawka opowiadacza słowiańskiego dominuje. Zauważcie, że w naszym przypadku przeplatanie całości tu i tam jeszcze jednym (niezwiązanym) tekstem, sprawi, że on się pogubi i wniesie bałagan. Któremu byłabym przeciw...
i lu telitha...
Awatar użytkownika
Leuś
Lady
Lady
 
Posty: 480
Rejestracja: pt 03.09.2004 12:42
Lokalizacja: Stąd

Postautor: Kazawar Wurdsten » śr 11.10.2006 8:29

Temat przeniesiony z tajnego forum "Arkona za zasłoną". Zapraszam do dyskusji.
Awatar użytkownika
Kazawar Wurdsten
Rycerz
Rycerz
 
Posty: 369
Rejestracja: czw 25.03.2004 8:55
Lokalizacja: Stargard Szczeciński

Postautor: Azirafal » śr 11.10.2006 10:28

Fajniutkie opowiadanie, muszę przyznać :) Parę razy mi coś zazgrzytało czy nie pasowało (choć nigdy nie twierdziłem, że znam się na archaizowaniu języka polskiego :P ), ale tak to całkiem zajebiste.

Kiedy jakieś nowe opowiadanka się pojawią na Katedrze, JC? :)
If you don't stand for something you'll fall for anything.
Awatar użytkownika
Azirafal
Arcypryk
 
Posty: 2138
Rejestracja: wt 07.01.2003 15:33
Lokalizacja: Warszawa

Postautor: Jakub Cieślak » śr 11.10.2006 22:11

Azi, opowiadanie ma trafić do dodatku, nigdzie indziej. A nowe opowiadania- póki ich nie napiszesz Ty, albo ja, to nie podam Ci żadnego terminu ukazania się jakiegoś opowiadania. Jak mi coś podeślą dobrego, opublikuję. Tak pozatym, to temat nie z tej półki.
Obrazek
Mistrz Gimli powiada:
Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana.
Awatar użytkownika
Jakub Cieślak
Prefekt
Prefekt
 
Posty: 5238
Rejestracja: czw 12.12.2002 22:24
Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka

Postautor: Kazawar Wurdsten » czw 12.10.2006 6:39

Co do ostatniej wypowiedzi Lei:
Nie zgadzam się, że wstawek fabularnych może być za dużo w dodatku. Moim zdaniem im więcej tym lepiej. O wiele ciekawiej czyta się treści, które chcemy przekazać, o rasach, stylu życia, wydażeniach z przeszłości, czy ogólnej organizacji świata, w formie fabularyzowanej.
Właściwie cały dodatek mógłby być zbiorem opowiadań. To lepsze niż suche opisy.
Sa jestem autorem tekstu o instrumentach muzycznych i boleję, że nie potrafię ciekawie o nich opowiedzieć jako elemencie przewijającym się w jakiejś fabule.
Czy tekst o Czoprynie jest nie na temat w dodatku o rasach? Nie wiem. Jeśli założyć, że jego fabuła dzieje się w świecie, gdzie te rasy żyją, to jest to dobry obraz ukazujący, że rasy nieludzkie nie są wszechobecne w zyciu zwykłych ludzi. Są ukryte. Są jak postacie z bajek. Czyli nawet jak nie występują w fabule, to moja wyobraźnia o nich pamięta i z tej perspektywy odbiera tekst.
Awatar użytkownika
Kazawar Wurdsten
Rycerz
Rycerz
 
Posty: 369
Rejestracja: czw 25.03.2004 8:55
Lokalizacja: Stargard Szczeciński

Postautor: Leuś » czw 12.10.2006 17:48

Opowiadanka to super wyczes i niesamowite snucie klimatu, ale jakbym miała poszukać właściwości broni, mocy czy zbroi i zamiast tabelkowego opisu na który moge zerknąć, musiałabym po raz kolejny czytać ten sam rozdział czy opowiadanie to by mi się ten podręcznik szybko znudził i zakurzył, mimo super wspomnień z jego pierwszego przeczytania;)
Jak fabularnie, jasno, jednoznacznie i bez psucia klimatu opisać różnice (tak żeby to miało jakieś praktyczne zastosowanie poza laniem się o interpretacje) między przedmiotami, rasami, ziołami czy czymkolwiek? Opis fabularny ogranicza się do przymiotników, a podręcznik pisany w ten sposób w stu procentach byłby gratką dla nielicznych.
Opowiadania tak, jasne, ale całość po fabularnemu to już za ostre jak dla mnie. System składa się ze świata i z mechaniki, może i mechanikę da się opisać fabularnie, ale ja tego też nie potrafię :)
i lu telitha...
Awatar użytkownika
Leuś
Lady
Lady
 
Posty: 480
Rejestracja: pt 03.09.2004 12:42
Lokalizacja: Stąd

Postautor: Jakub Cieślak » pt 13.10.2006 9:42

Zwracam uwagę na ostatnie zdanie Lei- żeby porywać się na fabularyzowany dodatek, trzeba umieć i trzeba chcieć tak pisać. Nie ma co zmuszać się, bo to już naprawdę jest wyższa sztuka. Ja bym się nie podjął na przykład. Wstawki- owszem, proszę bardzo, ale całość to wyższa szkoła jazdy- nie na nasze nogi te progi.

Wczytałem się znowu w Czoprynowe Uroki i tak chyba jakieś lekkie mnie gwoździki w tyłek kłóją, coby jakoś rozwijać opowieść i pisać kolejne elementy. Tylko, że są duże obawy. Raz, że byłem wtedy pod mocnym wpływem Bunscha i to czuć w tekście, zatem łatwo mnie posądzić o podrabianie go. Dwa, że wolę klimaty bunschowskie- niespecjalnie widzę w swoich historiach stolemy i inne istoty typowo arkonowe. Ot takie tajemnicze licho jak Czopryna raz na jakiś czas nie zawadzi, ale klimaty ostrej fantasy nie są już mi tak bliskie. Chyba wyrosłem z takiego "hard fantasy".
Obrazek
Mistrz Gimli powiada:
Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana.
Awatar użytkownika
Jakub Cieślak
Prefekt
Prefekt
 
Posty: 5238
Rejestracja: czw 12.12.2002 22:24
Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka

Postautor: Kazawar Wurdsten » pt 13.10.2006 12:37

Jakubie pisz!
Niech będzie bunshowo.
Niech nie będzie fantasy. Niech będzie po starosłowiańsku.
Niech rasy nieludzkie pozostaną w sferze "dziwów niesłychanych, a już tym bardziej niewidzianych, a mimo to wspominanych w opowieściach".

Co do fabularyzowanego dodatku, czy nawet podstawowego podręcznika to myślę, że aktualny jest pomysł utworzenia syntetycznej postaci mechaniki (prostej!), parametrów bojowych i cen ekwipunku w tabelach i zamieszczenia tego wszystkiego w formie prologu do jakiejś powieści.
Może być "Dzikowy skarb", ale też może być "Stara Baśń", albo i coś tam innego... np. Twoje opowiadanie Jakubie...
Człowiek czyta, wkręca się w klimat, pobiegałby po tymże świecie, a tu na końcu ma gotowy warsztacik do poprowadzenia, rozpisane główne postacie z powieści, mapki miejsc, parę pomysłów na przygody.

Zły pomysł?
Awatar użytkownika
Kazawar Wurdsten
Rycerz
Rycerz
 
Posty: 369
Rejestracja: czw 25.03.2004 8:55
Lokalizacja: Stargard Szczeciński


Wróć do Arkona

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości