Bliski Wschód po Arafacie

Miejsce na refleksje, rozmyślenia i rozważania natury filozoficznej.

Moderatorzy: Alganothorn, Avathar

Bliski Wschód po Arafacie

Postautor: Alganothorn » pt 12.11.2004 9:18

temat tak aktualny, że bardziej być nie może
;-)
pytanie jest proste: jak widzicie przyszłość Bliskiego Wschodu po śmierci Arafata? zmienia to cokolwiek, czy wszystko pozostaje po staremu?
moim zdaniem zmienia i to dużo; Arafat to postać niesamowicie kontrowersyjna: z jednej strony laureat pokojowego Nobla - z drugiej przywódca organizacji, która dokonała ataku w Monachium (Fatah)...te dwa skrajne faktu z jego biografii pokazują jak trudno oceniać go jednoznacznie i równocześnie jak trudno się dziwić, że Żydzi jego terrorystycznej przeszłości wybaczyć mu w większości nie umieli;
Autonomia Palestyńska to organizm wybitnie autokratyczny - jego spoiwem była postać Arafata, teraz tej osoby nie ma i powstał wielki znak zapytania co dalej...
kłopotów jest cała masa: Autonomia nie ma ekonomicznej racji bytu, coś takiego jak jej gospodarka nie istnieje i budowa muru przez Izrael pozbawi mieszkańców Autonomii resztek dochodu; finanse to w dużej mierze prywatne konta Arafata, na których łapę położy/ła małżonka, skądinąd mało popularna w Palestynie; do głosu, zwłaszcza w strefie Gazy, dochodzą ekstremiści spod znaku Hamasu i Jihadu...
to wszystko sprawia, że sytuacja jest gigantyczną niewiadomą;
Autonomia Palestyńska bardziej niż kiedykolwiek wcześniej ma szanse na dialog z Izraelem - co więcej, nie tylko ma szanse, ale ma też niejako nóż na gardle, gdyż bez Izraela ekonomicznie nie ma racji bytu; jakkolwiek byśmy nie operowali w świecie idei i haseł, gospodarka dość brutalnie potrafi sprowadzić na ziemię ;-)
w momencie odejścia Arafata, każdy nowy przywódca palestyński (z pominięciem ekstremistów) będzie wielokroć lepszym partnerem do rozmów z punktu widzenia Izraela i izraelskiej opinii publicznej, pytanie tylko kto pokieruje Autonomią i w którą stronę...
...no właśnie, jak myślicie, co teraz będzie się tam działo?
pozdrawiam
We've all been raised on television to believe that one day we'd all be millionaires, and movie gods, and rock stars. But we won't. And we're slowly learning that fact. And we're very, very pissed off.
Awatar użytkownika
Alganothorn
Monarcha
Monarcha
 
Posty: 5085
Rejestracja: pn 06.01.2003 23:02
Lokalizacja: point of no return

Postautor: Jakub Cieślak » pt 12.11.2004 10:08

Cały czas obawiam się, że żadną z tych stron nie stać na podjęcie mediacji i dialogu dyplomatycznego. Dla mnie ta spirala ataków (w odpowiedzi na atak Izraela jakiś szaleniec wysadza autobus, za co Izrael mści się atakiem i tak w kółko, w kółko) dąży nieubłaganie do zwyczajnej wojny, w którym któraś ze stron zostanie wycięta w pień.
Arafat chciał jakiegoś pojednania, pogodzenia się z Izraelem. Izrael już przestał wierzyć w pokój, już miał dosyć Arafata. Autonomia już od dawna wrzała i kipiała nienawiścią pełną desperacji. To jest ta forma kipienia, kiedy człowiek doprowadzony do biedy, pozbawiony komfortu bezpieczeństwa decyduje się na akty desperackie. Łapie za broń i postanawia ukarać kogoś za swoją złą egzystencję. Teraz ostatni człowiek, który próbował do tego nie dopuścić, nie żyje.
Ktoś z kimś teraz będzie toczył walkę o władzę, nikt nie będzie kontrolował ekstremistów, dojdzie do zamachów, dojdzie do masakr. Izrael uzna, że czas skończyć z "terrorystami", do autonomii wjadą czołgi. Będą zabijać "terrorystów". Czysto formalna fala oburzenia przejdzie przez świat polityki, pojawią się lakoniczne artykuły w prasie o śmierci niewinnych ludzi. A potem...
Wiecie co, bardzo chciałbym się mylić, po prostu bardzo tego pragnę.
Obrazek
Mistrz Gimli powiada:
Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana.
Awatar użytkownika
Jakub Cieślak
Prefekt
Prefekt
 
Posty: 4010
Rejestracja: czw 12.12.2002 22:24
Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka

Postautor: Azirafal » pt 12.11.2004 10:32

Arafat byl postacią wielce kontrowersyjną (ale banały :) prawie jak bush ;) ). A pokojową nagrodę Nobla, jak dla mnie obie strony dostały swego czasu na wyrost i bardziej na zachętę, niż za zasługi...

Teraz będzie ciekawie. Od pewnego już czasu Arafat (teoretycznie przynajmniej) dążył do pojednania i pokojowych rozmów. Nie wykluczone, że naprawdę ich chciał. Niewykluczone, że naprawdę nawoływał do swoich ludzi o zaprzestanie ataków. Ale też niewykluczone (ja tak uważam, na przykład...), że powoli tracił mir wśród ludu swego. Że gdy nawoływał do pokoju, jego bardziej ekstremalni "współobywatele" krzyczeli o "zdradzie" ideałów, o tym że Arafat zaczyna się podlizywać państwom zachodnim i o tym, że oni nie będą go słuchali. Liczne grupy rozproszone po okolicy, często samowystarczalne, z własnym zapleczem i dowództwem (wykształconym częstokroć 20 lat temu przez samego Arafata) kierują się własnymi planami i robią co chcą. Tego nie koniecznie da się powstrzymać - może się okazać, że te grupy są zbyt samodzielne i nie ma nikogo na czyj rozkaz miałyby one złożyć broń i zaprzestać walki...

Na pewno najbliżej tego byłby Arafat, ale on nie żje. I ,tak jak wspominałem, niewykluczone że: a) i tak nie miał już nad tymi grupami władzy; b) i tak tylko głosił frazesy, a sam wydawał takowym instrukcje. No bo dlaczoś mimo wszystko te grupy atakowały, mimo przychylności do rozmów, obu stron - czyli albo jedno, albo drugie.

Śmierć Arafata ma natomiast na pewno jeden, bardzo pozytywny aspekt (jeśli można tak mówić): zmarł sam. Zmarło mu się, po prostu. Gdyby zginął zabity, cały świat arabski by ruszył do ataku. Mieliby takiego męczennika, jakiego jeszcze świat nie widział. I nigdy by na Bliskim Wschodzie pokój nie zapanował. A tak... wyszło dobrze.
If you don't stand for something you'll fall for anything.
Awatar użytkownika
Azirafal
Arcypryk
 
Posty: 1936
Rejestracja: wt 07.01.2003 15:33
Lokalizacja: Warszawa

Postautor: Alganothorn » pt 12.11.2004 10:32

Jakub Cieślak pisze: Teraz ostatni człowiek, który próbował do tego nie dopuścić, nie żyje.

problem w tym, na ile on próbował do tego nie dopuścić - zważywszy, że organizacja pozostająca pod jego bezpośrednim przywództwem nawet w czasie rozejmów dokonywała zamachów pojawia się pytanie: nie kontrolował nawet swojej własnej organizacji, czy rzeczywiście grał na dwa fronty, wydając rozkazy i potępiając zamachy jednocześnie...
nie umiem powiedzieć do czego dążył Arafat, a raczej nie umiem stwierdzić jaką drogę obrał do celu, jakim była niepodległa Palestyna; lata terroryzmu robią swoje, nie ejstem przekonany, czy umiał zrezygnować z takich metod
pozdrawiam
We've all been raised on television to believe that one day we'd all be millionaires, and movie gods, and rock stars. But we won't. And we're slowly learning that fact. And we're very, very pissed off.
Awatar użytkownika
Alganothorn
Monarcha
Monarcha
 
Posty: 5085
Rejestracja: pn 06.01.2003 23:02
Lokalizacja: point of no return

Postautor: Jakub Cieślak » pt 12.11.2004 11:07

To, kim był Arafat, a czego dokonała organizacja pod jego "wodzą", to sprawa raczej oddzielna- przynajmniej w moim odczuciu. Chciałbym wierzyć w słowa Arafata, który starał się dojść do pokojowego dialogu z Izraelem (wydawał mi się człowiekiem inteligentnym, który wie, że jest to w zasadzie kwestia istnienia Palestyny), który potępiał ataki terrorystyczne. Oczywiście jego "władza" nad organizacją była iście symboliczna, ale jakaś była. Coś powodowało, że palestyńczycy nie skoczyli do gardeł izraelczykom. Nie mógł kontrolować pojedynczych ataków, których dopuszczali się ludzie głusi i ślepi, desperaci. Jednak wydaje mi się, że to właśnie on nie dopuszczał do otwartej wojny. Teraz ta bariera zniknęła.
Obrazek
Mistrz Gimli powiada:
Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana.
Awatar użytkownika
Jakub Cieślak
Prefekt
Prefekt
 
Posty: 4010
Rejestracja: czw 12.12.2002 22:24
Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka

Postautor: Vampdey » pt 27.01.2006 13:40

Bliski Wschód po Arafacie?
Hamas wygrywa wybory...
Co sądzicie, jak teraz potoczą się sprawy na bliskim wchodzie? Czy wogóle są jakieś szanse na to, zeby było lepiej?
Obrazek
Awatar użytkownika
Vampdey
Katedralny Malkontent
 
Posty: 3946
Rejestracja: sob 16.11.2002 20:34
Lokalizacja: Bełchatów/Łódź

Postautor: Alganothorn » pt 27.01.2006 13:57

Jest teraz jeden wielki kanał i to dla wszystkich;
USA się kompromitują, bowiem głosząc potrzebę szerzenia demokracji na świecie nie uznaje kolejnych rządów wybranych tą metodą; jest to paradoks, któego administracja amerykańska nie może zrozumieć: jak mogąc wybrać kogoś, kogo lubi George W. można wybrać kogoś, kogo nie lubi...zagadka tysiąclecia...
Izrael ma zagwozdkę, bo Hamas ani myśli rezygnować ze swoich bardzo ostrych wystąpień i takch samych poglądów; już zapowiedzieli, że wszelkie kontakty zostają wstrzymane z racji charakteru organizacji...
Fatah ma problem, bo przegrywa wybory, ma co prawda prezydenta, ale oficjalnie deklaruje, że do żadnych rozmów koalicyjnych z Hamasem nie dojdzie, więc skazuje się na mało popularną rolę opozycji; musi się liczyć z dalszym spadkiem popularności, zwłaszcza, że nikt u steru władz partyjnych nie ma nawet ułamka charyzmy Arafata...
wreszcie Hamas ma problem: z jednej strony Palestyna albo śmierć, z drugiej - Palestyna bez Izraela nie jest w stanie egzystować; cała gospodarka Autonomii działą niemal jak wielkie przedmieście Izraela: ludzie pracują albo w Izraelu, albo dla Izraela, państwo żydowskie to podstawa ich gospodarki - izolowanie się może doprowadzić do jeszcze większego kryzysu i jeszcze większej biedy...
na deser, przerąbane mają zwykli ludzie: Fatah obiecywał poprawę, ale tej poprawy nikt nie dostrzegł; mało kto doceniał ile wysiłku kosztowało onie strony wycofywanie się Izraela z kolejnych terenów, ludzie oczekiwali wiekszych pieniędzy, podnoszenia standardu życia, a tymczasem cała para szła w wielką politykę; fatalny stan gospodarki spowodował, że ludzie chcą odmiany, tyle, że Hamas to na gospodarce nie zna się najlepiej i nie sądzę, żeby było zwykłym ludziom ciekawiej po tych wyborach...
jak się potoczą sprawy?
Hamas musi się jasno zadeklarować jak chce prowadzić politykę Autonomii - od tego zależy reakcją Izraela i USA; dopiero po tych deklaracjach można będzie mówić o czymś więcej niż tylko 'ryzyku destabilizacji regionu';
czy jest szansa? szansa jest zawsze, ale w tym wypadku bardzo, bardzo mała...
pozdrawiam
We've all been raised on television to believe that one day we'd all be millionaires, and movie gods, and rock stars. But we won't. And we're slowly learning that fact. And we're very, very pissed off.
Awatar użytkownika
Alganothorn
Monarcha
Monarcha
 
Posty: 5085
Rejestracja: pn 06.01.2003 23:02
Lokalizacja: point of no return


Wróć do Philosophia

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość